piątek, 5 października 2012

Kulinarne opowieści o Berlinie

Tak jak obiecałam kilka dni temu, po zwiedzaniu Berlina, czas na kulinarne o nim opowieści. 

Pierwsza rzecz jaką widać po przyjeździe to to, że Berlin jedzeniem stoi. Na każdym rogu, na każdej ulicy, na każdej przecznicy zawsze znajdzie się coś do zjedzenia. Od możliwości aż w głowie się kręci. Nie wiadomo gdzie iść, co wybrać i co zjeść. Stąd też pomysł na to, żeby opowiedzieć Wam o tym, co jadłam i gdzie jadłam. Być może przyda się Wam to podczas Waszych spacerów po tym cudownym mieście. 


Pierwsza rzecz, jaką trzeba obowiązkowo w Berlinie zaliczyć to ich lokalny veryfastfood czyli carrywurst. To coś w rodzaju ciepłego serdelka posypanego aromatycznym curry i utopionego w morzu słodkiego, niezbyt ostrego ketchupu. Można to kupić praktycznie wszędzie, czyli w barach, budkach czy stoiskach w całym Berlinie. Są nawet currywurstowi mobilni stacze, którzy mają maszyny do podgrzewania kiełbasek zawieszone na plecach. 
Na początku byłam święcie przekonana, że taka mieszanka należy raczej do tych wybuchowych i może zaszkodzić. W pogotowiu były więc piguły, które nagłym atakom ze strony przewodu pokarmowego mogły szybko zaradzić. Nic się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie. Kiełbaska była bardzo dobra a ja wyszłam z tej konfrontacji bez szwanku a wręcz z ochotą na więcej. Niestety próba odtworzenia carrywurst w domu się nie powiodła. Najpewniej to jedna z tych rzeczy, które smakują tylko w Berlinie.


Carrywurst zaliczone, więc kolejnym zadaniem Łasucha było zwiedzanie, żeby zrobić miejsce w brzuchu na kolację. Zgodnie z pierwotnym założeniem pierwszy dzień był obowiązkowo poświęcony berlińskim specjałom. Na kolację wybrałyśmy Rocco w typowo turystycznej dzielnicy czyli Mitte, w menu której jest mydło i powidło. Restauracja jakich wiele w każdym dużym mieście. Dość duża, z ogromnym ogródkiem no i sporo w niej było gości, co ostatecznie nas przekonało. Przyznam jednak szczerze, że lektura menu nie przyprawiła mnie o dobry nastój. Potwierdzała tylko to, co było napisane w moim przewodniku po Berlinie. Mnóstwo mięsiw wszelakich, wszystkie brzmiące dla osoby sympatyzującej z wegetarianami raczej ciężko, więc tabletki na niestrawność znowu były w pogotowiu. Zamówiłyśmy z łasuchową mamą wędzoną wieprzowinę z ziemniakami i kapustą kiszoną oraz wołowinę z czerwoną kapustą na ciepło i ziemniakami. Porcje, które pojawiły się na naszych talerzach były raczej jak dla bardzo głodnych i bardzo spracowanych górników a nie dla nas. Do tego jeszcze dodatkowe talerze z sałatkami, o których menu nie wspominało, ale były wliczone w cenę. Jednym słowem posiłek, który spokojnie wystarczyłby na cały dzień i to w całkiem dobrej cenie jak na taką górę jedzenia. Nie dziwne więc, że rano nie miałyśmy wcale ochoty na śniadanie. A jeśli chodzi o smak? Jedzenie było dobre. Świeże, dobrze przyrządzone i smakowało, ale jednak to nie nasze smaki. Zjadłyśmy, połknęłyśmy piguły i postanowiłyśmy, że to koniec z berlińskimi specjałami. Spróbowałyśmy, ale fankami ani lokalnych dań ani restauracji nie zostaniemy.

