poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Pyszne dania na wiosenny weekend / Spring weekend

Zdjęcie autorstwa Jeanette Pedersen
Gościnny wpis Jeanette Pedersen:
Joanna poprosiła mnie o napisanie wpisu na jej blogu a ja cieszę się, że uważa, iż jestem wystarczająco utalentowana i kreatywna, żeby dostać trochę miejsca dla siebie w blogosferze. Jest to również dobry sposób dla mnie, gdyż nie jestem wystarczająco zdyscyplinowana, żeby pisać swojego własnego bloga. Znam Joannę z jej pobytu w Danii, gdzie studiowała i mieszkała przez krótki czas w tym samym akademiku co ja. Później z naszą wspólną przyjaciółką hinduskiego pochodzenia, Gauri, zwykłyśmy organizować wieczory z gotowaniem. Dzięki tym spotkaniom dostałam solidne obycie kulinarne a także umiejętności. Wszystkie byłyśmy zachwycone naszymi eksperymentami, tym bardziej, że nasze przyzwyczajenia kulinarne były tak różne, że mogłyśmy się dużo od siebie uczyć. Obecnie najważniejsze jest dla mnie to, aby być jak najbardziej eko i jak najbliżej natury podczas przygotowywania posiłków. Staram się wykorzystywać swój ogród, uprawiam różne warzywa i zioła, a co za tym idzie, gotuję sezonowo. No i właśnie w ten sposób zmierzam do mojego pierwszego postu na blogu Joanny, który opowie Wam o pysznych daniach w sam raz na wiosenny weekend. 

Mimo, że nadszedł czas nasadzeń w ogrodzie, to nie ma jeszcze świeżych warzyw. Jest jeszcze zbyt wcześnie na szparagi, jednak byliny oraz trybula, która została zasadzona jesienią ubiegłego roku jest już gotowa do jedzenia. Dlatego właśnie można rozpocząć już planować wiosenne menu po długiej zimie z kapustą i warzywami korzeniowymi zapychającymi całe menu. Trybula jest ziołem zimowym. Jeśli posadzi się ją jesienią w Danii, to przezimuje i zacznie rosnąć wczesną wiosną, w przeciwieństwie do lata, kiedy to rośnie szybko z nasion. Mam teraz dużo trybuli w ogrodzie i dlatego przygotowałam z niej zupę na obiad. W lesie można też znaleźć dziki czosnek, więc robię również oliwę z dzikim czosnkiem do chleba. Jest tak samo dobry jak prawdziwy włoski chleb czosnkowy.

Zupa z trybuli (4 porcje)
1 mała garstka z boczku, pokrojonego w kostkę (100g) 
1 por 
1 lub 2 cebule 
1 liść laurowy 
3 ziemniaki
 1 mała marchewka
 opcjonalnie - małe zielone kawałki kapusty / zewnętrzne liście kalafiora / ½ łodygi brokuła (pamiętaj, że ekokucharz nie wyrzuca niczego użytecznego) 
2 listki lubczyku 
2 duże garście drobno posiekanej trybuli 
skórka + sok z cytryny ½ lub trochę octu 
 sól + pieprz
 1 jajko na osobę (lekko miękkie w środku, pomiędzy jajkiem ugotowanym na miękko a na twardo)


Zdjęcie autorstwa Jeanette Pedersen

1) Podsmaż boczek aż do zrumienienia
2) Pokrój por i cebulę. Dodaj boczek i gotuj do miękkości 
3) Dodaj resztę warzyw pokrojonych w kostkę, liść laurowy, lubczyk i tyle wody, by było jej o 1cm więcej niż warzyw w garnku. 
4) Gotuj 15 minut  a w międzyczasie ugotuj jajka 
5) zmiksuj zupę.
6) Dodaj trybulę, dopraw cytryną, solą i pieprzem. 
7) Podawaj  połówkami jajek pływającymi w zupie i z chlebem tostowym 

Olej z dzikim czosnkiem - smarowidło na tosty
chleb na tosty 
6/5 liści dzikiego czosnku
dobry olej rzepakowy
 sól + pieprz 

1) Zrób tosty z chleba
2) Posiekaj grubo liście dzikiego czosnku wymieszaj je z olejem. 
3) Dopraw solą i pieprzem i posmaruj tosty.  
4)Jedz razem z zupą z trybuli 

Rabarbar to kolejne cudo, które zaczęło pojawiać się w ogrodzie. 

