środa, 23 maja 2012

Cudowne babeczki z kremem na Dzień Mamy / Simple cupcakes

Już w sobotę Dzień Matki. Jeżeli chcecie sprawić swoim najdroższym na świecie Mamom słodką niespodziankę w dniu ich święta, to proponuję Wam upieczenie tych właśnie babeczek. Powstały z dwóch delikatnie przerobionych przepisów Doroty ze słynnego w całej Polsce bloga Moje wypieki. Nie użyłam jednak sztucznego barwnika, tylko soku z buraków. Stąd też mój babeczkowy krem nie jest tak bardzo różowy jak oryginał. Warto też dodać, że babeczki są po prostu cudowne no i wspaniale się prezentują, więc zdecydowanie warto je upiec.


Składniki na babeczki (12 sztuk): scroll down to English version
powtarzam prawie wszystko za Dorotką
150 g masła (ja użyłam roślinnego)
130 g cukru
3 duże jajka
150g przesianej mąki pszennej 
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 łyżki mleka

Składniki na krem
powtarzam prawie wszystko za  Dorotką
250 g masła (użyłam prawdziwego masła)
1 i 3/4 szklanki cukru pudru
300 g serka kremowego (użyłam Philadelphi)
sok z pieczonych buraków (nie za dużo, żeby nie rozwodnić niepotrzebnie kremu)

1.  Utrzeć masło na puszystą masę
2. Dodawać stopniowo cukier i dalej ucierać (najlepiej mikserem)
3. Dodawać po kolei jajka oraz mleko, ciągle miksując
4. Wmieszać w masę jajeczno-maślano-cukrową przesianą mąkę i proszek.
5. Szybko wymieszać i przełożyć do formy na muffinki uprzednio wyłożonej papilotkami
6. Piec w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez 20 - 25 minut aż do suchego patyczka
7. W trakcie pieczenia babeczek przystąpić do przygotowania kremu, który musi się schładzać w lodówce przez mniej więcej godzinę  
8. Masło utrzeć mikserem do białości.
9. Dodawać stopniowo cukier puder i kontynuować ucieranie
10. Dodać serek kremowy i dalej ucierać
11. Na samym końcu dodać sok z pieczonych buraków i ciągle ucierać krem
12. Schładzać krem w lodówce przynajmniej godzinę.
13. Po upieczeniu  ostudzić babeczki
14.Przełożyć schłodzony krem do rękawa cukierniczego i udekorować babeczki. Oczywiście można też udekorować babeczki bez użycia rękawa cukierniczego, za pomocą noża lub szpatułki, ale efekt nie będzie już taki spektakularny. Smak pozostanie jednak ciągle tak samo wspaniały

środa, 16 maja 2012

Rabarbarowo-różany dżem / Rhubarb and rosewater jam

Sezon rabarbarowy w pełni więc korzystam z niego jak tylko mogę. Eksperymentuję z nowymi smakowymi mariażami i ciągle odkrywam coś nowego. Tak jest i tym razem. Zainspirowana poczynaniami Heidi z 101cookbooks do zwykłego "szybkiego" dżemu rabarbarowego postanowiłam dodać wody różanej. Na początku trochę nieśmiało, kropla po kropli, wszystko próbując, czy aby nie za dużo, czy aby niezbyt aromatyczne. Skończyło się jednak na sporym chluście i na uzależnieniu od tego połączenia smaków i zapachów. Warto jednak być uważnym przy dodawaniu wody różanej, bo bardzo łatwo można z dżemu zrobić perfumy. Dżem wyszedł niezbyt gęsty, nieziemsko aromatyczny i słodki. Jest tak dobry, że nie potrzebuję do niego zbyt wielu dodatków. Wystarczy dobra herbata i poręczna łyżeczka;-) Ja postanowiłam przy tej okazji wyciągnąć z najwyższej półki, z najbardziej zapomnianej szafki w kuchni stary serwis do herbaty, który dostałam od mojej babci. Zaparzyłam sobie herbatę w czajniczku, położyłam dżem na talerzyku i przeniosłam się do przeszłości, kiedy do herbaty właśnie serwowało się dżemy i konfitury domowej roboty. Dobrze jednak wiem, że dżem również świetnie się też sprawdzi w dużo mniej staroświeckim wydaniu, czyli na kanapce z białym serem. Można też takim dżemem polać naleśniki lub lody śmietankowe.

Składniki 
ok. 0,5 kg rabarbaru
ok. 1,5  kubka cukru
sok z cytryny
woda różana

1. Pokrój rabarbar na kawałki, wymieszaj z cukrem i odstaw na około godzinę, żeby puścił sok
2. Wszystko podgrzewaj na wolnym ogniu aż do utworzenia dżemu (mniej więcej 0,5 godziny w zależności od pożądanej konsystencji)
3. Dopraw sokiem z cytryny
4. Na samym końcu, po skończonym gotowaniu przypraw wodą różaną. 


sobota, 12 maja 2012

Szparagi pod pierzynką z parmezanu / Asparagus with parmesan cheese

Było tak pięknie, słonecznie i ciepło ale nagle wszystko się zepsuło. Wiatr, deszcz i niskie temperatury nie zachęcają do wytknięcia nawet kawałka nosa na zewnątrz. Warto więc się zabunkrować, zakocykować i cieszyć się życiem w czterech ścianach, gdzie nie wieje, nie pada i jest ciepło. Na poprawę nastroju warto też zapodać sobie wiosenne pyszności. Obecnie trwa sezon na szparagi, więc to najlepsza propozycja. Przykryte pierzynką z parmezanu będą wyśmienite. Od takiej ilości świeżości i zieleni na talerzu od razu humor Wam się poprawi.




Składniki (2 porcje)
pęczek szparagów
olej ryżowy
ząbek czosnku
świeżo starty parmezan 
1. Wczesną wiosną szparagi są młodziutkie, więc łodygi na dole nie są zdrewniałe. Czasami jednak, gdy szparagi zmężnieją i dolne części łodyg staną się łykowate, trzeba obrać z łyka dolną część łodyg
2. Ugotuj szparagi na parze. Wystarczy im niewiele, tym bardziej, że będą jeszcze przez chwilę obsmażane. Maksimum 3 minuty. Będą ugotowane, ale ciągle jędrne
3. Na patelni rozgrzej olej i króciutko, dosłownie 2 minuty obsmażaj ugotowane uprzednio na parze szparagi wraz  z drobno posiekanym czosnkiem.
4. Posyp świeżo startym parmezanem i od razu podawaj.