Zródło: www.toscana-berlin.de
Po doświadczeniach z berlińskimi specjałami, druga kolacja miała być, przynajmniej w założeniach, lżejsza. Tym razem postanowiłyśmy opuścić turystyczne szlaki i wybrać się tam, gdzie udają się lokalsi. Kto czytał moją wcześniejszą relację z Berlina już wie, że wybór musiał paść na dzielnicę Prenzlauer Berg. Postanowiłyśmy zaufać intuicji. Szwendając się wąskimi uliczkami, co chwila natrafiałyśmy na inną knajpę, ale wybór ostatecznie padł na włoską trattorię Toscana. Dużo ludzi, gwar, obrusy w kratkę i sympatyczny wystrój ostatecznie przekonały nas, że to dobry wybór. I powiem Wam szczerze, że intuicja nas nie zawiodła. Tłumy jednak wiedzą, co dobre, tym bardziej, że oprócz nas nie było tam innych turystów. To fajne miejsce, choć w internecie nie wszyscy się ze mną zgodzą. Mnie się jednak podobało.

Zródło: www.toscana-berlin.de
Wystrój typowy dla wiejskiej i swojskiej trattorii, więc jest to miejsce tylko dla tych, którzy lubią takie klimaty. Menu było tylko po włosku i niemiecku, bez wersji angielskiej więc niewiele się udało nam rozszyfrować przy marnym świetle i z moją słabą znajomością włoskiego i żadną niemieckiego. Ostatecznie na naszych talerzach wylądowały: grillowany antrykot z masłem ziołowym oraz grillowany łosoś. Ja dostałam słuszny kawałek wołowego mięsa o nieogarnialnych przez mój żołądek rozmiarach a łasuchowa mama dwa, podobnie słuszne co antrykot, kawałki łososia. Do tego ziemniaki, brokuły i micha sałaty do podziału. Miało być lżej a znowu strasznie się objadłyśmy, tym razem jednak w naszym stylu. To zdecydowanie nasze smaki więc muszę przyznać, że jedzenie było przepyszne. Dawno nie jadłam tak pysznego steka i tak soczystego i cudownie delikatnego łososia. Proste, uczciwe, niewyszukane, swojskie dania, ale za to w jakim wydaniu. Do tego wino polepszające i tak już wyśmienite humory więc wieczór nie mógł się nie udać. Niestety, podobnie jak poprzedniego wieczoru nie było ani kawałka miejsca na deser, choć tak bardzo chciałam spróbować ich wersji tiramisu. 

Zródło: www.toscana-berlin.de
Muszę też dodać, że humory w Toscanie co rusz poprawiał nam kelner, który był przeuroczym Włochem i pomimo kilku barier językowych zapamiętamy go na bardzo długo. Łasuchowa mama została już na zawsze "La Mammmmmmmą" a Łasuch "the younger geneR(!)ation" czyli młodszym pokoleniem. Opuszczenie Toscany bez deseru i bez obowiązkowego limoncello graniczyło z cudem, ale się udało tym bardziej, że pamiętałyśmy z naszych rzymskich wakacji, czym grozi łączenie czerwonego wina z tym zdradziecko pysznym likierem. Będziemy ten wieczór wspominać jeszcze długo zarówno dzięki panującej tam atmosferze jak i dzięki pysznemu jedzeniu. Mogę Wam więc polecić  tę restaurację z czystym sumieniem. 

Rację mieli więc Ci, którzy twierdzili, że w Berlinie nie dość, że karmią wszędzie, to jeszcze karmią smacznie i do tego serwują przeogromne porcje. Nie ważne czy to lokalne dania, czy sałatki czy makarony czy pizze, porcje są po prostu monstrualne. Do tego dochodzą przystępne, jak na takie duże porcje, ceny i już wiem, że gdybym mieszkała z Berlinie to pewnie nie gotowałabym w domu tak często i żywiłabym się na mieście, bo opcji jest bez liku. Ze względu na sporą ilość ludności napływowej jest też duża różnorodność w ofercie restauracji, więc każdego wieczoru można próbować czegoś innego. Jeśli chodzi więc o kulinarną stronę Berlina, to trzy dni zdecydowanie nie wystarczą na odkrycie wszystkiego. To dopiero wstęp.