Rabarbarowo malinowy trifle (4 porcje) 
400g rabarbaru
około 100 ml cukru 
 Garść mrożonych malin
 
½ łyżeczka startego imbiru 

3-4 kromki suchego chleba 
masło 
1 -2 łyżki cukru
makaroniki
Zdjęcie autorstwa Jeanette Pedersen
bita śmietana 

1) Pokrój rabarbar i wymieszaj z cukrem w garnku i gotuj bez wody przez około 5-10 minut, do miękkości.2) Dodaj maliny i imbir, dopraw cukrem i odstaw, żeby wystygło
3) Pokrój chleb w drobne kawałki i podsmaż na maśle
4) Kiedy chleb jest rumiany, dodaj cukier i poczekaj aż zacznie się karmelizować 

5) Wymieszaj podsmażony chleb z pokruszonymi makaronikami 
6) Ubij śmietanę. Układaj warstwami rabarbar, chleb i śmietanę, zaczynając od rabarbaru.  
7) Podawaj i ciesz się wiosną



Jeanette Pedersen

niedziela, 29 kwietnia 2012

Zapowiedzi - Łasuchowy gość

Zdjęcie: Jeanette Pedersen
Mam dla Was nie lada niespodziankę. Od jakiegoś czasu Łasuch przechodzi serię wiosennych przemian. Na początek zmienił się nieco układ i wygląd bloga, choć wielu z Was mogło tego nie zauważyć, bo zmiany były drobne. Niedługo pojawi się nowe łasuchowe logo, nad którym trwają prace przygotowawcze a w zanadrzu mam jeszcze kilka innych niespodzianek. Dzisiaj mogę Wam już powiedzieć o jednej z nich. Zaprosiłam do współpracy moją koleżankę z Danii, Jeanette Pedersen. Będzie tak samo jak ja pisała o jedzeniu, ale inaczej. Jeanette mieszka na półwyspie Jutlandzkim, w prześlicznym domku z ogrodem. Uwielbia potrawy świeże, sezonowe, często prosto ze swojego ogródka, więc jestem przekonana, że przekona Was do swoich kuchennych czarów. Uwielbia też fotografować swoje kulinarne dzieła, więc i na tym froncie Was nie zawiedzie. Jej post już bardzo niedługo u Łasucha więc zapraszamy Was bardzo serdecznie do odwiedzin.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Ślimak, ślimak, pokaż nutellowe rogi... / Snail-shaped nutella cookies

Jeżeli odwiedzą Was niespodziewani goście lub wybieracie się na piknik, to te super proste i super szybkie ślimakowe ciastka są  właśnie dla Was. Przygotowuje się je dosłownie chwilę przy użyciu minimalnej ilości kuchennych przyborów, więc te ciasteczka są jednymi z najmniej kłopotliwych słodyczy, jakie możecie sobie wymarzyć a przy tym są pyszne. Ja w ślimaki zawinęłam nutellę, ale równie dobrze możecie ją zastąpić dżemem lub masłem orzechowym, choć mnie osobiście to połączenie smaków nie pasuje. Acha i po moich ostatnich ekscesach z mięsem zawracam na wegetariańską ścieżkę, więc nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że jeżeli jesteście weganami, nutellę wystarczy zastąpić wegańskim kremem orzechowo-czekoladowym.

Składniki (ok. 30 - 40 sztuk)
1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego (polecam to  zawinięte w rulon i trzymane w supermarketach w lodówkach. Ciasto jest zawinięte w papier do pieczenia, który możecie wykorzystać. Z mrożonym ciastem francuskim jest trochę więcej kłopotu, bo trzeba odczekać, aż ciasto się rozmrozi)
ok. 4 łyżek nutelli lub wegańskiego kremu czekoladowo - orzechowy

1. Rozwiń rulon ciasta francuskiego i przekrój na pół
2. 2/3 powierzchni każdej połówki ciasta posmaruj z wierzchu kremem czekoladowo-orzechowym zostawiając z jednej strony pasek "gołego" ciasta, żeby rulon można było dobrze skleić.
3. Zawiń ciasto w rulon, nutellą do wewnątrz
4. Gotowe dwa rulony pokrój w plasterki i odłóż je na papierze do pieczenia
5. Zapiekaj w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 15 - 20 minut, aż do momentu kiedy ślimaki lekko zbrązowieją.


środa, 18 kwietnia 2012

Pijane banany w sosie rumowo-karmelowym / Drunken bananas in carmel sauce

Wiosna nadchodzi powoli. Coraz częściej, choć nie zawsze, możemy liczyć na słońce i wyższe temperatury. To znak, że trzeba powrócić do obyczaju przemieszczania się po mieście rowerem. Jest ekologicznie, zdrowo, tanio i przyjemnie (oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi rowerowe przejażdżki). A dlaczego o tym wszystkim piszę? A dlatego, że największą zaletą przesiadki z samochodu na rower jest możliwość bezkarnego pochłaniania takich oto właśnie pyszności. Jestem pewna, że jest to jak najbardziej przekonujący argument ;-)

Składniki (2 porcje)
1 duży lub dwa małe dojrzałe, ale jeszcze jędrne banany, obrane i pokrojone wzdłuż na pół
2 łyżki masła 
4 łyżki cukru
2 łyżki wody
chlust (lub dwa lub ewentualnie trzy chlusty) ciemnego rumu
5-6 łyżek zimnej śmietany 30%
opcjonalnie 2 kulki lodów waniliowych 