Szparagi biorą udział w tych akcjach:

środa, 9 maja 2012

Boskie babeczki marchewkowe od Miette / Miette's carrot cupcakes

Zakochałam się. Absolutnie i całkowicie zakochałam się w cukierni Miette. Wpadłam po uszy, pomimo iż to niestety (albo stety) miłość platoniczna, bo Miette znajduje się w San Francisco, czyli bardzo daleko ode mnie. Na początku urzekł mnie film o tym fascynującym sklepie z pięknymi słodyczami, który możecie zobaczyć poniżej. Potem urzekły mnie te babeczki marchewkowe, które Sabine upiekła już na blogu Berry lovely. Przepis pochodzi z książki kucharskiej "Miette: Recipes from San Francisco Most Charming Pastry Shop" napisanej przez Meg Ray, o której to książce po cichu marzę i śnię. Babeczki urzekły mnie tym bardziej, że do ciasta i babeczek marchewkowych podchodziłam wiele razy i zawsze bez większych sukcesów a wręcz ze spektakularnymi porażkami. Pomimo swoich niepowodzeń i urzeczona wspomnianym filmem postanowiłam dać tym właśnie babeczkom ostatnią szansę. I udało się! Z wielkim sukcesem, bo wyszły absolutnie boskie. Delikatne, ciut wilgotne, napakowane pysznymi bakaliami, z delikatnie tylko wyczuwalną nutką marchewki i z boskim kremem, który idealnie dopełnia całość. Nie są super szybkie w przygotowaniu, ale Wasze trudy zostaną wynagrodzone genialnym smakiem. Babeczki mogą też stać się ciastem marchewkowym w zależności od okazji oraz Waszych upodobań.

Składniki na babeczki (16 sztuk) 
podaję z drobnymi zmianami za Berry Lovely
100 g mąk
2 łyżeczki proszku do pieczeniatsp. baking powder
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
2 jajka, w temperaturze pokojowej
150 g cukru
175 ml oleju roślinnego
250 g obranych i drobno startych marchewek
40 g posiekanych daktyli
60 g  posiekanych orzechów włoskich 
40 g wiórków kokosowych

Składniki na krem
200 g serka śmietankowego (użyłam Philadelphii)
70 g masła, w temperaturze pokojowej
120 g cukru pudru
1. Wyłóż foremkę do babeczek papilotkami
2. Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 stopni.
3. Do jednej miski przesiej mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i sól i dobrze wymieszaj
4. W innej misce ubij jajka z cukrem na puszystą pianę
5. Do kogla mogla dodawaj powoli olej ciągle ubijając mikserem
6. Do jajek, cukru i oleju dodawaj stopniowo, po łyżce, mieszaninę suchych składników
7. Na końcu dodaj daktyle, orzechy, wiórki kokosowe i marchewkę i wymieszaj 
8. Wypełnij formy na babeczki do 2/3 wysokości 
9. Piecz babeczki przez 20-30. Pilnuj, żeby się nie przypaliły, ale żeby się dobrze upiekły. Ja zostawiłam je jeszcze na dodatkowe 5 minut w wyłączonym ale rozgrzanym piekarniku
10. Żeby zrobić krem, ubijaj mikserem masło z cukrem pudrem, stopniowo dodając serek śmietankowy.
11. Schładzaj około pół godziny przed dekorowaniem
12. Udekoruj ostudzone babeczki przygotowanych i schłodzonym kremem.



niedziela, 6 maja 2012

Szparagi z prostym sosem vinagraitte / Asparagus with simple vinagraitte dressing

Zaletą jedzenia potraw przygotowywanych z sezonowych składników, jest to, że autentycznie cieszę się jak dziecko, gdy zobaczę na straganach świeżą botwinkę, rabarbar czy szparagi. Nie mrożone, nie osłoikowane, tylko najświeższe ze świeżych, młode, przepięknie i jędrne. Zwłaszcza po zimie, kiedy tych kolorowych i soczystych warzyw natura dostarcza nam niezbyt dużo. Kończy się tym, że oszołomiona feerią barw na warzywnych stoiskach wracam z zakupów do domu obładowana zielskiem różnego rodzaju a ilość endorfin w krwiobiegu jest na odpowiednio podwyższonym poziomie. 
Młode wiosenne warzywa przygotowuję szybko i prosto. Nie potrzebują długiej obróbki cieplnej, nie można ich też ugotować na śmierć. Trzeba się z nimi obchodzić delikatnie, nie przytłaczać masą przypraw tylko wydobyć prawdziwy i pyszny smak natury. Najlepszym przykładem są szparagi. Nie dość, że wyglądają bosko, są afrodyzjakami, to mają też tak genialny smak, którego nie da się z niczym porównać. Jest delikatny, wysublimowany, wręcz nie do opisania. Nie ważne ile bym ich nie zjadła, to i tak wciąż nie mogę się ujeść ich smakiem. Przygotowuje się je w dosłownie minut. Do tego delikatny, słodko-kwaśny winegret, dobre towarzystwo i więcej mi nie potrzeba do szczęścia. No może odrobiny białego wina :-)

Składniki (2 porcje)
pęczek szparagów
oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
sok z cytryny
cukier

1. Wczesną wiosną szparagi są młodziutkie, więc łodygi na dole nie są zdrewniałe. Czasami jednak, gdy szparagi zmężnieją i dolne części łodyg staną się łykowate, trzeba obrać z łyka dolną część łodyg
2. Ugotuj szparagi na parze. Wystarczy im niewiele. Maksimum 4 minuty. Będą ugotowane, ale ciągle jędrne
3. W słoiku wymieszaj 3 części oliwy z oliwek z 1 częścią soku z cytryny i odrobiną curku (ja wszystkich składników dodaję jak zwykle na oko), zakręć nakrętkę i starannie wymieszaj aż do stworzenia winegretu.
4. Polej winegretem ugotowane na parze szparagi i natychmiast podawaj



