sobota, 24 marca 2012

Brukselka z boczkiem / Brussel sprouts with bacon

Brukselka to do tej pory jedno z dwóch, zaraz po fenkule, warzyw, których nienawidziłam. Znienawidzona przede wszystkim za swój gorzki smak, który nie należał do najprzyjemniejszych pozostawała przeze mnie niezauważalna przez wiele lat. Fenkuł do tej pory ma zaszczytne, pierwsze miejsce w tej kategorii i szybko się to nie zmieni. Brukselka natomiast z drugiego miejsca wypadła w ogóle z tego rankingu i jest to zaiste odkrycie sezonu. Dlaczego tak się zadziało? Co tak ważnego musiało się stać, że nagle znienawidzona brukselka staje się warzywem fascynującym i na nowo odrywanym? Otóż dowiedziałam się z artykułu Magdy Gessler, że brukselka wcale nie musi być gorzka i to jedno zdanie było przełomowe. Zaczęłam eksperymentować i wyszło lepiej niż myślałam. Rzeczywiście, goryczkę da się usunąć za pomocą cukru dodanego do brukselki podczas szybkiego smażenia. W efekcie wychodzi niezwykle ciekawe w smaku i inspirujące warzywo, które można łączyć z innymi składnikami na tysiąc różnych sposobów. Tym razem brukselka występuje w wersji absolutnie niewegetariańskiej, bo z dodatkiem wędzonego boczku. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdyby już niedługo nie miała się tu pojawić wersja całkowicie wegetariańska a nawet wegańska. Ale na tę wersję trzeba jeszcze chwilkę poczekać.

Nie było by to tak ważne odkrycie, gdyby brukselka nie była niskokaloryczna i tak wartościowa pod względem zawartości białka, błonnika, witam i soli mineralnych. W tych małych główkach kapusty brukselskiej kryje się sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, beta karoten a także witaminy E, K, H, B1, B2, B3, B5, B6, C a także kwas foliowy*). Warto więc zapomnieć o niemiłych doświadczeniach z dzieciństwa z brukselką w roli głównej i przekonać się, że nie taka brukselka straszna jak nam się do tej pory wydawało.

Składniki (2 porcje)
ok. 50 g wędzonego boczku
0,5 kg brukselki
sól i cukier
olej rzepakowy do smażenia
odrobina wody

1. Odpowiednio przygotuj brukselkę tzn. obierz z wierzchnich liści, odkrój odrobinę dolnej łodygi, przekrój na ćwiartki lub połówki w zależności od wielkości
2. Na suchej patelni podsmaż wędzony boczek pokrojony w drobną kostkę
3. Przełóż boczek z patelni i odstaw. 
4. Rozgrzej olej na patelni
5. Na porządnie rozgrzany olej wrzuć brukselkę uprzednio przygotowaną brukselkę
6. Po chwili dodaj sól i cukier, które wyciągną gorycz z brukselki
7. Po kilku minutach smażenia dodaj na patelnię odrobinę wody, żeby brukselka trochę zmiękła. Jeżeli chcesz mieć brukselkę miękką, to przykryj pokrywką i podduś jeszcze trochę. Jeśli wolisz brukselkę twardawą i jędrną, to po wygotowaniu się całej wody jest już gotowa.

* http://www.kobieta.info.pl

czwartek, 22 marca 2012

Przygotowania do świąt wielkanocnych - obierki od cebuli

Powoli zbliżają się święta a wraz z nimi pisanki. W tym roku chcę, żeby moje pisanki i świąteczne jajka były naturalne, ekologiczne i pozbawione tych  wszystkich sztucznych barwników i kolorowych folii z nadrukami. Żeby móc zrealizować swoje plany już tydzień temu w miejscu, gdzie kupuję co tydzień swoje warzywa, poprosiłam o zbieranie  dla mnie łupinek cebul, bo do kolorowania jajek potrzeba ich naprawdę dość sporo, zwłaszcza jeżeli będziecie jeść jajka kilogramami. Warto o tym pomyśleć wcześniej, bo na dwa dni przed świętami może być za późno, bo wszystkie łupinki cebul już dawno będą przekazane zapobiegliwym, takim jak ja :-) 

A jak zakolorować jajka opowiem Wam w przyszłym tygodniu, jak już uzbieram właściwą ilość cebulowych koszulek. Opowiem Wam również o innych naturalnych i ekologicznych barwnikach do jajek.

Już wkrótce kolejne danie niewegetariańskie. Zapraszam Was serdecznie do odwiedzin :-) 







środa, 14 marca 2012

Prosty sposób na domową hodowlę kiełków

Wiosna, to wbrew pozorom najgorszy dla nas okres w roku. Choć przyroda pięknie budzi się do życia,  dnia przybywa a na dworze coraz częściej widać słońce, to my w tym czasie najczęściej walczymy z wiosennym przesileniem lub nawet depresją. Jesteśmy zmęczeni i osłabieni jesienią i zimą, złą pogodą, ciągłym brakiem światła dziennego i walką z przeziębieniami i chorobami. I jak tu mieć siłę na wiosenne przebudzenie z zimowego snu? 
Sposobów jest kilka i to bardzo prostych, ale jednym z nich jest regularne dostarczanie organizmowi dużej ilości składników odżywczych. Można to zrobić za pomocą piguł wszelakich, ale ja do tego sposobu nie mam przekonania. Nie wiem, czy laboratoryjnie wygenerowane witaminy to coś, z czego korzysta mój organizm, czy może raczej przypadkowi pasażerowie na gapę i śmieciuchy, jeśli wiecie o czym/kim mówię. Ja wybieram więc naturalne sposoby pozyskiwania potrzebnych mi składników odżywczych. Zwłaszcza wiosną, kiedy mój organizm jest najsłabszy, stawiam na kiełki. Ekstremalnie zdrowe, pyszne, świeżutkie, wyhodowane przeze mnie i tanie. Sprawią, że my poczujemy się lepiej, a nasze: skóra, paznokcie i włosy odzyskają chęć to wyglądania.
Nigdy nie miałam przekonania do kiełków sprzedawanych w supermarkecie. Nie wiem, kiedy tak naprawdę zostały wyhodowane, czym były podlewane i jak długo leżą na sklepowej półce. Kiełki wyhodowane w domu, to co innego. Proste w obsłudze, tanie i zawsze świeże. To jest to!

