piątek, 17 maja 2013

Agent Tomek stołuje się na mieście #6: Piknik, Łódź

Agent Tomek urządza sobie Piknik

Łódź ulega ciągłym przeobrażeniom, co widać także po regularnych zmianach na kulinarnej mapie miasta. Żywym dowodem jest restauracyjny odcinek ulicy Traugutta, gdzie co pewien czas zachodzą wyraźne zmiany. Jedną z nich jest zastąpienie drogiej i raczej ekskluzywnej Locandy przez Piknik, który karmi równie smacznie i szlachetnie, a przy okazji za dużo niższą cenę. Oszczędny i surowy design może sugerować, że nie będzie to lokal na kieszeń przeciętnego Kowalskiego. Nie tym razem! 


Piknik ma kształt dość długiego prostokąta, w którym znalazło się miejsce dla kilkunastu stolików oraz długiej kanapy ciągnącej się wzdłuż ściany, a przy niej kolejnych stolików. Szare obicie kanapo-siedziska, stalowoszare krzesła oraz proste drewniane stoły tworzą oszczędny i surowy klimat. Wnętrza nie przeładowano zbędnymi bibelotami. Kilka roślin na parapetach, abstrakcyjne obrazy na ścianach, szkło, metal i drewno – to najbardziej charakterystyczne elementy wystroju. Jest tak minimalistycznie, że jedyne przedmioty na stole to pojemnik z oliwą oraz efektownie wyglądające menu (choć papier jest strasznie nieprzyjemny w dotyku – uprzedzam!). Żadnych serwetników, świeczników, kwiatów. Widać, że właściciele dbają o szczegóły, bo piknikowe logo znajduje się na wspomnianej wyżej butelce z oliwą, a nawet na serwetkach. Ciekawie prezentuje się także otwarta kuchnia, gdzie można podejrzeć, jak powstaje makaron i ciasto na pizzę. Warto chwilę popatrzeć, wygląda to naprawdę niezwykle profesjonalnie :-).

Skoro wspomniałem już o menu – jest ciekawe nie tylko na zewnątrz jako przedmiot, ale również w środku. Piknik oferuje przede wszystkim dania włoskie – różne rodzaje pizzy i makaronu, także na słodko. Ale nie brakuje też dań mięsnych typu żeberka czy ryb. Bardzo mi przypadł do gustu podział makaronów na warianty cenowe: pasty za 8, 12, 16, 22 i 30 złotych. Oczywiście im drożej, tym bardziej skomplikowane dania, ale cieszy możliwość najedzenia się smacznym ręcznie robionym makaronem za niską kwotę. Schody zaczęły się jednak przy wyborze czegoś do picia. Otóż w Pikniku, ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu, nie ma karty napojów. Trzeba zatem zaufać pani kelnerce, że pamięta dokładnie, jakiej kawy czy herbaty można się napić. A z tego co zauważyłem, w Pikniku podaje się też alkohole, np. wino. Nie ukrywam, że dziwna sytuacja, bo zawsze wolę wiedzieć, z czego mogę wybierać i na jaki wydatek mam się szykować. W szczególności w przypadku alkoholi. Tu tej informacji brak. Liczę na to, że restauratorzy szybko wyeliminują tę niedogodność. Na szczęście wystarczyła mi herbata i nie musiałem dokładnie wypytywać o szczep czy markę wina :-). A do herbaty dorzuciłem całkiem sensowny zestaw, o którym poniżej.

W ramach pierwszego dania zjadłem bardzo smaczną zupę dnia. Gęsty, słodko-pikantny i bardzo ciepły krem pomidorowy wprawił mnie w wyjątkowy dobry nastrój przed degustacją kolejnych potraw. Ucieszył mnie też fakt, że od zamówienia do podania minęła dosłownie chwila. Drugim daniem był makaron z grupy 12 zł: pappardelle z oliwą czosnkową, cukinią, pomidorami suszonymi i koktajlowymi. Kluski były smaczne, czuło się, że nie jest to jakiś masowy produkt z paczki. Aczkolwiek mam wrażenie, że trochę poskąpiono na dodatkach. Większa ilość pomidorów oraz plasterków cukinii zaostrzyłaby smak i zwiększyła wilgotność porcji. Nie narzekam jednak – makaron był na tyle smaczny, że byłbym w stanie zjeść go tylko z dodatkiem oliwy :-).