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Pyszne dania na wiosenny weekend / Spring weekend

Zdjęcie autorstwa Jeanette Pedersen
Gościnny wpis Jeanette Pedersen:
Joanna poprosiła mnie o napisanie wpisu na jej blogu a ja cieszę się, że uważa, iż jestem wystarczająco utalentowana i kreatywna, żeby dostać trochę miejsca dla siebie w blogosferze. Jest to również dobry sposób dla mnie, gdyż nie jestem wystarczająco zdyscyplinowana, żeby pisać swojego własnego bloga. Znam Joannę z jej pobytu w Danii, gdzie studiowała i mieszkała przez krótki czas w tym samym akademiku co ja. Później z naszą wspólną przyjaciółką hinduskiego pochodzenia, Gauri, zwykłyśmy organizować wieczory z gotowaniem. Dzięki tym spotkaniom dostałam solidne obycie kulinarne a także umiejętności. Wszystkie byłyśmy zachwycone naszymi eksperymentami, tym bardziej, że nasze przyzwyczajenia kulinarne były tak różne, że mogłyśmy się dużo od siebie uczyć. Obecnie najważniejsze jest dla mnie to, aby być jak najbardziej eko i jak najbliżej natury podczas przygotowywania posiłków. Staram się wykorzystywać swój ogród, uprawiam różne warzywa i zioła, a co za tym idzie, gotuję sezonowo. No i właśnie w ten sposób zmierzam do mojego pierwszego postu na blogu Joanny, który opowie Wam o pysznych daniach w sam raz na wiosenny weekend. 

Mimo, że nadszedł czas nasadzeń w ogrodzie, to nie ma jeszcze świeżych warzyw. Jest jeszcze zbyt wcześnie na szparagi, jednak byliny oraz trybula, która została zasadzona jesienią ubiegłego roku jest już gotowa do jedzenia. Dlatego właśnie można rozpocząć już planować wiosenne menu po długiej zimie z kapustą i warzywami korzeniowymi zapychającymi całe menu. Trybula jest ziołem zimowym. Jeśli posadzi się ją jesienią w Danii, to przezimuje i zacznie rosnąć wczesną wiosną, w przeciwieństwie do lata, kiedy to rośnie szybko z nasion. Mam teraz dużo trybuli w ogrodzie i dlatego przygotowałam z niej zupę na obiad. W lesie można też znaleźć dziki czosnek, więc robię również oliwę z dzikim czosnkiem do chleba. Jest tak samo dobry jak prawdziwy włoski chleb czosnkowy.

Zupa z trybuli (4 porcje)
1 mała garstka z boczku, pokrojonego w kostkę (100g) 
1 por 
1 lub 2 cebule 
1 liść laurowy 
3 ziemniaki
 1 mała marchewka
 opcjonalnie - małe zielone kawałki kapusty / zewnętrzne liście kalafiora / ½ łodygi brokuła (pamiętaj, że ekokucharz nie wyrzuca niczego użytecznego) 
2 listki lubczyku 
2 duże garście drobno posiekanej trybuli 
skórka + sok z cytryny ½ lub trochę octu 
 sól + pieprz
 1 jajko na osobę (lekko miękkie w środku, pomiędzy jajkiem ugotowanym na miękko a na twardo)


Zdjęcie autorstwa Jeanette Pedersen

1) Podsmaż boczek aż do zrumienienia
2) Pokrój por i cebulę. Dodaj boczek i gotuj do miękkości 
3) Dodaj resztę warzyw pokrojonych w kostkę, liść laurowy, lubczyk i tyle wody, by było jej o 1cm więcej niż warzyw w garnku. 
4) Gotuj 15 minut  a w międzyczasie ugotuj jajka 
5) zmiksuj zupę.
6) Dodaj trybulę, dopraw cytryną, solą i pieprzem. 
7) Podawaj  połówkami jajek pływającymi w zupie i z chlebem tostowym 

Olej z dzikim czosnkiem - smarowidło na tosty
chleb na tosty 
6/5 liści dzikiego czosnku
dobry olej rzepakowy
 sól + pieprz 

1) Zrób tosty z chleba
2) Posiekaj grubo liście dzikiego czosnku wymieszaj je z olejem. 
3) Dopraw solą i pieprzem i posmaruj tosty.  
4)Jedz razem z zupą z trybuli 

Rabarbar to kolejne cudo, które zaczęło pojawiać się w ogrodzie. 

Rabarbarowo malinowy trifle (4 porcje) 
400g rabarbaru
około 100 ml cukru 
 Garść mrożonych malin
 
½ łyżeczka startego imbiru 

3-4 kromki suchego chleba 
masło 
1 -2 łyżki cukru
makaroniki
Zdjęcie autorstwa Jeanette Pedersen
bita śmietana 

1) Pokrój rabarbar i wymieszaj z cukrem w garnku i gotuj bez wody przez około 5-10 minut, do miękkości.2) Dodaj maliny i imbir, dopraw cukrem i odstaw, żeby wystygło
3) Pokrój chleb w drobne kawałki i podsmaż na maśle
4) Kiedy chleb jest rumiany, dodaj cukier i poczekaj aż zacznie się karmelizować 

5) Wymieszaj podsmażony chleb z pokruszonymi makaronikami 
6) Ubij śmietanę. Układaj warstwami rabarbar, chleb i śmietanę, zaczynając od rabarbaru.  
7) Podawaj i ciesz się wiosną



Jeanette Pedersen

niedziela, 29 kwietnia 2012

Zapowiedzi - Łasuchowy gość

Zdjęcie: Jeanette Pedersen
Mam dla Was nie lada niespodziankę. Od jakiegoś czasu Łasuch przechodzi serię wiosennych przemian. Na początek zmienił się nieco układ i wygląd bloga, choć wielu z Was mogło tego nie zauważyć, bo zmiany były drobne. Niedługo pojawi się nowe łasuchowe logo, nad którym trwają prace przygotowawcze a w zanadrzu mam jeszcze kilka innych niespodzianek. Dzisiaj mogę Wam już powiedzieć o jednej z nich. Zaprosiłam do współpracy moją koleżankę z Danii, Jeanette Pedersen. Będzie tak samo jak ja pisała o jedzeniu, ale inaczej. Jeanette mieszka na półwyspie Jutlandzkim, w prześlicznym domku z ogrodem. Uwielbia potrawy świeże, sezonowe, często prosto ze swojego ogródka, więc jestem przekonana, że przekona Was do swoich kuchennych czarów. Uwielbia też fotografować swoje kulinarne dzieła, więc i na tym froncie Was nie zawiedzie. Jej post już bardzo niedługo u Łasucha więc zapraszamy Was bardzo serdecznie do odwiedzin.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Ślimak, ślimak, pokaż nutellowe rogi... / Snail-shaped nutella cookies