Tylko jak wyhodować kiełki?  

Sposobów jest kilka, ale ja opiszę Wam metodę, którą stosuję z powodzeniem już od wielu lat. Moja hodowla kiełków możliwa jest dzięki kiełkownicy, którą widzicie na zdjęciach. Można ją kupić w każdym szanującym się sklepie ze zdrową żywnością. Widziałam ją też w jednym w supermarketów budowlanych (!). Kosztuje niewiele, bo w granicach 30 - 50 zł w zależności od miasta a starcza na lata (przy odpowiednim traktowaniu). Moja ma już około 10 lat i póki co nie planuję jej wymieniać na nowszy model, choć widać już pierwsze zmarszczki. 
 
Kiełkownica składa się ze zbiornika na wodę, trzech tacek do hodowli oraz pokrywki. Trzy tacki można wykorzystywać na różne sposoby. Można w jednym czasie wyhodować na różnych piętrach różne kiełki, można również zacząć hodowlę ulubionych kiełków tylko na jednej tacce i potem co kilka dni stopniowo dokładać kolejne, żeby pozyskiwać kiełki stopniowo. 
Hodowlę zaczynamy od wysiania kiełków, tak jak na animacji. Ja użyłam trzech rodzajów, tak jak na jednym ze zdjęć, od lewej,  rzodkiewki, rzeżuchy i lucerny (alfa alfa). Na każde piętro sypiemy wybrane przez nas kiełki. Na ostatnie piętro lejemy wodę, najlepiej letnią, przegotowaną, tak, żeby lekko zakryć czerwony kanalik i zakładamy pokrywkę. Poprzez system kanalików woda skapuje sobie z najwyższego piętra, przez te znajdujące się niżej, aż do zbiornika na wodę. Jak już cała woda znajdzie się w dolnym zbiorniku należy wodę wylać i zapewnić kiełkom trochę spokoju, aż do kolejnego podlewania. Podlewamy 2 - 3 razy dziennie i mniej więcej po 4-6 dniach możemy się cieszyć naszymi własnymi kiełkami. 
Po wyhodowaniu kiełki możemy osuszyć i włożyć do lodówki na około 7 dni, ale u mnie nigdy tyle nie wytrzymują. Pojemnik starannie czyścimy, najlepiej szczoteczką, żeby pozbyć się wszelkich nieczystości i pozostałości po starych hodowlach. Starajmy się nie używać detergentów, żeby potem te detergenty nie znalazły się na naszych kiełkach.  Woda w octem sprawdzi się lepiej, zwłaszcza, gdy przypadkiem któraś hodowla nam nie wyjdzie i zapleśnieje.

Kiełki dodajemy do sałatek, na kanapki i wszędzie, gdzie tylko chcemy :-) 

sobota, 10 marca 2012

Klasyczna francuska tarta lotaryńska (Quiche lorraine) / French quiche lorraine

Czas na kulinarne podróże. Talerzem powędrowałam po mapie i postanowiłam zatrzymać się na chwilę w północno-wschodniej Francji a dokładniej w regionie Lotaryngii, skąd pochodzi dzisiejszy przepis.

Tę wytrawną tartę lubię nazywać różnie, z francuska, quiche lorraine, czasami tartą lub plackiem lotaryńskim a czasami po prostu kiszem. Nazwa nie ma jednak znaczenia, liczy się smak. I choć nie jest to danie ani zdrowe, ani dietetyczne, to jest przepyszne. Nie będę też ukrywać, że wymaga trochę czasu na przygotowanie ale efekt końcowy wart jest całej naszej pracy. Idealnie nadaje się zarówno na uroczystą kolację, czy lekki lunch. Można go równie dobrze jeść na zimno lub na ciepło w zależności od upodobań. Idealnie smakuje serwowany z miksem sałat skropionych lekkim winegretem i z niezobowiązującym białym, lekkim winem. Na myśl przychodzi mi lekko słodki Riesling, który przełamie ostry smak wytrawnej tarty, ale to tylko moja sugestia. Eksperymentujcie i szukajcie idealnego połączenia.
 

Składniki na kruche ciasto (do foremki o średnicy 26cm)
180 g mąki
85 g masła lub masła roślinnego
sól
zimna woda

Składniki na nadzienie
260 g sera cheddar lub sera morskiego
5-6 jajek
250 ml śmietany 30 lub 36%
200 g bekonu
opcjonalnie (pół czerwonej, pieczonej papryki, pokrojonej w kostkę)
sól i pieprz do smaku
odrobina gałki muszkatołowej, świeżo zmielonej
pół pęczka świeżej natki pietruszki, drobno posiekanej
odrobina świeżego tymianku (może być z balkonowej doniczki)

1. Wymieszaj sól z mąką i zagnieć z masłem aż powstaną grudki ciasta. 
2. Dodaj wodę i wyrób kruche ciasto
3. Schładzaj w lodówce około 0,5 godziny
4. Rozwałkuj ciasto i wyłóż nim tortownicę o średnicy 26 cm
5. Nakłuj ciasto widelcem w kilku miejscach, rozłóż folię aluminiową i przysyp ciasto fasolą, żeby je obciążyć i żeby nie uniosło się podczas pieczenia
5. Piecz w temperaturze 180 stopni około 15 minut
6. Zdejmij fasolę i folię i piecz jeszcze około 5 minut, tak aby tarta się zrumieniła
7. W trakcie pieczenia tarty, podsmaż bekon na patelni
8. Zetrzyj ser na tarce o grubych oczkach
9. W dużej misce dobrze wymieszaj jajka ze śmietaną. 
10. Miksturę jaj i śmietany dopraw solą pieprzem, tymiankiem i gałką
11. Po 20 minutach wyjmij spód do tarty z piekarnika
12. Na spodzie tarty rozłóż bekon, ser i paprykę (jeżeli jej używasz) a na samym wierzchu natkę pietruszki
13. Zalej miksturą z jajek i śmietany
14. Zapiekaj jeszcze przez 30-45 minut w piekarniku aż masa jajeczna się całkowicie zetnie. Masa jajeczna podczas pieczenia będzie się pięknie podnosić, ale po wyjęciu z piekarnika opadnie. To normalne. 
15. Przed podaniem na stół pozwól tarcie odpocząć 10 minut. 