1. W rondelku podgrzewaj cukier z wodą aż do chwili, kiedy utworzy się gęsty syrop o karmelowym kolorze
2. Dodaj śmietanę i łyżkę masła i mocno mieszaj, żeby składniki dobrze się połączyły
3. Dodaj rum i podgotuj jeszcze parę chwil, żeby sos zgęstniał
4. Podczas gdy sos karmelowy z rumem gęstnieje, na oddzielnej patelni dobrze rozgrzej masło i krótko podsmażaj banany z dwóch stron pilnując, żeby banany się nie rozpadły
5. Przelej sos karmelowy na patelnię ze smażonymi bananami i podgrzewaj jeszcze przez chwilkę, żeby smaki się połączyły
6. Podawaj od razu, jeszcze gorące
7. Opcjonalnie możesz dodać kulkę lodów waniliowych

Wzorowałam się na przepisie Michaela Smitha z programu "Domowy Kucharz".

piątek, 13 kwietnia 2012

Kurczak w czerwonym winie czyli prawie Coq au vin / Chicken in red wine sauce a la french coq au vin

Nie jestem największą entuzjastką mięsa na świecie. Nawet nie jestem w pierwszej dziesiątce entuzjastów. Przez większość miesięcy w roku mięso mogłoby dla mnie wcale nie istnieć. Nie czuję potrzeby jedzenia i nawet odrobinę za nim nie tęsknię. Po prostu mój organizm go nie potrzebuje. Przychodzą jednak takie chwile, kiedy mój organizm krzyczy o odrobinę zwierza na talerzu. Ulegam wtedy, ale tylko na chwilę, tylko po to, by niedługo wrócić znów na drogę wegetarianizmu. Jestem przekonana, że mój organizm sam najlepiej wie, czego potrzebuje i skoro przez długi okres czasu bez żalu obywa się bez mięsa a potem nagle wrzeszczy i tupie nóżkami, to coś jest na rzeczy. Wsłuchuję się wtedy w moje potrzeby i ulegam chwilowym zachciankom. Tak było i tym razem. Wybór padł na rustykalne danie kuchni francuskiej, czyli kurczakową pierś duszoną w czerwonym winie. Absolutny hit wszelkiego rodzaju przyjęć, bo można go przygotować dużo wcześniej, zanim jeszcze zjawią się goście. Nie zaszkodzi mu też kilka dodatkowych minut w piekarniku, więc możecie spokojnie zaprosić spóźnialskich. Dodatkowo świetnie smakuje następnego dnia, o ile coś zostanie;-)
Piersi kurczaka w winie robię na wzór francuskiego coq au vin, czyli koguta w winie. Podobnie jak bigos w Polsce, coq au vin ma we Francji dokładnie tyle odmian i smaków ile jest kucharek i kucharzy, którzy go przyrządzają. Ja lubię go troszkę na słodko, ale tego samego kurczaka w winie można również przygotować na sposób wytrawny, zmniejszając lub eliminując użycie cukru. Jestem mięsnym niejadkiem, więc do tej potrawy wybieram piersi z kurczaka, z kością dla smaku, ale będzie smakował równie dobrze a nawet lepiej jeżeli przygotujecie w ten sposób całego kurczaka.
Kurczak w winie najlepiej smakuje z ziemniakami  lub ze świeżą bagietką i z miksem sałat z delikatnym vinaigrettem. No i oczywiście z czerwonym winem. Najlepiej tym samym, którego użyliście do gotowania.

Składniki (4 porcje)
1 duża pierś kurczaka z kością (mogą być też inne części kurczaka). Kości oddzielone od mięsa
około 100-150 g boczku wędzonego pokrojonego w kostkę
200 g małych pieczarek obranych ze skórki i przekrojonych wzdłuż na połowę
2-3 cebule pokrojone na połówki
butelka czerwonego, wytrawnego wina
olej ryżowy do smażenia
mąka - kilka łyżek, do oprószenia kurczaka
natka pietruszki do dekoracji
cukier do smaku

1.  Na suchej patelni podsmaż boczek wraz z cebulą
2. Jak boczek będzie chrupiący przełóż go do naczynia żaroodpornego, w którym będziesz zapiekać kurczaka
3. Na patelnię dodaj trochę oleju ryżowego i podsmaż pieczarki. Podsmażaj krótko, do przypieczenia skórki
4. Po usmażeniu  przełóż pieczarki i cebulę do tego samego naczynia, gdzie jest już boczek
5. Nie czyść patelni, 
6. Oprósz delikatnie wszystkie kawałki mięsa mąką i smaż na tej samej patelni, co boczek i pieczarki, dolewając więcej oleju do smażenia o ile to konieczne. Smaż ze wszystkich stron, tylko do momentu zrumienienia wierzchniej warstwy. Kurczak będzie miał szansę dopiec się w piekarniku podczas duszenia
7.  Wszystkie podsmażone kawałki kurczaka oraz kości przełóż do tego samego naczynia, w którym znajdują się już pieczarki, boczek i cebula.
8. Patelnię zalej butelką czerwonego wina
9.Pogotuj wino chwilkę, żeby alkohol odparował i żeby od dna patelni odkleił się smak :-) Dopraw cukrem, jeżeli chcesz, żeby kurczak był po słodkiej stronie mocy
10. Gorącym winem zalej kurczaka 
11. Zapiekaj w piekarniku nagrzanym do 180-200 stopni przez mniej więcej 40 minut.
12. Przed podaniem usuń kostne szkielety, który gotowały się z resztą kurczaka dla smaku i udekoruj świeżą natką pietruszki.