Jeżeli odwiedzą Was niespodziewani goście lub wybieracie się na piknik, to te super proste i super szybkie ślimakowe ciastka są  właśnie dla Was. Przygotowuje się je dosłownie chwilę przy użyciu minimalnej ilości kuchennych przyborów, więc te ciasteczka są jednymi z najmniej kłopotliwych słodyczy, jakie możecie sobie wymarzyć a przy tym są pyszne. Ja w ślimaki zawinęłam nutellę, ale równie dobrze możecie ją zastąpić dżemem lub masłem orzechowym, choć mnie osobiście to połączenie smaków nie pasuje. Acha i po moich ostatnich ekscesach z mięsem zawracam na wegetariańską ścieżkę, więc nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że jeżeli jesteście weganami, nutellę wystarczy zastąpić wegańskim kremem orzechowo-czekoladowym.

Składniki (ok. 30 - 40 sztuk)
1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego (polecam to  zawinięte w rulon i trzymane w supermarketach w lodówkach. Ciasto jest zawinięte w papier do pieczenia, który możecie wykorzystać. Z mrożonym ciastem francuskim jest trochę więcej kłopotu, bo trzeba odczekać, aż ciasto się rozmrozi)
ok. 4 łyżek nutelli lub wegańskiego kremu czekoladowo - orzechowy

1. Rozwiń rulon ciasta francuskiego i przekrój na pół
2. 2/3 powierzchni każdej połówki ciasta posmaruj z wierzchu kremem czekoladowo-orzechowym zostawiając z jednej strony pasek "gołego" ciasta, żeby rulon można było dobrze skleić.
3. Zawiń ciasto w rulon, nutellą do wewnątrz
4. Gotowe dwa rulony pokrój w plasterki i odłóż je na papierze do pieczenia
5. Zapiekaj w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 15 - 20 minut, aż do momentu kiedy ślimaki lekko zbrązowieją.


środa, 18 kwietnia 2012

Pijane banany w sosie rumowo-karmelowym / Drunken bananas in carmel sauce

Wiosna nadchodzi powoli. Coraz częściej, choć nie zawsze, możemy liczyć na słońce i wyższe temperatury. To znak, że trzeba powrócić do obyczaju przemieszczania się po mieście rowerem. Jest ekologicznie, zdrowo, tanio i przyjemnie (oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi rowerowe przejażdżki). A dlaczego o tym wszystkim piszę? A dlatego, że największą zaletą przesiadki z samochodu na rower jest możliwość bezkarnego pochłaniania takich oto właśnie pyszności. Jestem pewna, że jest to jak najbardziej przekonujący argument ;-)

Składniki (2 porcje)
1 duży lub dwa małe dojrzałe, ale jeszcze jędrne banany, obrane i pokrojone wzdłuż na pół
2 łyżki masła 
4 łyżki cukru
2 łyżki wody
chlust (lub dwa lub ewentualnie trzy chlusty) ciemnego rumu
5-6 łyżek zimnej śmietany 30%
opcjonalnie 2 kulki lodów waniliowych 

1. W rondelku podgrzewaj cukier z wodą aż do chwili, kiedy utworzy się gęsty syrop o karmelowym kolorze
2. Dodaj śmietanę i łyżkę masła i mocno mieszaj, żeby składniki dobrze się połączyły
3. Dodaj rum i podgotuj jeszcze parę chwil, żeby sos zgęstniał
4. Podczas gdy sos karmelowy z rumem gęstnieje, na oddzielnej patelni dobrze rozgrzej masło i krótko podsmażaj banany z dwóch stron pilnując, żeby banany się nie rozpadły
5. Przelej sos karmelowy na patelnię ze smażonymi bananami i podgrzewaj jeszcze przez chwilkę, żeby smaki się połączyły
6. Podawaj od razu, jeszcze gorące
7. Opcjonalnie możesz dodać kulkę lodów waniliowych

Wzorowałam się na przepisie Michaela Smitha z programu "Domowy Kucharz".

piątek, 13 kwietnia 2012

Kurczak w czerwonym winie czyli prawie Coq au vin / Chicken in red wine sauce a la french coq au vin

Nie jestem największą entuzjastką mięsa na świecie. Nawet nie jestem w pierwszej dziesiątce entuzjastów. Przez większość miesięcy w roku mięso mogłoby dla mnie wcale nie istnieć. Nie czuję potrzeby jedzenia i nawet odrobinę za nim nie tęsknię. Po prostu mój organizm go nie potrzebuje. Przychodzą jednak takie chwile, kiedy mój organizm krzyczy o odrobinę zwierza na talerzu. Ulegam wtedy, ale tylko na chwilę, tylko po to, by niedługo wrócić znów na drogę wegetarianizmu. Jestem przekonana, że mój organizm sam najlepiej wie, czego potrzebuje i skoro przez długi okres czasu bez żalu obywa się bez mięsa a potem nagle wrzeszczy i tupie nóżkami, to coś jest na rzeczy. Wsłuchuję się wtedy w moje potrzeby i ulegam chwilowym zachciankom. Tak było i tym razem. Wybór padł na rustykalne danie kuchni francuskiej, czyli kurczakową pierś duszoną w czerwonym winie. Absolutny hit wszelkiego rodzaju przyjęć, bo można go przygotować dużo wcześniej, zanim jeszcze zjawią się goście. Nie zaszkodzi mu też kilka dodatkowych minut w piekarniku, więc możecie spokojnie zaprosić spóźnialskich. Dodatkowo świetnie smakuje następnego dnia, o ile coś zostanie;-)
Piersi kurczaka w winie robię na wzór francuskiego coq au vin, czyli koguta w winie. Podobnie jak bigos w Polsce, coq au vin ma we Francji dokładnie tyle odmian i smaków ile jest kucharek i kucharzy, którzy go przyrządzają. Ja lubię go troszkę na słodko, ale tego samego kurczaka w winie można również przygotować na sposób wytrawny, zmniejszając lub eliminując użycie cukru. Jestem mięsnym niejadkiem, więc do tej potrawy wybieram piersi z kurczaka, z kością dla smaku, ale będzie smakował równie dobrze a nawet lepiej jeżeli przygotujecie w ten sposób całego kurczaka.
Kurczak w winie najlepiej smakuje z ziemniakami  lub ze świeżą bagietką i z miksem sałat z delikatnym vinaigrettem. No i oczywiście z czerwonym winem. Najlepiej tym samym, którego użyliście do gotowania.