środa, 7 marca 2012

Jajeczno-serowe smarowidło kanapkowe / Eggs and cheese sandwich spread

Każdy szanujący się dietetyk powie, że śniadanie, to jeden z najważniejszych posiłków dnia. Ja tę wiedzę posiadłam już dawno, bardzo dawno temu. Każdego dnia, pierwszą rzeczą jaką robię po wstaniu z łóżka to marsz w kierunku kuchni. Może się walić, może się palić, ale śniadanie musi być. Zawsze lub prawie zawsze celebrowane i nie byle jakie. Wolę wstać, z trudem, pół godziny wcześniej, ale śniadaniem lubię się cieszyć.  No i musi być pyszne i pożywne, żebym miała siłę i energię na resztę dnia a przy tylu obowiązkach jakie mam, tej siły i energii potrzebuję dość sporo. Dzisiejsza  propozycja to może nie najzdrowszy sposób na rozpoczęcie dnia i może nie najmniej kaloryczny, ale zdecydowanie jeden z najpyszniejszych i z bardziej pożywnych. Polecam przygotować takie smarowidło jajeczno-serowe wieczorem, żeby przez noc smaki się przegryzły. Smarowidło będzie wtedy jeszcze lepsze. Najlepiej będzie smakować z ostrym w smaku pumperniklem lub z chrupkim chlebkiem tekturkowym. I aż się nie będzie chciało wstać od stołu :-). 

Podobną pastę przygotowała też Śliwka na blogu Burczy mi w brzuchu, tylko że śliwkowa wersja nie przewiduje oliwek, więc będzie miała zupełnie inny smak. Zapewniam Was, że obie i moja i śliwkowa są pyszne, tylko moja bardziej charrrakterna jest i tyle :-)

Składniki (2 porcje)
2 jajka ugotowane na twardo
około 100 g ostrego sera żółtego (proponuję cheddar lub morski)
1 łyżka majonezu
garść oliwek zielonych (bez pestek)
sól i pieprz do smaku

1. Obierz jajka ze skorupki
2. zetrzyj ser żółty na tarce (cienkie oczka)
3.  rozgnieć jajka na twardo widelcem
4. posiekaj drobno oliwki
5. Wymieszaj jajko, starty ser i oliwki
6. Dodaj majonez i wszystko starannie wymieszaj
7. Dopraw solą i pieprzem
8. Pozostaw na noc w lodówce, żeby smaki się przegryzły


niedziela, 4 marca 2012

Kapusta kiszona zasmażana z fasolą / Sour pickled cabbage with white beans


Nigdy bym się nie spodziewała, że takie niepozorne danie może okazać się pyszne, pożywne i ekstremalnie proste i szybkie w przygotowaniu. Przepisu dokładnego nie miałam, bo Magda Gessler nie zdradza swoich tajemnic, więc przepis na kapustę kiszoną zasmażaną z fasolą, którą widać na zdjęciu, była dla mnie kulinarnym wyzwaniem. Przez pewien czas głowiłam się, jak połączyć i doprawić składniki, żeby wyszło tak samo dobrze lub lepiej. Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Udało się już za pierwszym razem osiągnąć właściwe proporcje i oczekiwany smak.


Składniki (1 porcja)
1 mała cebula pokrojona w kostkę
ok. 200 g kapusty kiszonej (prawdziwej, nie z supermarketu, nie za bardzo ukiszonej i nie za kwaśnej)
ok 50-100 g ugotowanej białej fasoli
łyżka mąki
sól i pieprz do smaku
olej ryżowy
majeranek
1 łyżka mąki

1. Podsmaż cebulę z odrobiną soli na oleju ryżowym pilnując, żeby się nie przypaliła
2. Przelej kapustę kiszoną gorącą wodą, żeby kapusta nie była zbyt kwaśna, ale zachowała swoja jędrność i smak kiszonki
3. Pokrój kapustę kiszoną, żeby potem przy jedzeniu nie przypominała nitek spaghetti
4. Dodaj opłukaną kapustę do smażone cebuli
5. Zasyp łyżką mąki i starannie wymieszaj
6. Dodaj fasolę, majeranek oraz sól i pieprz do smaku

sobota, 25 lutego 2012

Pieczone buraki na pęczaku z migdałami / Baked beets with almonds and pearled barley

Kolejny już raz nawiązuję do pieczonych buraków, o których opowiadałam Wam już jakiś czas temu. Jak widać, są dla mnie źródłem nieustających inspiracji. Tym razem słodko-kwaśne buraki występują w towarzystwie mojej ulubionej kaszy pęczak i chrupkich migdałów. To wersja wegańska i tę wersję widać na zdjęciach. W tej wersji można również dodać odrobinę białka w postaci garści ciecierzycy. Wegetarianom polecam jeszcze dodatek ostrego i słonego sera pleśniowego. Będzie jeszcze smaczniejsze, choć połączenie smaków słodkiego, kwaśnego i słonego może być dla niektórych z Was dość odważne.

Jest to całkowicie autorskie połączenie, dopracowane do perfekcji metodą prób i błędów. Jak dla mnie, jest to wręcz idealne połączenie smaków, konsystencji i kolorów, od którego jestem silnie uzależniona. Gdyby nie świadomość, że mój jadłospis powinien być jak najbardziej zróżnicowany, to mogłabym jeść pęczak z buraczkami codziennie. 

Warto pamiętać, że jeżeli już wcześniej upiekliście buraki i zapobiegawczo część z nich zamroziliście, to przygotowanie tego obiadu jest dziecinnie proste i szybkie. Trwa tyle ile rozmrożenie buraków (w mikrofali, piekarniku czy na patelni) i gotowanie kaszy pęczak. Jeżeli dodatkowo ugotujecie pęczak w garnku do gotowania ryżu, o którym też Wam już wspominałam, to obiad praktycznie zrobi się sam.