środa, 11 kwietnia 2012

wygrany konkurs i orzechy piorące

Z okazji wiosny Ulla z bloga Kuchnia na wzgórzu zorganizowała eko konkurs. Tak się fajnie złożyło, że go wygrałam. Hip, hip hurra :-D W nagrodę otrzymałam od Ulli całą torbę orzechów piorących, za którą bardzo dziękuję. 

Muszę przyznać, że ucieszyłam się z tej nagrody jak dziecko, bo choć wprowadziłam do swojego życia wiele ekologicznych rozwiązań (właśnie dlatego wygrałam ten eko konkurs), to cały rozdział pt. chemia w domu mam jeszcze całkowicie nieprzerobiony. Do zagadnienia ekologicznej czystości podchodzę z lekką nutką niepewności. I chciałabym i boję się. Czy aby na pewno eko środki zadziałają, czy aby na pewno będzie czysto i czy aby na pewno będzie właściwie odkażone...? Chcę wierzyć, że tak. Przede mną wiele prób i doświadczeń. Trochę informacji o orzechach i sposobie ich używania znalazłam u Ulli, trochę na blogu sklepu Ecoshop, no i oczywiście wujek google też był pomocny. Teraz pozostaje mi tylko zabrać się do próbowania. Chcę przetestować orzechy jako środek piorący, myjący i zmywający, więc sporo roboty przede mną. Nawet moja Mama, zazwyczaj sceptycznie nastawiona do moich ekopoglądów i ekodziałań, słyszała o orzechach wiele dobrego i koniecznie chce spróbować.

A Wy korzystałyście kiedyś z orzechów piorących? Jeżeli tak, to podzielcie się, proszę, ze mną, żółtodziobem, swoimi doświadczeniami? Na pewno przyda się każda dobra rada :-) 

czwartek, 5 kwietnia 2012

Wiosennie cytrynowa babka piaskowa w sam raz na wielkanoc / Lemon pound cake

Od czasu Walentynek nie pojawił się na blogu żaden deser a to do mnie wręcz niepodobne. Już to naprawiam za pomocą przepysznej, wiosennie orzeźwiającej babki cytrynowej, która pojawi się już wkrótce na moim wielkanocnym stole, jak co roku. Lubię tę babkę za to, że jest z wierzchu delikatnie chrupiąca i nie za słodka ze względu na obecność skórki cytrynowej i soku z cytryny. Idealne antidotum na mazurkowe zasłodzenie, któremu się poddaję rok w rok. Babkę cytrynową przygotowuje się bardzo prosto. Pod warunkiem pilnowania i zachowania właściwych proporcji, zawsze wychodzi. Podoba mi się w niej również to, że składniki odmierza się za pomocą szklanek, więc nie potrzeba do jej upieczenia wagi. To bardzo ułatwia cały proces. Jedyną słabą strona tej babki jest to, że jej wierzch zawsze nam pęka podczas pieczenia. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale się tym zupełnie nie przejmuję. Pamiętam słowa Nigelli, która mówiła, że jedzenie domowe nie musi wyglądać idealnie, tak jak w restauracji. Ma być domowe i pyszne. I taka właśnie jest ta babka cytrynowa. Domowa i pyszna. 

Składniki:
1 szklanka mąki ziemniaczanej
1 szklanka mąki pszennej
1 łyżka proszku do pieczenia
4 jajka
3/4 szklanki cukru pudru
3/4 paczki masła (może być masło roślinne)
sok i skórka z 1 cytryny (koniecznie jedna cytryna. Dwie to już o jedną za dużo)
cukier puder do posypania

1. Utrzyj (mikserem) masło z cukrem na puszystą masę
2. Wmieszaj obie mąki i proszek do pieczenia
3. Dodawaj stopniowo do masy po jednym jajku
4. Dodaj sok i skórkę z cytryny
5. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 40 minut lub do momentu, kiedy patyczek włożony i wyjęty z ciasta będzie suchy i nie zostanie na nim surowe ciasto.
6. Ostudź i posyp wierzch cukrem pudrem

