piątek, 9 listopada 2012

Łasuch stołuje się na mieście #6: Tari Bari, Łódź

Mam dla Was dobre wieści. Dziś piątek, weekendu początek, więc Łasuch jak zwykle podpowiada gdzie warto się wybrać i smacznie zjeść. Szkoda siedzieć cały czas w garach, trzeba spotkać się ze znajomymi i dać zarobić zdolnym kucharzom. Ja się już z kim trzeba spotkałam, kucharzom zarobić dałam, teraz kolej na Was. Dziś na tapecie absolutna nowość czyli Tari Bari. Lokal młodziutki, bo otworzył się dla gości 18 października w OFF Piotrkowska. Mimo swojego nad wyraz młodego wieku, jest to miejsce, o którym się mówi. Wszędzie! Dlatego też wraz z Biedronką w kuchni oraz Pewnym Dżentelmenem postanowiliśmy sprawdzić dla Was, czy warto się do Tari Bari wybrać. 

Tari Bari to przede wszystkim surowe, przestronne, postindustrialne wnętrze i to rzuca się w oczy najbardziej zaraz po wejściu. Nie ma mowy o przytulności, więc nie każdemu ten klimat pasuje, ale ja czułam się tam jak u siebie. Wysokie sufity, białe ściany, duże okna, wszystko w neutralnych kolorach. Każdy stolik inny, każde krzesło inne, a na stołach zamiast obrusów płachty szarego papieru. Już jest dobrze, ale to nie koniec. Na stołach nie ma żadnych świeczników, wazoników, kwiatuszków, serwetników i innych podobnie zbędnych kurzołapek a wszystko co potrzebne czyli sól, pieprz, serwetki czy cukier wjeżdżają na stół dopiero wraz z jedzeniem. Modny i praktyczny, skandynawski minimalizm rodem z IKEI, który dla mnie jest po prostu ujmujący. Ci którzy zatrzymali się na etapie zakurzonych, wiedźmowatych nor w stylu herbaciarni Niebieskie Migdały, w Tari Bari nie mają za bardzo czego szukać. No i jeszcze ta kuchnia. Otwarta! Na widoku! Na pokaz! Najwidoczniej Tari Bari nie ma nic do ukrycia a zapewnienia że wszystko przygotowywane jest z najświeższych, sezonowych składników, a pieczywo wypiekane jest na miejscu, można bardzo łatwo zweryfikować rzucając okiem na to, co dzieje się w kuchni. Już mi się podoba. Już czuję się jak u siebie. 


Co najbardziej może zaskoczyć to brak stałego menu. Dowiedziałam się, że dania zmieniają się każdego dnia w zależności od tego, co uda się kupić i co jest akurat w sezonie. Wyjątkiem są burgery, które znalazły się w menu już na stałe.  Na dodatek dań nie jest z ofercie zbyt wiele. Tylko kilka pozycji, które bez trudu mieszczą się na tablicy przy barze. Dzięki takiej polityce mam pewność, że wszystko to, co dostanę w Tari Bari jest naprawdę świeże i sezonowe. Tak gotuję w łasuchowej kuchni i tak chcę jeść u Obcych. 

Szefem kuchni w Tari Bari jest Włoch, ale nie oznacza to, że zjemy tam tylko i wyłącznie włoskie specjały. Dostaniemy smaczne, proste, uczciwe i nieskomplikowane dania na bazie naturalnych składników. Jeżeli Wam coś zasmakuje, to bez problemu przygotujecie sobie coś bardzo podobnego w domu. Albo odwrotnie. Jeżeli nie chce Wam się gotować w domu, to zjecie coś podobnego w Tari Bari. 



Przejdżmy jednak do rzeczy, czyli do jedzenia. Na nasze talerze trafiły polędwiczki wieprzowe w sosie z czerwonego wina, wspomniany wcześniej burger wołowy i pizza Margherita. Polędwiczka wieprzowa była pyszna, dobrze doprawiona i zaserwowana z bułką i odrobiną zielonej sałaty polanej sosem. Nie mogę jej absolutnie nic zarzucić. To był naprawdę dobry wybór i nie żałuję, bo na moim talerzu wylądował solidny kawałek pysznego mięsa. Pizza Margerita też była bardzo dobra. Z chęcią zjadłabym całą, ale musiałam się zadowolić tylko kawałeczkiem. Może nie jest to idealnie idealna włoska pizza na cienkim jak pergamin cieście, ale mnie bardzo smakowała. Biedronka w kuchni słusznie miała zastrzeżenia do swojej burgerowej bułki, która była po prostu zimna. My jak to my, zaczęliśmy troszkę wydziwiać i pomyśleliśmy, że tego burgera można by było jeszcze trochę ulepszyć pomidorem czy cebulką.