Składniki (4 porcje)
1 duża pierś kurczaka z kością (mogą być też inne części kurczaka). Kości oddzielone od mięsa
około 100-150 g boczku wędzonego pokrojonego w kostkę
200 g małych pieczarek obranych ze skórki i przekrojonych wzdłuż na połowę
2-3 cebule pokrojone na połówki
butelka czerwonego, wytrawnego wina
olej ryżowy do smażenia
mąka - kilka łyżek, do oprószenia kurczaka
natka pietruszki do dekoracji
cukier do smaku

1.  Na suchej patelni podsmaż boczek wraz z cebulą
2. Jak boczek będzie chrupiący przełóż go do naczynia żaroodpornego, w którym będziesz zapiekać kurczaka
3. Na patelnię dodaj trochę oleju ryżowego i podsmaż pieczarki. Podsmażaj krótko, do przypieczenia skórki
4. Po usmażeniu  przełóż pieczarki i cebulę do tego samego naczynia, gdzie jest już boczek
5. Nie czyść patelni, 
6. Oprósz delikatnie wszystkie kawałki mięsa mąką i smaż na tej samej patelni, co boczek i pieczarki, dolewając więcej oleju do smażenia o ile to konieczne. Smaż ze wszystkich stron, tylko do momentu zrumienienia wierzchniej warstwy. Kurczak będzie miał szansę dopiec się w piekarniku podczas duszenia
7.  Wszystkie podsmażone kawałki kurczaka oraz kości przełóż do tego samego naczynia, w którym znajdują się już pieczarki, boczek i cebula.
8. Patelnię zalej butelką czerwonego wina
9.Pogotuj wino chwilkę, żeby alkohol odparował i żeby od dna patelni odkleił się smak :-) Dopraw cukrem, jeżeli chcesz, żeby kurczak był po słodkiej stronie mocy
10. Gorącym winem zalej kurczaka 
11. Zapiekaj w piekarniku nagrzanym do 180-200 stopni przez mniej więcej 40 minut.
12. Przed podaniem usuń kostne szkielety, który gotowały się z resztą kurczaka dla smaku i udekoruj świeżą natką pietruszki.

środa, 11 kwietnia 2012

wygrany konkurs i orzechy piorące

Z okazji wiosny Ulla z bloga Kuchnia na wzgórzu zorganizowała eko konkurs. Tak się fajnie złożyło, że go wygrałam. Hip, hip hurra :-D W nagrodę otrzymałam od Ulli całą torbę orzechów piorących, za którą bardzo dziękuję. 

Muszę przyznać, że ucieszyłam się z tej nagrody jak dziecko, bo choć wprowadziłam do swojego życia wiele ekologicznych rozwiązań (właśnie dlatego wygrałam ten eko konkurs), to cały rozdział pt. chemia w domu mam jeszcze całkowicie nieprzerobiony. Do zagadnienia ekologicznej czystości podchodzę z lekką nutką niepewności. I chciałabym i boję się. Czy aby na pewno eko środki zadziałają, czy aby na pewno będzie czysto i czy aby na pewno będzie właściwie odkażone...? Chcę wierzyć, że tak. Przede mną wiele prób i doświadczeń. Trochę informacji o orzechach i sposobie ich używania znalazłam u Ulli, trochę na blogu sklepu Ecoshop, no i oczywiście wujek google też był pomocny. Teraz pozostaje mi tylko zabrać się do próbowania. Chcę przetestować orzechy jako środek piorący, myjący i zmywający, więc sporo roboty przede mną. Nawet moja Mama, zazwyczaj sceptycznie nastawiona do moich ekopoglądów i ekodziałań, słyszała o orzechach wiele dobrego i koniecznie chce spróbować.

A Wy korzystałyście kiedyś z orzechów piorących? Jeżeli tak, to podzielcie się, proszę, ze mną, żółtodziobem, swoimi doświadczeniami? Na pewno przyda się każda dobra rada :-) 

czwartek, 5 kwietnia 2012

Wiosennie cytrynowa babka piaskowa w sam raz na wielkanoc / Lemon pound cake

Od czasu Walentynek nie pojawił się na blogu żaden deser a to do mnie wręcz niepodobne. Już to naprawiam za pomocą przepysznej, wiosennie orzeźwiającej babki cytrynowej, która pojawi się już wkrótce na moim wielkanocnym stole, jak co roku. Lubię tę babkę za to, że jest z wierzchu delikatnie chrupiąca i nie za słodka ze względu na obecność skórki cytrynowej i soku z cytryny. Idealne antidotum na mazurkowe zasłodzenie, któremu się poddaję rok w rok. Babkę cytrynową przygotowuje się bardzo prosto. Pod warunkiem pilnowania i zachowania właściwych proporcji, zawsze wychodzi. Podoba mi się w niej również to, że składniki odmierza się za pomocą szklanek, więc nie potrzeba do jej upieczenia wagi. To bardzo ułatwia cały proces. Jedyną słabą strona tej babki jest to, że jej wierzch zawsze nam pęka podczas pieczenia. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale się tym zupełnie nie przejmuję. Pamiętam słowa Nigelli, która mówiła, że jedzenie domowe nie musi wyglądać idealnie, tak jak w restauracji. Ma być domowe i pyszne. I taka właśnie jest ta babka cytrynowa. Domowa i pyszna. 