Korzystając z okazji, życzę Wam Wszystkim zdrowych, spokojnych no i przede wszystkim ciepłych i słonecznych Świąt Wielkanocnych. Do zobaczenia po świętach :-)



wtorek, 3 kwietnia 2012

Jajka w koszulkach z bekonowymi wstążkami / Poached eggs with bacon ribbons

Jeżeli macie ochotę na przepyszne śniadanie wielkanocne i lubicie jajka ugotowane tak, żeby żółtko było płynne, to ta propozycja jest w sam raz dla Was. Pysznie i wykwintnie. Przyznam szczerze, że najlepiej użyć paluchów do maczania bekonowych wstążek w płynnym i jeszcze ciepłym żółtku. Najlepiej wtedy smakuje a my mamy niebywałą przyjemność z bliższego jeszczcze bardzie organoleptycznego, niż zazwyczaj,  obcowania z jedzeniem, które spożywamy. Muszę się Wam przyznać, że jajka w koszulkach z dodatkiem bekonu są po prostu absolutnie boskie. Porcja, którą widzicie na zdjęciu wydawać by się mogła porcją dla dwóch. Dwa bekonowe gniazdka, dwa jajka w dwóch koszulkach, dwa kawałki chleba. Ale nie, to porcja w sam raz dla jednej osoby :-) Przygotowuje się ją w kilka dosłownie minut, ale ważne jest to, żeby jajka w koszulkach podawać gorące. No i nie wspomniałam jeszcze o najważniejszym. Jajka w koszulkach będą pyszne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy użyjecie najświeższych jajek. Idealnie, gdyby były ekologiczne "zerówki". Wtedy będą najsmaczniejsze.          

If you fancy a delicious Easter breakfast and if you like soft boiled egg yolks, this poached eggs with bacon ribbons are just perfect for you. I admit frankly that it is best to use fingers for dipping bacon ribbons in liquid, warm egg yolk. You will prepare them in literally a few minutes, but the important thing is to serve poached eggs immediately after preparation. And I have't mentioned the most important thing. Poached eggs are delicious but only if you use the freshest eggs. Ideally, if they were eco eggs, from happy, independent hens. Then your poached eggs  will be the best.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Szczęśliwe jajka od szczęśliwych kur


Przy okazji zbliżających się świąt wspomnę też o tym, że warto oprócz ekologicznego i jak najbardziej naturalnego kolorowania świątecznych jajek, zadbać o to, by jajka również były ekologiczne. Ja swoje kupuję na wsi, bezpośrednio od zaprzyjaźnionej gospodyni. Jeszcze nieostemplowane, świeże, prosto od szczęśliwych kur, które łażą sobie swobodnie po całym podwórku i wygrzebują pazurkami robale z ziemi. Te jajka są nie tylko bardziej ekologiczne, zdrowsze i świeższe, ale również dużo smaczniejsze od jajek pochodzących od kur z chowu przemysłowego. Są droższe, to fakt, że wolę zjeść mniej jajek, ale smaczniejszych. Jeżeli nie macie zaprzyjaźnionej gospodyni, która zapewni Wam świeże jajka od szczęśliwych kur zawsze możecie poszukać w klepach ze zdrową żywnością. Tam najpewniej znajdziecie te już ostemplowane. Szukajcie tych z zerem na początku. To te najbardziej ekologiczne i od najbardziej szczęśliwych kur. Jeżeli nie chcecie zrobić tego dla kur, zróbcie to dla siebie, bo ekologiczne jajka są naprawdę dużo, duuuużo smaczniejsze :-)

A tu krótka ściąga z oznakowania jaj:
3                                                  PL                                    12345678
sposób chowu kur                  kod kraju                             weterynaryjny numer identyfikacyjny
(patrz poniżej)                         producenta                          określający fermę

0 na początku - produkcja ekologiczna - szczęśliwe kury. Wolne, niezależne, z szerokimi horyzontami myślowymi i spacerowymi i jedzące ekologiczną karmę. Produkują szczęśliwe i najsmaczniejsze jajka.
1 na początku - chów wolnowybiegowy - trochę mniej szczęśliwe kury niż "zerówki", ale ciągle wolne i niezależne, z szerokimi horyzontami myślowymi i spacerowymi. Każda kura powinna mieć do dyspozycji nie mniej niż 4 metry sześcienne.
2 na początku - chów ściółkowy - kury żyjące w więzieniu. Niewinne kury stłamszone w ciasnych pomieszczeniach, z pewnymi  swobodami, obarczone obowiązkiem znoszenia odpowiedniej ilości jajek na dobę.
3 na początku - chów klatkowy - kury żyjące w ciasnym więzieniu o zaostrzonym rygorze, mimo iż nie popełniły żadnego przewinienia, oprócz tego, że urodziły się kurami. Absolutnie żadnych swobód tylko same obowiązki w postaci produkowania odpowiedniej liczby jajek na dobę. I jak jajko od takiej nieszczęśliwej i stłamszonej kury może być smaczne?