Po daniach głównych udało nam się znaleźć odrobinę miejsca na desery.  Wybór niewielki, więc wybraliśmy dwa z .... dwóch dostępnych. Naszym oczom ukazało się tiramisu oraz panna cotta z owocowym sosem. Mnie tiramisu bardzo smakowało, ale zachwyciłam się biedronkową panna cottą. Biedronka testowała ją na wiele sposobów. Oglądała, potrząsała, sprawdzała jej perfekcyjną konsystencję. Ja skupiłam się na walorach smakowych i po cichu zazdrościłam, że mnie nie trafiła się panna cotta właśnie zamiast tiramisu, bo była cudownie lekka,  pyszna i zdecydowanie godna zapamiętania.

Jedzenie jedzeniem, ale Tari Bari to także atmosfera. Po dwóch tygodniach od otwarcia widać już stałych bywalców, co jest całkiem niezłym osiągnięciem. Zupełnie nie czuje się też, że to nowe miejsce, tak jakby Tari Bari natychmiast po otwarciu wrosło w tkankę OFF Piotrkowskiej. Mnie się w Tari Bari bardzo podobało i jestem więcej niż pewna, że będę tam wpadać częściej. To idealne miejsce na szybki lunch, wieczór i pogaduchy ze znajomymi, czy wstęp do nocnych szaleństw. Na koniec wspomnę jeszcze o cenach. Uczciwe i adekwatne do jakości i ilości serwowanych dań. Pizzę można już zjeść za 13 zł a najdroższe danie z solidną porcja mięsa kosztowało 26 zł. Więcej już chyba nie trzeba pisać:-) 

Na koniec, po grubej warstwie pochwalnego lukrowania, odrobina dziegciu. Jedyna rzecz, która mi się w Tari Bari niezbyt podobała i do której muszę się troszkę przyczepić, to łazienka. Ja wiem, że to stary budynek, ja wiem, że instalacja też nie nowa, ale pewne standardy warto zachować. Tę część Tari Bari trzeba, moim zdaniem, koniecznie dopracować, żeby pasowała do standardu całej reszty tego miejsca, bo postawienie, skądinąd pięknych, orchidei nie załatwi do końca sprawy. Na korepetycje zapraszam do Affogato.

Zapraszam Was więc do Tari Bari. Jest duża szansa, że spotkacie tam Łasucha :-D

Przydatne adresy
Tari Bari Bistro
ul. Piotrkowska 138-140
Łódź
tel.  606 979 523 / 664 933 271

Sponsorami wypadu do Tari Bari byli: Łasuch w kuchni, Biedronka w kuchni oraz Pewien Dżentelmen. 

18 komentarzy:

  1. fajne miejsce, a ta pizza mmmmmmmmmm z chęcią bym się na nią załapała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pizza rzeczywiście bardzo bardzo dobra:-D Prosta i pyszna:-D

      Usuń
  2. Podoba mi się połączenie kuchni z salą jadalną,taki domowy klimat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się też to podobało. to dla nich wyzwanie, bo każdy, w każdej chwili może ich sobie popodglądać na legalu ;-)

      Usuń
  3. Szkoda,że do Łodzi mi nie po drodze...
    Ale panna cotta wygląda doskonale!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona Aniu oprócz tego, że wygląda doskonale na dodatek była doskonała :-D

      Usuń
  4. Wygląda na przytulne miejsce. Jak kiedyś zagoszczę w Łodzi, to się wybiorę, skoro polecasz. No i szczególnie, że i Ciebie można tam spotkać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w takim razie Katie widzimy się w Tari Bari ;-)

      Usuń
  5. Z racji wspólnego łódzkiego pochodzenia zapraszam do zabawy: http://garnkofilia.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozpusta nie ma co ;-))


    www.przysmakiewy.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. SPONSOROWANE..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, tak zaiste sponsorowane przez Łasucha w kuchni, Biedronkę w kuchni oraz Pewnego Dżentelmena :-D

      Usuń