Składniki (1 porcja):
ok. 70g suchej kaszy pęczak
garść migdałów
ok. 70g buraków pieczonych (pieczonych zgodnie z tym przepisem klik)
opcjonalnie garść cieciorki (z puszku lub ugotowanej)
w wersji niewegańskiej - ok. 20 g sera lazur z niebieską lub zieloną pleśnią lub inny ser o podobnie ostro-słonym smaku.

1. Ugotuj pęczak do miękkości w dużej ilości wody. Możesz ugotować pęczak w zwykłym garnku pamiętając o ciągłym mieszaniu i kontrolowaniu stanu wody, żeby się nie przypalił i nie przywarł do dna. Możesz też użyć garnka do gotowania ryżu. Wtedy pęczak ugotuje się sam.
2. Kilka chwil przed końcem gotowania dodaj do pęczaku migdały w całości oraz jeśli używasz, ciecierzycę
3. Wyłóż pęczak z migdałami na talerz i przykryj buraczkami
4. W wersji wegetariańskiej i niewegańskiej posyp pokruszonym serem lazur.


poniedziałek, 13 lutego 2012

Rozgrzewająca płynna czekolada na walentynki / Vegan hot chocolate


To już ostatnia w tym roku walentynkowa propozycja. Nieźle jak na osobę, która nie lubi za bardzo całej tej komercji święta miłości. Ale jak już podkreślałam, moje walentynkowe propozycje są tylko z przypadku walentynkowe. Mogą był też całkowicie niewalentynkowe. 

Gorąca czekolada już u mnie na blogu wystąpiła, ale w innej, wegetariańskiej wersji. Znajdziesz ją tu. Była gęsta i niezwykle aromatyczna. Dzisiaj wersja lżejsza, wegańska, nie tak aromatyczna ale za to ostra, bo z dodatkiem odrobiny chilli dla podkręcenia atmosfery. Nadaje się nie tylko na romantyczny, walentynkowy wieczór ale także jako wspaniała ulga, kiedy zmarznięci wracamy z zimowego spaceru.  

Jeżeli nie jesteście fanami mleka sojowego i wersji wegańskiej, można tę gorącą czekoladowe odweganizować zamieniając mleko sojowe na zwykłe a gorzką czekoladę, mleczną. 


Składniki (2 porcje)
400 ml mleka sojowego lub innego mleka roślinnego
tabliczka czekolady
odrobina chilli

1. W rondelku podgrzewaj na średnim ogniu mleko z czekoladą i chili, aż czekolada całkowicie się rozpuści
2. Podawaj natychmiast po przygotowaniu





sobota, 11 lutego 2012

Pomarańczowe serce na walentynki / Orange jelly


Kolejna, ale jeszcze nie ostatnia, walentynkowa propozycja. Świeża, zdrowa, dietetyczna i w dodatku całkowicie wegańska. Możecie pałaszować ją bez oglądania się na kalorie i absolutnie bez żadnego poczucia winy. To jeden z moich ulubionych, tzw. "zdrowych" deserów, który przygotowuję nie tylko na walentynki. Deser jest lekko gorzkawy no i kwaskowaty, bo nie dodaję ani grama cukru. Idealnie komponuje się więc z gęstym, słodkim sosem wiśniowym domowej roboty, który przełamuje delikatną gorycz pomarańczy.

Do pewnego momentu przygotowywałam go w wersji niewegetariańskiej z dodatkiem żelatyny, ale na pewnym etapie rozwoju żelatynę zamieniłam na agar-agar. Niełatwo mi się jednak było przestawić, bo w trakcie studiowania agar przewijał się tylko i wyłącznie jako laboratoryjna pożywka dla bakterii. Stąd też przez długi okres czasu występowała u mnie niechęć do kuchennych eksperymentów z agarem. Zupełnie niepotrzebnie, bo agar jest dużo łatwiejszy w użyciu niż żelatyna. Zastyga w wyższej temperaturze niż zwierzęca galaretka, więc jest bardziej stabilny podczas serwowania, no i zdrowszy, choć zdecydowanie droższy, ale wierzę, że to ostatnie może się zmieni. 

Składniki (1 serce jak na fotografii lub dwie małe porcje)
200-250 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
łyżeczka agaru
sos wiśniowy do dekoracji 

1. Zagotuj sok pomarańczowy
2. Do gorącego soku dodaj agar i starannie wymieszaj
3. Przelej do formy, w które galaretka ma zastygnąć
4. Schładzaj w lodówce aż galaretka pomarańczowa zastygnie 
5. Podawaj z dodatkiem słodkiego sosu wiśniowego

 













poniedziałek, 6 lutego 2012

Walentynkowe gondole z bananów / Baked bananas with chocolate

Walentynki zbliżają się wielkimi krokami i już bardzo niedługo zaleją nas wszelkiej maści serduszkami i sercami, większymi i mniejszymi, różowymi, czerwonymi i wszystkim innymi. Postanowiłam się więc i ja walentynkowo zabawić, choć to raczej dla mnie triumf konsumpcjonizmu nad zdrowym rozsądkiem niż święto. Nie traktuję walentynek zbyt poważnie, jeżeli w ogóle jakoś je traktuję i bardzo chciałbym, żebyście moje propozycje potraktowali jako propozycje deserów w ogóle, a walentynkowych tylko przy okazji. 

Gondole z bananów to jeden z moich ulubionych deserów. Przy absolutnie minimalnym wysiłku jest gotowy w 15 minut. Jest wspaniały, lekki i przepyszny, jeżeli ktoś oczywiście lubi banany. Sprawdzi się więc znakomicie podczas walentynkowej kolacji, tym bardziej, że banany i czekolada użyte w tym przepisie to w końcu afrodyzjaki.