A tu jeszcze jedna zachęta i kampania społeczna fundacji VIVA:


Pozostaje mi Wam życzyć smacznego i ekologicznego jajka :-) 

sobota, 24 marca 2012

Brukselka z boczkiem / Brussel sprouts with bacon

Brukselka to do tej pory jedno z dwóch, zaraz po fenkule, warzyw, których nienawidziłam. Znienawidzona przede wszystkim za swój gorzki smak, który nie należał do najprzyjemniejszych pozostawała przeze mnie niezauważalna przez wiele lat. Fenkuł do tej pory ma zaszczytne, pierwsze miejsce w tej kategorii i szybko się to nie zmieni. Brukselka natomiast z drugiego miejsca wypadła w ogóle z tego rankingu i jest to zaiste odkrycie sezonu. Dlaczego tak się zadziało? Co tak ważnego musiało się stać, że nagle znienawidzona brukselka staje się warzywem fascynującym i na nowo odrywanym? Otóż dowiedziałam się z artykułu Magdy Gessler, że brukselka wcale nie musi być gorzka i to jedno zdanie było przełomowe. Zaczęłam eksperymentować i wyszło lepiej niż myślałam. Rzeczywiście, goryczkę da się usunąć za pomocą cukru dodanego do brukselki podczas szybkiego smażenia. W efekcie wychodzi niezwykle ciekawe w smaku i inspirujące warzywo, które można łączyć z innymi składnikami na tysiąc różnych sposobów. Tym razem brukselka występuje w wersji absolutnie niewegetariańskiej, bo z dodatkiem wędzonego boczku. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdyby już niedługo nie miała się tu pojawić wersja całkowicie wegetariańska a nawet wegańska. Ale na tę wersję trzeba jeszcze chwilkę poczekać.

Nie było by to tak ważne odkrycie, gdyby brukselka nie była niskokaloryczna i tak wartościowa pod względem zawartości białka, błonnika, witam i soli mineralnych. W tych małych główkach kapusty brukselskiej kryje się sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, beta karoten a także witaminy E, K, H, B1, B2, B3, B5, B6, C a także kwas foliowy*). Warto więc zapomnieć o niemiłych doświadczeniach z dzieciństwa z brukselką w roli głównej i przekonać się, że nie taka brukselka straszna jak nam się do tej pory wydawało.

Składniki (2 porcje)
ok. 50 g wędzonego boczku
0,5 kg brukselki
sól i cukier
olej rzepakowy do smażenia
odrobina wody

1. Odpowiednio przygotuj brukselkę tzn. obierz z wierzchnich liści, odkrój odrobinę dolnej łodygi, przekrój na ćwiartki lub połówki w zależności od wielkości
2. Na suchej patelni podsmaż wędzony boczek pokrojony w drobną kostkę
3. Przełóż boczek z patelni i odstaw. 
4. Rozgrzej olej na patelni
5. Na porządnie rozgrzany olej wrzuć brukselkę uprzednio przygotowaną brukselkę
6. Po chwili dodaj sól i cukier, które wyciągną gorycz z brukselki
7. Po kilku minutach smażenia dodaj na patelnię odrobinę wody, żeby brukselka trochę zmiękła. Jeżeli chcesz mieć brukselkę miękką, to przykryj pokrywką i podduś jeszcze trochę. Jeśli wolisz brukselkę twardawą i jędrną, to po wygotowaniu się całej wody jest już gotowa.

* http://www.kobieta.info.pl

czwartek, 22 marca 2012

Przygotowania do świąt wielkanocnych - obierki od cebuli

Powoli zbliżają się święta a wraz z nimi pisanki. W tym roku chcę, żeby moje pisanki i świąteczne jajka były naturalne, ekologiczne i pozbawione tych  wszystkich sztucznych barwników i kolorowych folii z nadrukami. Żeby móc zrealizować swoje plany już tydzień temu w miejscu, gdzie kupuję co tydzień swoje warzywa, poprosiłam o zbieranie  dla mnie łupinek cebul, bo do kolorowania jajek potrzeba ich naprawdę dość sporo, zwłaszcza jeżeli będziecie jeść jajka kilogramami. Warto o tym pomyśleć wcześniej, bo na dwa dni przed świętami może być za późno, bo wszystkie łupinki cebul już dawno będą przekazane zapobiegliwym, takim jak ja :-) 

A jak zakolorować jajka opowiem Wam w przyszłym tygodniu, jak już uzbieram właściwą ilość cebulowych koszulek. Opowiem Wam również o innych naturalnych i ekologicznych barwnikach do jajek.

Już wkrótce kolejne danie niewegetariańskie. Zapraszam Was serdecznie do odwiedzin :-) 