Składniki:
1 szklanka mąki ziemniaczanej
1 szklanka mąki pszennej
1 łyżka proszku do pieczenia
4 jajka
3/4 szklanki cukru pudru
3/4 paczki masła (może być masło roślinne)
sok i skórka z 1 cytryny (koniecznie jedna cytryna. Dwie to już o jedną za dużo)
cukier puder do posypania

1. Utrzyj (mikserem) masło z cukrem na puszystą masę
2. Wmieszaj obie mąki i proszek do pieczenia
3. Dodawaj stopniowo do masy po jednym jajku
4. Dodaj sok i skórkę z cytryny
5. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 40 minut lub do momentu, kiedy patyczek włożony i wyjęty z ciasta będzie suchy i nie zostanie na nim surowe ciasto.
6. Ostudź i posyp wierzch cukrem pudrem

Korzystając z okazji, życzę Wam Wszystkim zdrowych, spokojnych no i przede wszystkim ciepłych i słonecznych Świąt Wielkanocnych. Do zobaczenia po świętach :-)



wtorek, 3 kwietnia 2012

Jajka w koszulkach z bekonowymi wstążkami / Poached eggs with bacon ribbons

Jeżeli macie ochotę na przepyszne śniadanie wielkanocne i lubicie jajka ugotowane tak, żeby żółtko było płynne, to ta propozycja jest w sam raz dla Was. Pysznie i wykwintnie. Przyznam szczerze, że najlepiej użyć paluchów do maczania bekonowych wstążek w płynnym i jeszcze ciepłym żółtku. Najlepiej wtedy smakuje a my mamy niebywałą przyjemność z bliższego jeszczcze bardzie organoleptycznego, niż zazwyczaj,  obcowania z jedzeniem, które spożywamy. Muszę się Wam przyznać, że jajka w koszulkach z dodatkiem bekonu są po prostu absolutnie boskie. Porcja, którą widzicie na zdjęciu wydawać by się mogła porcją dla dwóch. Dwa bekonowe gniazdka, dwa jajka w dwóch koszulkach, dwa kawałki chleba. Ale nie, to porcja w sam raz dla jednej osoby :-) Przygotowuje się ją w kilka dosłownie minut, ale ważne jest to, żeby jajka w koszulkach podawać gorące. No i nie wspomniałam jeszcze o najważniejszym. Jajka w koszulkach będą pyszne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy użyjecie najświeższych jajek. Idealnie, gdyby były ekologiczne "zerówki". Wtedy będą najsmaczniejsze.          

If you fancy a delicious Easter breakfast and if you like soft boiled egg yolks, this poached eggs with bacon ribbons are just perfect for you. I admit frankly that it is best to use fingers for dipping bacon ribbons in liquid, warm egg yolk. You will prepare them in literally a few minutes, but the important thing is to serve poached eggs immediately after preparation. And I have't mentioned the most important thing. Poached eggs are delicious but only if you use the freshest eggs. Ideally, if they were eco eggs, from happy, independent hens. Then your poached eggs  will be the best.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Szczęśliwe jajka od szczęśliwych kur


Przy okazji zbliżających się świąt wspomnę też o tym, że warto oprócz ekologicznego i jak najbardziej naturalnego kolorowania świątecznych jajek, zadbać o to, by jajka również były ekologiczne. Ja swoje kupuję na wsi, bezpośrednio od zaprzyjaźnionej gospodyni. Jeszcze nieostemplowane, świeże, prosto od szczęśliwych kur, które łażą sobie swobodnie po całym podwórku i wygrzebują pazurkami robale z ziemi. Te jajka są nie tylko bardziej ekologiczne, zdrowsze i świeższe, ale również dużo smaczniejsze od jajek pochodzących od kur z chowu przemysłowego. Są droższe, to fakt, że wolę zjeść mniej jajek, ale smaczniejszych. Jeżeli nie macie zaprzyjaźnionej gospodyni, która zapewni Wam świeże jajka od szczęśliwych kur zawsze możecie poszukać w klepach ze zdrową żywnością. Tam najpewniej znajdziecie te już ostemplowane. Szukajcie tych z zerem na początku. To te najbardziej ekologiczne i od najbardziej szczęśliwych kur. Jeżeli nie chcecie zrobić tego dla kur, zróbcie to dla siebie, bo ekologiczne jajka są naprawdę dużo, duuuużo smaczniejsze :-)

A tu krótka ściąga z oznakowania jaj:
3                                                  PL                                    12345678
sposób chowu kur                  kod kraju                             weterynaryjny numer identyfikacyjny
(patrz poniżej)                         producenta                          określający fermę

0 na początku - produkcja ekologiczna - szczęśliwe kury. Wolne, niezależne, z szerokimi horyzontami myślowymi i spacerowymi i jedzące ekologiczną karmę. Produkują szczęśliwe i najsmaczniejsze jajka.
1 na początku - chów wolnowybiegowy - trochę mniej szczęśliwe kury niż "zerówki", ale ciągle wolne i niezależne, z szerokimi horyzontami myślowymi i spacerowymi. Każda kura powinna mieć do dyspozycji nie mniej niż 4 metry sześcienne.
2 na początku - chów ściółkowy - kury żyjące w więzieniu. Niewinne kury stłamszone w ciasnych pomieszczeniach, z pewnymi  swobodami, obarczone obowiązkiem znoszenia odpowiedniej ilości jajek na dobę.
3 na początku - chów klatkowy - kury żyjące w ciasnym więzieniu o zaostrzonym rygorze, mimo iż nie popełniły żadnego przewinienia, oprócz tego, że urodziły się kurami. Absolutnie żadnych swobód tylko same obowiązki w postaci produkowania odpowiedniej liczby jajek na dobę. I jak jajko od takiej nieszczęśliwej i stłamszonej kury może być smaczne?