Przyznam jednak szczerze, że do tej pory nie patrzyłam na pieczone banany z walentynkowego punktu widzenia. Olśniło mnie dopiero podczas tej sesji zdjęciowej. Wyszło mi nic innego jak pornografia na talerzu, co najlepiej chyba widać na poniższym zdjęciu:



I na tym:

Najbardziej "wstrząsające" zdjęcia wyszły niezbyt ostre, więc nie ma tu dla nich miejsca ;-)
Wszystkie moje walentynkowe propozycje są wegańskie i przede wszystkim lekkie, w myśl zasady, że nie można się obżerać, żeby mieć siłę na dalsze świętowanie ;-)

Składniki (2 porcje) scroll down for English
2 banany, średnio dojrzałe
kilka łyżek mocnego alkoholu (whisky, ciemny rum, koniak, itp)
ok. 25g startej czekolady (wegańskiej w wersji dla wegan lub mlecznej, gorzkiej lub deserowej dla wegetarian, w zależności od upodobań)
1 opakowanie sezamków (być może wystarczy do przygotowania 2 serduszek do dekoracji)

1. Delikatnie rozetnij samą skórkę banany wzdłuż  ostrym nożem
2. rozchyl skórkę i palcem poluzuj skórkę, tak, żeby oddzielić ją od miąższu banana
3. do przestrzeni między miąższem banana a skórką wlej alkohol
4. Zapiekaj w piekarniku nagrzanym do 180-200 stopni około 10-20 minut. Skórka banana podczas pieczenie stanie się ciemnobrązowa
5. Jeżeli masz cierpliwość, delikatnie wytnij z sezamków serduszka
6. Po upieczeniu natychmiast posyp miąższ banana startą czekoladą, żeby mogła się roztopić
7. Natychmiast podawaj formie bananowych gondoli.















sobota, 4 lutego 2012

wegańska radość jedzenia

Moi Drodzy, już szykuję już dla Was walentynkowe niespodzianki. Dwie, wegańskie, pyszne i przepiękne. Jedna z nich to niemal pornografia na talerzu:-)  Sami zresztą przekonacie się już wkrótce.

A w międzyczasie polecam poniższy film o weganizmie. Warto się nad tym wszystkim choć chwilę zastanowić. Co o tym sądzicie?

 

wtorek, 31 stycznia 2012

owocowy koktajl ze spiruliną / Spirulina smoothie


W niedzielę opowiadałam o zaletach spiruliny, dziś pokazuję, co można z niej zrobić. Na pierwszy ogień idzie przepyszny i przezdrowy koktajl owocowy. Koktajl sam w sobie, jeszcze bez użycia spiruliny, już jest zielony. Po dodaniu magicznego ciemnozielonego pyłu staje się jeszcze bardziej zielony, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach. Poza kolorem nic nie zdradza obecności spiruliny, której delikatnie tylko słonawy smak idealnie równoważy słodycz banana i kiwi. Proporcje składników możecie dowolnie zmieniać jak również eksperymentować z innymi owocami. Nie gwarantuję jednak jaki kolor może wyjść na przykład z mieszanki ciemnych jagód i spiruliny. Chyba wolę nie wiedzieć ;-)

Koktajl ten sprawdza się idealnie zwłaszcza jako śniadanie (tu koniecznie z kanapką z masłem orzechowym), podwieczorek czy lekka kolacja (już bez kanapki). Idealny zarówno dla wegetarian jak i wegan.

Składniki (1 porcja) 
mały banan 
2 - 3 dojrzałe kiwi 
mleko sojowe (lub inne mleko roślinne) 
łyżeczka spiruliny 
1. Zmiksować wszystkie składniki i podawać o razu


niedziela, 29 stycznia 2012

rozwiązanie zagadki - spirulina

Kopczyk ciemnozielonego pyłu, który pokazałam Wam wczoraj, to spirulina, czyli alga morska. Traktowana tylko i wyłącznie jako suplement a nie zamiennik zróżnicowanej i zdrowej diety jest samym dobrodziejstwem, zwłaszcza dla wegetarian i wegan. Zawiera mnóstwo białka, łatwo przyswajalnego żelaza, witamin, mikro i makroelementów. Niektóre, krytyczne źródła donoszą, że witamina B12 zawarta w spirulinie, której poszukują w suplementach weganie, nie jest przyswajalna przez człowieka, ale według mnie i tak warto zwrócić się ku niej i trochę poeksperymentować. Podobno spirulina dzięki zawartości wszystkich tych dobrodziejstw odtruwa organizm, działa przeciwwirusowo i przeciwrakowo, poprawia przemianę materii, porządkuje jelitową florę bakteryjną, pobudza proces krwiotwórczy, obniża nadwagę i poziom cholesterolu, odtruwa organizm, pobudza procesy regeneracyjne i jeszcze na dodatek wzmacnia skórę, włosy i paznokcie. Innymi słowy "usuwa ciąże i krawaty wiąże". Osobiście nie udało mi się jeszcze sprawdzić czy wszystko jest prawdą. Szczerze? Uważam, że nawet, jeśli tylko 20% powyższych obietnic się spełni, to i tak będzie bardzo dobrze.

Zielony pył nie jest może najłatwiejszy w obsłudze, bo jest wszędobylski, ale daje potrawom wspaniały i wyjątkowy zielony kolor a także podkręca smak zarówno słodkich jak i wytrawnych potraw. No i smakuje i pachnie delikatnie morzem, co strasznie mnie w spirulinie kręci. Jak ktoś nie lubi się eksperymentów z kłopotliwym pyłem, to zawsze może wybrać spirulinę w tabletkach.

Mam zamiar w najbliższym czasie troszkę poeksperymentować z tym magicznym pyłem. Pierwszy przepis z użyciem spiruliny już we wtorek.







sobota, 10 grudnia 2011

Zimowy przysmak - gęsta gorąca czekolada / Hot chocolate

Zimą, gdy pada śnieg a na dworze jest przeraźliwie zimno, mam wielką ochotę zapaść w sen zimowy i obudzić się dopiero na wiosnę. Póki co, niestety, nie jest to możliwe. Szukam więc w kuchni czegoś, co umili mi ciemne, zimowe wieczory. Szukam czegoś ciepłego, aromatycznego, kojącego no i oczywiście przepysznego. Wybór najczęściej pada na gęstą, gorącą czekoladę. Bardzo podobną do przepysznej czekolady,  którą serwują w łódzkiej kawiarnio - restauracji Affogato. Przyprawy dopasowuję do humoru. Czasami jest to cynamon, czasami kardamon ale najczęściej jednak chilli, które dodatkowo podnosi temperaturę. Lubie też eksperymentować z proporcją czekolady. Czasami jest to czekolada gorzka, czasami deserowa a czasami mleczna. W wersji dla dorosłych można też dodać kilka kropel ulubionego likieru dla podkręcenia smaku, choć ja tego nie robię. Wszystko w zależności od nastroju.