Musicie mi wybaczyć brak zdjęć potraw. W obu lokalach było tak ciemno, że nie wychodziły mi dobrze żadne zdjęcia. Zresztą to cecha charakterystyczna większości lokali w Berlinie - jest tak ciemno, że trudno nawet przeczytać menu. 

Za Wami pierwsza część kulinarnych opowieści. Kolejny i ostatni już odcinek mojej relacji z Berlina już za tydzień. Zapraszam Was już teraz na pyszne berlińskie śniadanie z francuskim sznytem a ja zabieram się za obmyślanie listy kolejnych miejsc, które warto zrecenzować.  Nie zapominam jednak o gotowaniu. W najbliższych dniach będą też nowe przepisy.   

Przydatne adresy:
Restaurant Trattoria Toscana
Sredzkistraße 49
10405 Berlin
Prenzlauer Berg
Tel. 030 443 23 064




English version

Culinary trip to Berlin 

As I promised a few days ago, after tales about Berlin city, it's time for culinary trip around this lovely place. 

The first thing that you see after arrival is that Berlin is full of food. Everywhere you will always find something to eat. Your head is spinning from all the available options. You can't decide where to go, what to choose and what to eat. The idea behind this culinary trip to Berlin is to tell you about the things I ate and the places where I ate. Perhaps it will be useful when you will be visiting Berlin next time. The first that you must taste when being in Berlin is their local veryfastfood called carrywurst. It's hot sausage sprinkled with aromatic curry and drowned in a sea of ​​sweet, not too spicy ketchup. It is cheap and can be purchased everywhere, in bars, stalls and restaurants. There are even mobile currywurst vendors that have special machines necessary to heat up sausages hung on their back.At first I was strictly convinced that this is rather an explosive dish and can cause nothing but harm to my unaccustomed stomach. But nothing happened. On the contrary, the sausage was very good. Unfortunately, all efforts to repeat the succes of curryweurst at home failed. Probably this is one of those things that taste best only in Berlin.

After currywurst it was time for other mandatory Berlin specialities. For dinner we went Rocco in Mitte district. For me it was a typical restaurant for tourists in a big city. Quite large, with a huge garden and with significant number of customers. All of the above was quite convincing. But honestly I have to admit that the menu only confirmed what was written in my guide to Berlin ie. lots of meats of all kinds, all sounding rather heavy especially for a person sympathizing with vegetarians. We ordered smoked pork with potatoes and sauerkraut and sour beef with red cabbage and boiled potatoes. Portions that appeared on our plates were titanic. Like for very hungry and very tired workers and not for two ladies. We also received additional salads, which were not mentioned in the menu but were included in the price. Our meal was soooo huge and sooo stuffing. As for such a quantity of food the price was more than appropriate. No wonder, that after this dinner we were not hungry in the morning and we turned our breakfast into late brunch. As for the food? The food was good. Fresh, well cooked and tasty, but these are not our flavours and not our type of nourishment. I can't say anything bad about this restaurant, because it would be unfair for Rocco. But at the end of the day we were fans of neither the place nor the food served there.


After the one and only experience of Berlin specialties, the second dinner was supposed to be, at least in concept, lighter. This time we decided to leave the tourist zone and go where Germans go. Those who read my previous post about Berlin already know that I could choose nothing but Prenzlauer Berg district. We decided to rely on our intuition. Roaming narrow streets, every moment we saw new restaurant or but. But we eventually chose Italian trattoria Toscana. A lot of people, checkered tablecloths and nice decor finally convinced us that it was a good choice. And I'll tell you frankly that intuition did not fail us. I found this place really cool and cizy but on the Internet not everyone would agree with my opinion. But I personally like this restaurant a lot.