środa, 14 marca 2012

Prosty sposób na domową hodowlę kiełków

Wiosna, to wbrew pozorom najgorszy dla nas okres w roku. Choć przyroda pięknie budzi się do życia,  dnia przybywa a na dworze coraz częściej widać słońce, to my w tym czasie najczęściej walczymy z wiosennym przesileniem lub nawet depresją. Jesteśmy zmęczeni i osłabieni jesienią i zimą, złą pogodą, ciągłym brakiem światła dziennego i walką z przeziębieniami i chorobami. I jak tu mieć siłę na wiosenne przebudzenie z zimowego snu? 
Sposobów jest kilka i to bardzo prostych, ale jednym z nich jest regularne dostarczanie organizmowi dużej ilości składników odżywczych. Można to zrobić za pomocą piguł wszelakich, ale ja do tego sposobu nie mam przekonania. Nie wiem, czy laboratoryjnie wygenerowane witaminy to coś, z czego korzysta mój organizm, czy może raczej przypadkowi pasażerowie na gapę i śmieciuchy, jeśli wiecie o czym/kim mówię. Ja wybieram więc naturalne sposoby pozyskiwania potrzebnych mi składników odżywczych. Zwłaszcza wiosną, kiedy mój organizm jest najsłabszy, stawiam na kiełki. Ekstremalnie zdrowe, pyszne, świeżutkie, wyhodowane przeze mnie i tanie. Sprawią, że my poczujemy się lepiej, a nasze: skóra, paznokcie i włosy odzyskają chęć to wyglądania.
Nigdy nie miałam przekonania do kiełków sprzedawanych w supermarkecie. Nie wiem, kiedy tak naprawdę zostały wyhodowane, czym były podlewane i jak długo leżą na sklepowej półce. Kiełki wyhodowane w domu, to co innego. Proste w obsłudze, tanie i zawsze świeże. To jest to!

Tylko jak wyhodować kiełki?  

Sposobów jest kilka, ale ja opiszę Wam metodę, którą stosuję z powodzeniem już od wielu lat. Moja hodowla kiełków możliwa jest dzięki kiełkownicy, którą widzicie na zdjęciach. Można ją kupić w każdym szanującym się sklepie ze zdrową żywnością. Widziałam ją też w jednym w supermarketów budowlanych (!). Kosztuje niewiele, bo w granicach 30 - 50 zł w zależności od miasta a starcza na lata (przy odpowiednim traktowaniu). Moja ma już około 10 lat i póki co nie planuję jej wymieniać na nowszy model, choć widać już pierwsze zmarszczki. 
 
Kiełkownica składa się ze zbiornika na wodę, trzech tacek do hodowli oraz pokrywki. Trzy tacki można wykorzystywać na różne sposoby. Można w jednym czasie wyhodować na różnych piętrach różne kiełki, można również zacząć hodowlę ulubionych kiełków tylko na jednej tacce i potem co kilka dni stopniowo dokładać kolejne, żeby pozyskiwać kiełki stopniowo. 
Hodowlę zaczynamy od wysiania kiełków, tak jak na animacji. Ja użyłam trzech rodzajów, tak jak na jednym ze zdjęć, od lewej,  rzodkiewki, rzeżuchy i lucerny (alfa alfa). Na każde piętro sypiemy wybrane przez nas kiełki. Na ostatnie piętro lejemy wodę, najlepiej letnią, przegotowaną, tak, żeby lekko zakryć czerwony kanalik i zakładamy pokrywkę. Poprzez system kanalików woda skapuje sobie z najwyższego piętra, przez te znajdujące się niżej, aż do zbiornika na wodę. Jak już cała woda znajdzie się w dolnym zbiorniku należy wodę wylać i zapewnić kiełkom trochę spokoju, aż do kolejnego podlewania. Podlewamy 2 - 3 razy dziennie i mniej więcej po 4-6 dniach możemy się cieszyć naszymi własnymi kiełkami. 
Po wyhodowaniu kiełki możemy osuszyć i włożyć do lodówki na około 7 dni, ale u mnie nigdy tyle nie wytrzymują. Pojemnik starannie czyścimy, najlepiej szczoteczką, żeby pozbyć się wszelkich nieczystości i pozostałości po starych hodowlach. Starajmy się nie używać detergentów, żeby potem te detergenty nie znalazły się na naszych kiełkach.  Woda w octem sprawdzi się lepiej, zwłaszcza, gdy przypadkiem któraś hodowla nam nie wyjdzie i zapleśnieje.

Kiełki dodajemy do sałatek, na kanapki i wszędzie, gdzie tylko chcemy :-) 

sobota, 10 marca 2012

Klasyczna francuska tarta lotaryńska (Quiche lorraine) / French quiche lorraine

Czas na kulinarne podróże. Talerzem powędrowałam po mapie i postanowiłam zatrzymać się na chwilę w północno-wschodniej Francji a dokładniej w regionie Lotaryngii, skąd pochodzi dzisiejszy przepis.

Tę wytrawną tartę lubię nazywać różnie, z francuska, quiche lorraine, czasami tartą lub plackiem lotaryńskim a czasami po prostu kiszem. Nazwa nie ma jednak znaczenia, liczy się smak. I choć nie jest to danie ani zdrowe, ani dietetyczne, to jest przepyszne. Nie będę też ukrywać, że wymaga trochę czasu na przygotowanie ale efekt końcowy wart jest całej naszej pracy. Idealnie nadaje się zarówno na uroczystą kolację, czy lekki lunch. Można go równie dobrze jeść na zimno lub na ciepło w zależności od upodobań. Idealnie smakuje serwowany z miksem sałat skropionych lekkim winegretem i z niezobowiązującym białym, lekkim winem. Na myśl przychodzi mi lekko słodki Riesling, który przełamie ostry smak wytrawnej tarty, ale to tylko moja sugestia. Eksperymentujcie i szukajcie idealnego połączenia.
 