Składniki (1 porcja)
pół tabliczki (50g) czekolady (mleczna, deserowa, gorzka, lub mieszanka)
2-3 łyżki słodkiej śmietanki 30 lub 36%
2-3 łyżki tłustego mleka
opcjonalnie przyprawy (cynamon, chilli, imbir, kardamon, kryształki soli, kandyzowana skórka pomarańczowa)
opcjonalnie kilka kropel likieru kawowego, czekoladowego, pomarańczowego lub miętowego.
 

1. Na garnku z gotującą się wodą ustaw miskę, w której znajdują się  czekolada, śmietanka i mleko. 
2. Jak czekolada zacznie się powoli rozpuszczać mieszaj wszystkie składniki w kąpieli wodnej trzepaczką
3. Na koniec tuż przez podaniem dodaj ulubioną przyprawę lub likier
4. Podawaj natychmiast po przyrządzeniu


sobota, 19 listopada 2011

Zupa szpinakowa / Spinach soup


Wiem, że wiele osób nie zbliża się do szpinaku, ale ja szczęśliwie do nich nie należę. Szpinak uwielbiam w każdej postaci i często pojawia się on na moim stole. Jestem fanką standardowych, wytrawnych rozwiązań takich  jak wegańska tarta szpinakowa lub jej wegetariańska wersja z kozim serem. Zawsze z dużą ilością czosnku w tle. Szpinak dodam jednak równie śmiało do słodkiego smoothie czy pożywnego koktajlu

Dziś wspomnę o zupie bagiennej w wersji zarówno wegetariańskiej jak i wegańskiej. Jest przepyszna, no i co najważniejsze, mocno czosnkowa. Do tej zupy dodaje groszek ptysiowy, który kupuję w Lidlu. Nigdzie indziej nie ma takiego pysznego jak tam. Różnica polega na tym, że nie jest zrobiony jak każdy inny groszek ptysiowy z ciasta ptysiowego, które bardzo szybko nasiąka zupą i staje się niesmaczną paćką. Jest mniejszy, twardszy i ma ostry, słony smak, więc idealnie współgra z dobrze doprawioną, czosnkową zupą.


Składniki (2 porcje)
opakowanie mrożonego szpinaku
3 - 4 ziemniaki obrane, pokrojone w kostkę
1 cebul, posiekana
4 ząbki czosnku, drobno posiekanego
olej ryżowy
garść groszku ptysiowego z lidla
50-100 ml śmietany, zwykłej w wersji wegetariańskiej lub sojowej w wersji wegańskiej.
sól i pieprz do smaku, ew chilli jeśli lubisz

1. Zeszklij cebulę na oleju ryżowym. 
2. Dodaj czosnek
3. Dodaj ziemniaki i podsmażaj jeszcze przez chwilę pilnując aby nic się nie przypaliło, zwłaszcza czosnek
4. Dodaj szpinak i dolej wody
5. Gotuj, aż ziemniaki będą miękkie
6. Zmiksuj na krem
7. Dopraw solą i pieprzem (ew. chilli)
8. Dodaj śmietany
9. Udekoruj groszkiem ptysiowym i podawaj. 


sobota, 12 listopada 2011

Wzwedzie ciasto z jabłkami / Swedish apple cake


Jednym z moich ulubionych wypieków jest szwedzie ciasto z jabłkami. Nie jest to jednak jabłecznik, bo taka nazwa byłaby zbyt dużym nadużyciem.

Ciasto przygotowuje się dość szybko, bez kłopotu i równie szybko się je zjada. Przepis znalazłam zupełnie przypadkiem, już dawno, dawno temu na blogu "O pistachio". I od tej pory pojawia się u mnie dość regularnie, więc proporcje składników znam na pamięć. Ciasto jest mało kłopotliwe, zawsze się udaje i zawsze smakuje wyśmienicie. Ale uwaga, znika szybko i rzadko kiedy zostaje do dnia następnego :-) 

Składniki:
125 g masła roślinnego
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 wielkie jajko (czasami jak nie mam wielkiego jajka używam dwóch małych)
1 jabłko (np, champion), bez skórki, pozbawione gniazd nasiennych i pokrojone w półksiężyce
szczypta soli
odrobina masła do wysmarowania formy do pieczenia

1. Roztop masło roślinne i poczekaj aż wystygnie
2. Ubij jajko/jajka z odrobiną soli na puszystą masę
3. Dodaj do ubitych jajek cukier i ubijaj dalej tworząc puszysty kogiel mogiel (nie podjadaj!!!)
4. Do kogla mogla dolej roztopione i ostudzone masło, ciągle ubijając
5. Wmieszaj mąkę i proszek do pieczenia
6. Wysmaruj formę do pieczenia masłem
7. Wyłóż ciasto do formy
8. Na cieście rozłóż jabłka
9. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 40 minut.


środa, 9 listopada 2011

Pora na pora - por w śmietanie / Creamy, braised leeks with buckwheat


Por to warzywo, o którym wiosną i latem zupełnie zapominam. Jednak jesienią wraca do łask i od wielu już lat pojawia się w moim menu, w wielu różnych odsłonach. Nigdy jednak na surowo. Jest wtedy zbyt ostry i dla mnie niezbyt łaskawy. Pora lubię więc dopiero po obróbce termicznej. Staje się wtedy delikatny i słodkawy w smaku. Najczęściej przygotowuję go właśnie w ten sposób, bo jest najprościej i najszybciej. Krótko go duszę w towarzystwie zielonego groszku a potem podkręcam słodkawy smak śmietaną i odrobiną soli. Nic więcej. Lubię wydobywać prawdziwe smaki warzyw a nie zabijać je mieszanką przypraw wszelakich. Por w śmietanie smakuje wyśmienicie z kaszą gryczaną albo z pure ziemniaczanym.

Pora w śmietanie można przygotować zarówno w wersji wegetariańskiej używając zwykłej śmietany jak i wegańskiej, używając śmietany sojowej. Obie wersje przetestowałam i obie smakują wyśmienicie.

