Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łasuch stołuje się na mieście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łasuch stołuje się na mieście. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2012

Łasuch stołuje się na mieście: Fleury, Berlin

Zgodnie z obietnicą dziś czas na ostatnią część opowieści kulinarnych o Berlinie. Ostatnia, ale jak dla mnie najgodniejsza zapamiętania. Coś jak wisienka na torcie. Piękna, pyszna i cudnie wyglądająca, czyli Fleury.

Jak już pisałam w pierwszym wpisie o Berlinie, najbardziej lubię zwiedzać szwendając się bez celu i bez przyczyny. W ten właśnie sposób postanowiłyśmy z łasuchową mamą znaleźć w Berlinie miejsce na śniadanie. Oczywiście mogłyśmy zjeść śniadanie w hotelu, ale celowo zrezygnowałyśmy z tej opcji. Hotelowy, szwedzki stół oczywiście jest wygodnym rozwiązaniem, bo można się najeść za trzech i na pewno starczy do późnego obiadu, ale nam nie o to chodziło. Hotelowe śniadania w moim mniemaniu to opcja zwłaszcza dla biznesmenów, którzy dostają je niejako w pakiecie. Jeżeli jednak rezerwując pokój w hotelu mam opcję rezerwacji bez śniadania, to z niej korzystam, bo chcę zjeść to, co jedzą lokalsi, a nie zunifikowane propozycje, które standardowo lądują na każdym hotelowym stole śniadaniowym. Poza tym akurat w Berlinie śniadanie na mieście może kosztować ułamek (mniejszy lub większy) sumy, której żądają w hotelu, więc oprócz doznań smakowych i chęci poznawania zwyczajów żywieniowych mieszkańców miasta, można jeszcze sporo przy okazji zaoszczędzić.