The decor was like in a typical rural and rustic trattoria, so this is a place only for those who like such atmosphere. The menu was only in Italian and German, with no English version so it was hard for me to figure out what we would like to eat. Finally I ordered grilled steak with herb butter and grilled salmon both coming with some potatoes, vegetables and shared salad. Nothing sophisticated, but if prepared properly it is like heaven on earth. It was supposed to be lighter than the dinner in Rocco but we again get titanic portions. But the food was sooooo delicious that we ate it all. Nothing was left. Nothing. For quite a long time I have not eaten such good steak and the salmon was equally delicious and wonderfully delicate. Simple, honest, unsophisticated, homely dishes but simply mouthwatering. Wine was improving  our otherwise excellent moods so the evening was really amazing. Unfortunately, similalry to the previous night, there was absolutely no room for dessert, although I really wanted to try their version of tiramisu.
I must also add that much of the great atmosphere in Toscana was provided by one of the Italian waiters. Despite some language barriers we will remember him for a very long time. My mum became "La Mammmmmmmą" and i was "the younger GeneRation". We will remember this night for a long time, both due to great atmosphere of the place and thanks to delicious food that was served. So I can recommend this restaurant to you. It's really worht visiting.
Now you managed to get through the first part of culinary story about Berlin. The next and last review from Berlin will be published next week. I will invite you then for a delicious breakfast with a french twist. 


Places to visit:
Restaurant Trattoria Toscana
Sredzkistraße 49
10405 Berlin
Prenzlauer Berg
Tel. 030 443 23 064

19 komentarzy:

  1. Zakochałam się w Berlinie już przy pierwszej wycieczce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Whiness, ja też i też już przy pierwszej wycieczce :-D

      Usuń
  2. Fajna relacja, pewnie kiedyś się przyda;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mam nadzieję, że ktoś skorzysta :-D

      Usuń
  3. Ale bym się wybrała do Berlina, zazdroszczę wrażeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Berlin nie tak daleko, zawsze choć na kilka dni można skoczyć :-) Ja zachęcam do takiego wypadu :-)

      Usuń
  4. ale ci zazdroszcze takiej wycieczki :) Berlin marzy mi sie od jakiegos czasu:)
    moze niedlugo :)
    pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olesiu, wystarczy tylko się zebrać i pojechać. Ja z całego serca tam zapraszam :-D

      Usuń
  5. Kulinarnie Berlin mnie nie uwiódł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, a mnie kulinarnie jednak uwiódł, choć stopniowo, powoli, ale o tym dlaczego najwięcej będzie w mojej ostatniej z niego relacji :-D

      Usuń
  6. A ja nawiedziłam Berlin tydzień temu - niestety służbowo i z ograniczonym czasem; byłam w dwóch miejscach w Charlottenburg, niestety nie zachwyciły mnie i poczytuję to za ironię losu, gdyż... no właśnie ;) Berlin trzeba ugryźć i to w smacznym miejscu ;) Mam nadzieję na dogrywkę niebawem - zanotowałam sobie Twoje rekomendacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te wyjazdy służbowe, niby jest się w obcym mieście, ale czasu nie ma tyle ile by się chciało niestety. Oj tak, w Berlinie trzeba dobrze trafić. Jak już się trafi, to trafiony, zatopiony :-D Mam nadzieję, że moje wskazówki się przydadzą następnym razem. A w najbliższy piątek ostatnia kulinarna relacja z Berlina, którą już teraz gorąco polecam, bo to taka wisienka na torcie. Najlepszy smaczek zostawiłam na sam koniec :-D

      Usuń
  7. U naszych zachodnich sąsiadów nigdy nie była, a w Berlinie nie było mnie tym bardziej :) Dobrze wiedzieć, co u nich zjeść gdy wreszcie mnie tam poniesie. Muszę przyznać, ze najbardziej zaciekawiło mnie currywurst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głodomorku, Berlin warto odwiedzić. Ja osobiście zdecydowanie polecam currywurst. To pierwsza rzecz, która Cię w Berlinie powita i ostatnia, która pożegna ;-)

      Usuń
  8. Currywurst:-) nie jestem zaskoczona, ze smakowala, najlepsza dla mnie Curry 36 na Mehringdamm.Mieszkam juz kilka lat w Berlinie,niestety jedzenie zadko mi tutaj smakuje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem jak będę w Berlinie to skosztuję tej na 36 Mehringdamm :-) Dzięki za cynk i pozdrawiam cieplutko :-)

      Usuń