Składniki (1 porcja) scroll down to English version
2 pory (wykorzystuję tylko białe i jasnozielone części pora)
garść mrożonego, zielonego groszku (nie trzeba go uprzednio rozmrażać)
ok. 100 - 150 ml śmietany (w wersji wegańskiej jest to śmietana sojowa)
kasza gryczana lub ziemniaczane puree
olej ryżowy
odrobina soli do smaku

1. Do garnka dodaj olej, pokrojonego w talarki lub w półtalarki pora oraz olej ryżowy. (Nie dodawaj pora do rozgrzanego oleju, bo szybko się przypali, nie zdąży zmięknąć i nabierze gorzkiego smaku)
2. Duś powoli aż por zmięknie i straci swój ostry smak
3. Dodaj śmietanę i groszek
4. Duś jeszcze przez chwilkę, dopraw solą
5. Podawaj z kaszą gryczana lub z ziemniaczanym puree.


niedziela, 6 listopada 2011

Ciasto milionera / Millionaire's cake


Ciasto milionera to jeden z moich ulubionych słodkich wypieków. Najczęściej występuje w formie kwadratowych ciastek, u mnie w formie ciasta, gdyż nie posiadam w swoich zasobach kuchennych kwadratowej ani prostokątnej foremki do pieczenia. Piekę więc ciasto milionera w tortownicy i kroję w trójkąty.  Pracy jest sporo, to fakt, ale wierzcie mi, efekt wart jest każdej waszej minuty spędzonej w kuchni. Kruche ciasto w połączeniu z lekko ciągnącą, słodką masą kajmakową i warstwą mlecznej czekolady na wierzchu to dla mnie jedno z połączeń idealnych. 

Część z Was pomyśli, że zamiast przygotowania masy karmelowej z mleka skondensowanego, można by tu użyć gotowej masy kajmakowej z puszki. Tym razem jednak proponuję nie chodzić na skróty, bo gotowa zapuszkowana masa kajmakowa ma troszkę inny smak i konsystencję i może niezbyt dobrze połączyć się z kruchym spodem i  wierzchnią warstwą czekolady. Efektem będzie ciasto, w którym warstwy się rozpadają a końcowy rezultat nie będzie tak efektowny jak przy użyciu własnoręcznie przygotowanej masy kajmakowej.


Składniki na kruchy spód:
175 g mąki
125 g masła roślinnego
50 g cukru

Składniki na masę kajmakową:
50 g masła roślinnego
50 - 100 g cukru 
400 ml skondensowanego mleka niesłodzonego
150 g mlecznej czekolady

1. W misce rozetrzeć szybko palcami masło wraz z mąką
2. Dodać cukier i wyrobić na twarde ciasto
3. Ciasto owinięte folią przełożyć na pół godziny do lodówki
4. Wysmarować formę do pieczenia tłuszczem, żeby ciasto się nie przylepiło
5. Wyłożyć ciasto cienką warstwą na dno formy do pieczenia i nakłuć widelcem
6. Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni Celsjusza przez 20 - 30 minut, aż nabierze złoto - brązowego koloru.
7. Pozostawić do wystygnięcia.
8. W garnku podgrzewać mleko skondensowane, cukier i masło roślinne.
9. Gotować na małym ogniu, ciągle mieszając, aż masa się zagotuje i zacznie powoli gęstnieć.
10. Kiedy masa jest już bardzo gęsta i złocista, szybkim ruchem wyłożyć na ostudzony kruchy spód
11. Roztopić mleczną czekoladę w kuchence mikrofalowej lub w misce żaroodpornej umieszczonej w kąpieli wodnej.
12. Roztopioną czekoladę zdecydowanym ruchem rozprowadzić na masie karmelowej.
13. Schładzać w lodówce przed podaniem, żeby warstwy stężały i dobrze się ze sobą połączyły.


Przygotowując to ciasto, zawsze korzystam z przepisu z książki z serii "Z kuchennej półeczki" pt. "120 wypieków"  autorstwa Emmy Patmore.


środa, 28 września 2011

cudze chwalicie, swego nie znacie... olej rydzowy / Gold-of-pleasure oil

Ileż to już razy słyszałam hymny pochwalne ku czci oliwy z oliwek extra virgin. Jaka wspaniała, jaki pełny i intensywny smak, jaki kolor. Ale my tu, u siebie mamy coś równie wspaniałego o ile nie wspanialszego. Potrafimy się zachwycać, tym, co robią inni, często nie wiedząc jakie bogactwo mamy pod bokiem. Tym bogactwem jest olej rydzowy. Powstały z lnianki siewnej (Camelina sativa), która jest nazywana także rydzem, rydzykiem, ryżykiem lub rzadziej lennicą ma przepiękny złotożółty kolor. Jest niezwykle aromatyczny i ma niesamowity smak, wręcz nie do opisania. Odpowiednia proporcja tłuszczów nasyconych i nienasyconych powoduje, że olej tego oprócz swojego niezwykłego smaku jest również jednym z najbogatszych źródeł kwasów Omega 3. Może więc z powodzeniem zastępować wegetarianom i weganom ryby, co mnie osobiście niezwykle cieszy. Dzięki dużej zawartości antyoksydantów olej ten jest również dość trwały w porównaniu z innymi olejami tego typu. 

Jak go jeść? Ja uwielbiam po prostu maczać w oleju rydzowym odrobinę świeżej bagietki, którą można kupić lub upiec samemu np. wg mojego przepisu. Warto użyć tutaj pieczywa lekkiego,  raczej z białej mąki, żeby nie zatracić gdzieś po drodze ciężkim, pełnoziarnistym chlebem równowagi smaków i aromatów oleju. Można doprawić nim sałatkę czy po prostu skropić warzywa. Sposobów na wykorzystanie oleju w diecie jest mnóstwo. Ja jednak najbardziej lubię właśnie maczać w nim bagietkę. Do tego lekka, niezobowiązująca sałatka z pomidora i ogórka małosolnego i więcej mi do szczęścia nie potrzeba. 

Acha i jeszcze ciekawostka. Powiedzenie "lepszy rydz niż nic" wcale nie odnosi się do rydzów - grzybów, tylko właśnie do rydza, czyli lnianki siewnej, rośliny, z której powstaje olej.