O ile zupa i drugie nie zasłużyły na szóstkę, o tyle deser nie zmieściłby się w szkolnej skali ocen. Tarta pokryta masą z serka mascarpone i truskawkami wzbudziła we mnie ogromny entuzjazm, którego nie ugasiły nawet zimne połówki owoców. Krem serowy miał idealną konsystencję i poziom słodkości. Absolutnie zachwycił mnie spód tarty na bazie pokruszonych herbatników. Jedzenie ciasta zmieniło się zatem w kontemplowanie swojego zadowolenia :-).
I w sumie z Pikniku zadowolony wyszedłem. Na zupę, makaron, ciasto oraz duży kubek herbaty wydałem 32 złote, co wydaje mi się ceną niewygórowaną. Mimo uwag, jakość jedzenia nie rozczarowuje (a deser wręcz zwala z nóg). Nie można się też przyczepić do obsługi, bardzo miłej i uczynnej.

Wspomnę jednak o jeszcze jednej wpadce. Dopiero po złożeniu zamówienia uświadomiłem
sobie, że w Pikniku istnieje coś takiego jak zestaw dnia. Owszem, w menu można przeczytać o zupie czy cieście dnia, ale nie o całym zestawie, który jest opisany na osobnej karteczce. Taka karteczka zabłąkała się na sąsiedni stolik, a dopiero potem trafiła do mnie. Na szczęście samodzielnie skomponowany zestaw przebił atrakcyjnością piknikową propozycję lunchu dnia, ale żałuję, że nie miałem możliwości zapoznać się z nią wcześniej. Moje dopytywanie się o menu dzienne chyba jednak podziałało, bo pod koniec mojej wizyty plansze z nim cudownie się rozmnożyły i leżały już na absolutnie każdym stole. Zatem jeżeli Piknik będzie unikał takich potknięć i sprawi sobie porządną kartę napojów, będę spokojny o jego dalszy los. Na razie na zachętę dostaje ode mnie czwórkę (tym razem w akademickiej skali 2-5).

Przydatne adresy 

Piknik

ul. Traugutta 3

90-106 Łódź

tel. 662 335 934



Sponsorem wypadu do restauracji Piknik był Agent Tomasz. 

15 komentarzy:

  1. Chyba byliśmy w dwóch różnych Piknikach... ja swoją przygodę wspominam bardzo niemiło i więcej moje nogi tam nie postaną, czego wyraz dałam publikując na FB zdjęcie tego, co mi podano i krótki opis wrażeń... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pamiętam dobrze Twe wrażenie Biedronko. Agent Tomek miał zupełnie inne doświadczenia. To dowód na to, że Piknik jest nierówny jak na razie...:-)

      Usuń
    2. Oj tak, moje i Biedronki doświadczenie było zupełnie inne... :)

      Usuń
    3. tak, tak, wiem, czytałam Wasze relacje na FB :-)

      Usuń
  2. Ja mam dokladnie takie same negatywne wrażenie jak Biedronka.. długo czekałam (ponad 1.5h!!!!! na stek i pizze), obsługa starszna a na koniec pomylili dania. Jestem na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ungore za głos w dyskusji :-) Agent Tomek akurat trafił na dobry dzień, ale widzę, że Ty i Biedronka już niekoniecznie. Teraz moja kolej. Ciekawa jestem, co mnie czeka :-)

      Usuń
  3. Trochę skromnie te dania wyglądają, mogliby zainwestować chociaż w jakieś zioła do przybrania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalio, masz absolutną rację. Brakuje dekoracji!!!

      Usuń
  4. Może się skuszę w przyszłym tygodniu wpaść do nich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnij, przekonaj się sama, jak smakuje w Pikniku :-)

      Usuń
  5. bardzo apetycznie podane, wygląda fajnie ;) jak będę miała okazję być w Łodzi to chętnie wpadnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy do Łodzi, nie tylko do restauracji Piknik :-)

      Usuń
  6. wszystko wygląda bardzo apetycznie:) takie oderwanie się od codzienności jest bardzo potrzebne i korzystnie na nas wpływa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Ja zawsze namawiam do odpoczynku od kuchennych obowiązków i wypad do restauracji, kawiarni czy bistro :-)

      Usuń
  7. Locanda nie była żadną ekskluzywną restauracją. Niestety na dobre kilka miesięcy przed zamknięciem zjechali mocno w dół (kto pamięta pyszne risotta, które serwowali jeszcze na przełomie 2011 i 12 roku, wie o czym piszę) i to było głównym powodem śmierci Locandy. Na pewno nie ceny. Locanda zawsze miała sporo gości.

    OdpowiedzUsuń