A tu jeszcze jedna zachęta i kampania społeczna fundacji VIVA:


Pozostaje mi Wam życzyć smacznego i ekologicznego jajka :-) 

sobota, 24 marca 2012

Brukselka z boczkiem / Brussel sprouts with bacon

Brukselka to do tej pory jedno z dwóch, zaraz po fenkule, warzyw, których nienawidziłam. Znienawidzona przede wszystkim za swój gorzki smak, który nie należał do najprzyjemniejszych pozostawała przeze mnie niezauważalna przez wiele lat. Fenkuł do tej pory ma zaszczytne, pierwsze miejsce w tej kategorii i szybko się to nie zmieni. Brukselka natomiast z drugiego miejsca wypadła w ogóle z tego rankingu i jest to zaiste odkrycie sezonu. Dlaczego tak się zadziało? Co tak ważnego musiało się stać, że nagle znienawidzona brukselka staje się warzywem fascynującym i na nowo odrywanym? Otóż dowiedziałam się z artykułu Magdy Gessler, że brukselka wcale nie musi być gorzka i to jedno zdanie było przełomowe. Zaczęłam eksperymentować i wyszło lepiej niż myślałam. Rzeczywiście, goryczkę da się usunąć za pomocą cukru dodanego do brukselki podczas szybkiego smażenia. W efekcie wychodzi niezwykle ciekawe w smaku i inspirujące warzywo, które można łączyć z innymi składnikami na tysiąc różnych sposobów. Tym razem brukselka występuje w wersji absolutnie niewegetariańskiej, bo z dodatkiem wędzonego boczku. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdyby już niedługo nie miała się tu pojawić wersja całkowicie wegetariańska a nawet wegańska. Ale na tę wersję trzeba jeszcze chwilkę poczekać.

Nie było by to tak ważne odkrycie, gdyby brukselka nie była niskokaloryczna i tak wartościowa pod względem zawartości białka, błonnika, witam i soli mineralnych. W tych małych główkach kapusty brukselskiej kryje się sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, beta karoten a także witaminy E, K, H, B1, B2, B3, B5, B6, C a także kwas foliowy*). Warto więc zapomnieć o niemiłych doświadczeniach z dzieciństwa z brukselką w roli głównej i przekonać się, że nie taka brukselka straszna jak nam się do tej pory wydawało.

Składniki (2 porcje)
ok. 50 g wędzonego boczku
0,5 kg brukselki
sól i cukier
olej rzepakowy do smażenia
odrobina wody

1. Odpowiednio przygotuj brukselkę tzn. obierz z wierzchnich liści, odkrój odrobinę dolnej łodygi, przekrój na ćwiartki lub połówki w zależności od wielkości
2. Na suchej patelni podsmaż wędzony boczek pokrojony w drobną kostkę
3. Przełóż boczek z patelni i odstaw. 
4. Rozgrzej olej na patelni
5. Na porządnie rozgrzany olej wrzuć brukselkę uprzednio przygotowaną brukselkę
6. Po chwili dodaj sól i cukier, które wyciągną gorycz z brukselki
7. Po kilku minutach smażenia dodaj na patelnię odrobinę wody, żeby brukselka trochę zmiękła. Jeżeli chcesz mieć brukselkę miękką, to przykryj pokrywką i podduś jeszcze trochę. Jeśli wolisz brukselkę twardawą i jędrną, to po wygotowaniu się całej wody jest już gotowa.

* http://www.kobieta.info.pl

czwartek, 22 marca 2012

Przygotowania do świąt wielkanocnych - obierki od cebuli

Powoli zbliżają się święta a wraz z nimi pisanki. W tym roku chcę, żeby moje pisanki i świąteczne jajka były naturalne, ekologiczne i pozbawione tych  wszystkich sztucznych barwników i kolorowych folii z nadrukami. Żeby móc zrealizować swoje plany już tydzień temu w miejscu, gdzie kupuję co tydzień swoje warzywa, poprosiłam o zbieranie  dla mnie łupinek cebul, bo do kolorowania jajek potrzeba ich naprawdę dość sporo, zwłaszcza jeżeli będziecie jeść jajka kilogramami. Warto o tym pomyśleć wcześniej, bo na dwa dni przed świętami może być za późno, bo wszystkie łupinki cebul już dawno będą przekazane zapobiegliwym, takim jak ja :-) 

A jak zakolorować jajka opowiem Wam w przyszłym tygodniu, jak już uzbieram właściwą ilość cebulowych koszulek. Opowiem Wam również o innych naturalnych i ekologicznych barwnikach do jajek.

Już wkrótce kolejne danie niewegetariańskie. Zapraszam Was serdecznie do odwiedzin :-) 







środa, 14 marca 2012

Prosty sposób na domową hodowlę kiełków

Wiosna, to wbrew pozorom najgorszy dla nas okres w roku. Choć przyroda pięknie budzi się do życia,  dnia przybywa a na dworze coraz częściej widać słońce, to my w tym czasie najczęściej walczymy z wiosennym przesileniem lub nawet depresją. Jesteśmy zmęczeni i osłabieni jesienią i zimą, złą pogodą, ciągłym brakiem światła dziennego i walką z przeziębieniami i chorobami. I jak tu mieć siłę na wiosenne przebudzenie z zimowego snu? 
Sposobów jest kilka i to bardzo prostych, ale jednym z nich jest regularne dostarczanie organizmowi dużej ilości składników odżywczych. Można to zrobić za pomocą piguł wszelakich, ale ja do tego sposobu nie mam przekonania. Nie wiem, czy laboratoryjnie wygenerowane witaminy to coś, z czego korzysta mój organizm, czy może raczej przypadkowi pasażerowie na gapę i śmieciuchy, jeśli wiecie o czym/kim mówię. Ja wybieram więc naturalne sposoby pozyskiwania potrzebnych mi składników odżywczych. Zwłaszcza wiosną, kiedy mój organizm jest najsłabszy, stawiam na kiełki. Ekstremalnie zdrowe, pyszne, świeżutkie, wyhodowane przeze mnie i tanie. Sprawią, że my poczujemy się lepiej, a nasze: skóra, paznokcie i włosy odzyskają chęć to wyglądania.
Nigdy nie miałam przekonania do kiełków sprzedawanych w supermarkecie. Nie wiem, kiedy tak naprawdę zostały wyhodowane, czym były podlewane i jak długo leżą na sklepowej półce. Kiełki wyhodowane w domu, to co innego. Proste w obsłudze, tanie i zawsze świeże. To jest to!

Tylko jak wyhodować kiełki?  