Tym postem zapoczątkowałam serię "cudze chwalicie", w której opowiem Wam właśnie o naszych polskich, rodzimych produktach, z których możemy być dumni  a o których istnieniu nie pamiętamy lub nawet nie wiemy. 

Korzystałam z materiałów przygotowanych dla Unii Europejskiej. 

niedziela, 25 września 2011

Pieczone buraki skąpane w śmietanie / Baked beets with creme fraiche dressing


Czas najwyższy, żeby pokazać, co ciekawego i przesmacznego można przygotować z pieczonych buraków , o których opowiadałam całkiem niedawno. Tym razem skąpałam je w śmietanie i sporej ilości soku z cytryny. Połączenie jest absolutnie uzależniające. Słodkie i pyszne buraki, kwaśna cytryna a wszystko łagodzone delikatnie śmietaną, to połączenie idealne, któremu od momentu odkrycia pozostaję wierna (czytaj: uzależniona). Dla mnie nie ma tygodnia bez tej wspaniałej sałatki. Jestem pewna, że Wam się też spodoba:-). Buraczki w ten sposób można przygotować zarówno w wersji wegetariańskiej (ze śmietaną od krowy) oraz w wersji wegańskiej (ze śmietaną sojową). 


Składniki (1 porcja)
ok. 200 g upieczonych wcześniej buraków wg tego przepisu
ok. 100 - 150 śmietany (od krowy w wersji wegetariańskiej, sojowej w wersji wegańskiej)
sok z połowy cytryny (może być mniej lub więcej w zależności od upodobań)
świeżo mielony pieprz

1. Wymieszaj wszystkie składniki i podawaj


sobota, 10 września 2011

Pieczone buraki / Baked beets

Buraki to jedne w wielu niedocenianych warzyw. Nie dość, że bardzo zdrowe i niskokaloryczne to mogą być do tego przepyszne, tylko trzeba wiedzieć, jak je smacznie przyrządzić. W świadomości Polaków istnieją praktycznie wyłącznie w formie zasmażanej, podawane najczęściej z kotletem i ziemniakami. A burak, odpowiednio przyrządzony i doprawiony, jest niezwykły i wspaniały. Dzisiaj pokazuję jak przygotowuję pieczone buraki, które są u mnie bazą do coraz śmielszych i coraz pyszniejszych buraczanych eksperymentów, o których już wkrótce.

Ze względu na fakt, że buraki dość długo się pieką, nigdy nie przygotowuję jednej porcji. Najczęściej kupuję do pieczenia mniej więcej 2 - 3 kilogramy. Po upieczeniu są tak dobre, że sporą część pochłaniam od razu, część wkładam do lodówki na kolejne dni a pozostałą część porcjuję i zamrażam, choć w zamrażarce i tak burakom nie udaje się zagrzać miejsca, bo są tak pyszne, że nie pozostają tam na długo. Upieczone buraki są miękkie, o wspaniałym burgundowym kolorze i wspaniałym, słodko-kwaśnym  i ostrym smaku. Są po prostu boskie a ja jestem od nich uzależniona.

Dobra rada dla początkujących burakożerców. Obieraj buraki w rękawiczkach, żeby nie zabarwić sobie rąk i paznokci na buraczany kolor. 

Składniki 
2-3 kg buraków
świeżo mielony pieprz
sól
oliwa z oliwek
ocet balsamiczny lub winny
opcjonalnie kilka gałązek świeżego tymianku

1. Obierz buraki ze skórki
2. Buraki można piec w całości, pokrojone tak jak moje w półksiężyce lub w kostkę, w zależności od upodobań
3. Ułóż buraki w żaroodpornym naczyniu lub w brytfannie do pieczenia
4. Polej oliwą z oliwek, octem, posyp świeżo zmielonym pieprzem i solą i gałązkami tymianku
5. Przykryj naczynie do zapiekania folią aluminiową, tylko szczelnie
6. Piecz w piekarniku nagrzanym do 200 - 220 stopni przez około 2 - 2,5 godziny. Buraki po upieczeniu mają być miękkie, więc czas pieczenia być może trzeba będzie wydłużyć.

poniedziałek, 5 września 2011

Mus czekoladowy z odrobiną mięty czekoladowej / Vegan chocolate mousse with chocolate mint leaves

Wegański, czekoladowy mus prezentuje się wspaniale, ale najbardziej lubię w nim to, że oprócz genialnego wręcz smaku jest ekstra prosty w przygotowaniu. Już szybciej i prościej się nie da. A na dodatek jest jeszcze zdrowy, bo nie zawiera ani grama tłuszczu a podstawowe składniki znajdą się w każdej przyzwoitej wegetariańskiej lub wegańskiej kuchni. Koniecznie przygotowuję go z soft silken tofu a w musie nie ma wtedy grudek jak w przypadku zwykłego tofu. Takie aksamitne. czekoladowe pyszności sprawdzają się zarówno jako efektowny deser podczas wizyt niezapowiedzianych gości jak i szybkie spełnienie nagłej, słodkiej zachcianki.

Ja do swojego musu dodałam odrobinę posiekanej mięty czekoladowej, więc zapach był delikatnie tylko miętowy ale za to podwójnie czekoladowy. Dodatki można dopasować do swoich upodobań. Na myśl przychodzą mi maliny, skórka pomarańczowej lub w wersji tylko dla dorosłych - kilka kropel likieru miętowego, pomarańczowego czy kawowego. Mus będzie też pewnie przepysznie zaskakujący po dodaniu odrobiny sproszkowanego chilli. Co tylko wyobraźnia Wam podpowie. Bawcie się, eksperymentujcie, smakujcie.

Składniki (4-6 porcji)
250g serka tofu (to musi koniecznie być soft silken tofu. Do musu nie nadaje się zwykłe tofu, bo w deserze będą grudki)
cukier, syrop klonowy itp (do smaku)
gorzkie kakao (do smaku)
opcjonalnie odrobina posiekane mięty
listki mięty i maliny do przybrania

1. Zmiksuj wszystkie składniki poza tymi do przybrania
2. Udekoruj listkiem mięty i malinami 
3. Schładzaj  w lodówce lub podawaj od razu.