Sposobów jest kilka, ale ja opiszę Wam metodę, którą stosuję z powodzeniem już od wielu lat. Moja hodowla kiełków możliwa jest dzięki kiełkownicy, którą widzicie na zdjęciach. Można ją kupić w każdym szanującym się sklepie ze zdrową żywnością. Widziałam ją też w jednym w supermarketów budowlanych (!). Kosztuje niewiele, bo w granicach 30 - 50 zł w zależności od miasta a starcza na lata (przy odpowiednim traktowaniu). Moja ma już około 10 lat i póki co nie planuję jej wymieniać na nowszy model, choć widać już pierwsze zmarszczki. 
 
Kiełkownica składa się ze zbiornika na wodę, trzech tacek do hodowli oraz pokrywki. Trzy tacki można wykorzystywać na różne sposoby. Można w jednym czasie wyhodować na różnych piętrach różne kiełki, można również zacząć hodowlę ulubionych kiełków tylko na jednej tacce i potem co kilka dni stopniowo dokładać kolejne, żeby pozyskiwać kiełki stopniowo. 
Hodowlę zaczynamy od wysiania kiełków, tak jak na animacji. Ja użyłam trzech rodzajów, tak jak na jednym ze zdjęć, od lewej,  rzodkiewki, rzeżuchy i lucerny (alfa alfa). Na każde piętro sypiemy wybrane przez nas kiełki. Na ostatnie piętro lejemy wodę, najlepiej letnią, przegotowaną, tak, żeby lekko zakryć czerwony kanalik i zakładamy pokrywkę. Poprzez system kanalików woda skapuje sobie z najwyższego piętra, przez te znajdujące się niżej, aż do zbiornika na wodę. Jak już cała woda znajdzie się w dolnym zbiorniku należy wodę wylać i zapewnić kiełkom trochę spokoju, aż do kolejnego podlewania. Podlewamy 2 - 3 razy dziennie i mniej więcej po 4-6 dniach możemy się cieszyć naszymi własnymi kiełkami. 
Po wyhodowaniu kiełki możemy osuszyć i włożyć do lodówki na około 7 dni, ale u mnie nigdy tyle nie wytrzymują. Pojemnik starannie czyścimy, najlepiej szczoteczką, żeby pozbyć się wszelkich nieczystości i pozostałości po starych hodowlach. Starajmy się nie używać detergentów, żeby potem te detergenty nie znalazły się na naszych kiełkach.  Woda w octem sprawdzi się lepiej, zwłaszcza, gdy przypadkiem któraś hodowla nam nie wyjdzie i zapleśnieje.

Kiełki dodajemy do sałatek, na kanapki i wszędzie, gdzie tylko chcemy :-) 

sobota, 10 marca 2012

Klasyczna francuska tarta lotaryńska (Quiche lorraine) / French quiche lorraine

Czas na kulinarne podróże. Talerzem powędrowałam po mapie i postanowiłam zatrzymać się na chwilę w północno-wschodniej Francji a dokładniej w regionie Lotaryngii, skąd pochodzi dzisiejszy przepis.

Tę wytrawną tartę lubię nazywać różnie, z francuska, quiche lorraine, czasami tartą lub plackiem lotaryńskim a czasami po prostu kiszem. Nazwa nie ma jednak znaczenia, liczy się smak. I choć nie jest to danie ani zdrowe, ani dietetyczne, to jest przepyszne. Nie będę też ukrywać, że wymaga trochę czasu na przygotowanie ale efekt końcowy wart jest całej naszej pracy. Idealnie nadaje się zarówno na uroczystą kolację, czy lekki lunch. Można go równie dobrze jeść na zimno lub na ciepło w zależności od upodobań. Idealnie smakuje serwowany z miksem sałat skropionych lekkim winegretem i z niezobowiązującym białym, lekkim winem. Na myśl przychodzi mi lekko słodki Riesling, który przełamie ostry smak wytrawnej tarty, ale to tylko moja sugestia. Eksperymentujcie i szukajcie idealnego połączenia.
 

Składniki na kruche ciasto (do foremki o średnicy 26cm)
180 g mąki
85 g masła lub masła roślinnego
sól
zimna woda

Składniki na nadzienie
260 g sera cheddar lub sera morskiego
5-6 jajek
250 ml śmietany 30 lub 36%
200 g bekonu
opcjonalnie (pół czerwonej, pieczonej papryki, pokrojonej w kostkę)
sól i pieprz do smaku
odrobina gałki muszkatołowej, świeżo zmielonej
pół pęczka świeżej natki pietruszki, drobno posiekanej
odrobina świeżego tymianku (może być z balkonowej doniczki)

1. Wymieszaj sól z mąką i zagnieć z masłem aż powstaną grudki ciasta. 
2. Dodaj wodę i wyrób kruche ciasto
3. Schładzaj w lodówce około 0,5 godziny
4. Rozwałkuj ciasto i wyłóż nim tortownicę o średnicy 26 cm
5. Nakłuj ciasto widelcem w kilku miejscach, rozłóż folię aluminiową i przysyp ciasto fasolą, żeby je obciążyć i żeby nie uniosło się podczas pieczenia
5. Piecz w temperaturze 180 stopni około 15 minut
6. Zdejmij fasolę i folię i piecz jeszcze około 5 minut, tak aby tarta się zrumieniła
7. W trakcie pieczenia tarty, podsmaż bekon na patelni
8. Zetrzyj ser na tarce o grubych oczkach
9. W dużej misce dobrze wymieszaj jajka ze śmietaną. 
10. Miksturę jaj i śmietany dopraw solą pieprzem, tymiankiem i gałką
11. Po 20 minutach wyjmij spód do tarty z piekarnika
12. Na spodzie tarty rozłóż bekon, ser i paprykę (jeżeli jej używasz) a na samym wierzchu natkę pietruszki
13. Zalej miksturą z jajek i śmietany
14. Zapiekaj jeszcze przez 30-45 minut w piekarniku aż masa jajeczna się całkowicie zetnie. Masa jajeczna podczas pieczenia będzie się pięknie podnosić, ale po wyjęciu z piekarnika opadnie. To normalne. 
15. Przed podaniem na stół pozwól tarcie odpocząć 10 minut.