Składniki na kruche ciasto (do foremki o średnicy 26cm)
180 g mąki
85 g masła lub masła roślinnego
sól
zimna woda

Składniki na nadzienie
260 g sera cheddar lub sera morskiego
5-6 jajek
250 ml śmietany 30 lub 36%
200 g bekonu
opcjonalnie (pół czerwonej, pieczonej papryki, pokrojonej w kostkę)
sól i pieprz do smaku
odrobina gałki muszkatołowej, świeżo zmielonej
pół pęczka świeżej natki pietruszki, drobno posiekanej
odrobina świeżego tymianku (może być z balkonowej doniczki)

1. Wymieszaj sól z mąką i zagnieć z masłem aż powstaną grudki ciasta. 
2. Dodaj wodę i wyrób kruche ciasto
3. Schładzaj w lodówce około 0,5 godziny
4. Rozwałkuj ciasto i wyłóż nim tortownicę o średnicy 26 cm
5. Nakłuj ciasto widelcem w kilku miejscach, rozłóż folię aluminiową i przysyp ciasto fasolą, żeby je obciążyć i żeby nie uniosło się podczas pieczenia
5. Piecz w temperaturze 180 stopni około 15 minut
6. Zdejmij fasolę i folię i piecz jeszcze około 5 minut, tak aby tarta się zrumieniła
7. W trakcie pieczenia tarty, podsmaż bekon na patelni
8. Zetrzyj ser na tarce o grubych oczkach
9. W dużej misce dobrze wymieszaj jajka ze śmietaną. 
10. Miksturę jaj i śmietany dopraw solą pieprzem, tymiankiem i gałką
11. Po 20 minutach wyjmij spód do tarty z piekarnika
12. Na spodzie tarty rozłóż bekon, ser i paprykę (jeżeli jej używasz) a na samym wierzchu natkę pietruszki
13. Zalej miksturą z jajek i śmietany
14. Zapiekaj jeszcze przez 30-45 minut w piekarniku aż masa jajeczna się całkowicie zetnie. Masa jajeczna podczas pieczenia będzie się pięknie podnosić, ale po wyjęciu z piekarnika opadnie. To normalne. 
15. Przed podaniem na stół pozwól tarcie odpocząć 10 minut. 

środa, 7 marca 2012

Jajeczno-serowe smarowidło kanapkowe / Eggs and cheese sandwich spread

Każdy szanujący się dietetyk powie, że śniadanie, to jeden z najważniejszych posiłków dnia. Ja tę wiedzę posiadłam już dawno, bardzo dawno temu. Każdego dnia, pierwszą rzeczą jaką robię po wstaniu z łóżka to marsz w kierunku kuchni. Może się walić, może się palić, ale śniadanie musi być. Zawsze lub prawie zawsze celebrowane i nie byle jakie. Wolę wstać, z trudem, pół godziny wcześniej, ale śniadaniem lubię się cieszyć.  No i musi być pyszne i pożywne, żebym miała siłę i energię na resztę dnia a przy tylu obowiązkach jakie mam, tej siły i energii potrzebuję dość sporo. Dzisiejsza  propozycja to może nie najzdrowszy sposób na rozpoczęcie dnia i może nie najmniej kaloryczny, ale zdecydowanie jeden z najpyszniejszych i z bardziej pożywnych. Polecam przygotować takie smarowidło jajeczno-serowe wieczorem, żeby przez noc smaki się przegryzły. Smarowidło będzie wtedy jeszcze lepsze. Najlepiej będzie smakować z ostrym w smaku pumperniklem lub z chrupkim chlebkiem tekturkowym. I aż się nie będzie chciało wstać od stołu :-). 

Podobną pastę przygotowała też Śliwka na blogu Burczy mi w brzuchu, tylko że śliwkowa wersja nie przewiduje oliwek, więc będzie miała zupełnie inny smak. Zapewniam Was, że obie i moja i śliwkowa są pyszne, tylko moja bardziej charrrakterna jest i tyle :-)

Składniki (2 porcje)
2 jajka ugotowane na twardo
około 100 g ostrego sera żółtego (proponuję cheddar lub morski)
1 łyżka majonezu
garść oliwek zielonych (bez pestek)
sól i pieprz do smaku

1. Obierz jajka ze skorupki
2. zetrzyj ser żółty na tarce (cienkie oczka)
3.  rozgnieć jajka na twardo widelcem
4. posiekaj drobno oliwki
5. Wymieszaj jajko, starty ser i oliwki
6. Dodaj majonez i wszystko starannie wymieszaj
7. Dopraw solą i pieprzem
8. Pozostaw na noc w lodówce, żeby smaki się przegryzły


niedziela, 4 marca 2012

Kapusta kiszona zasmażana z fasolą / Sour pickled cabbage with white beans


Nigdy bym się nie spodziewała, że takie niepozorne danie może okazać się pyszne, pożywne i ekstremalnie proste i szybkie w przygotowaniu. Przepisu dokładnego nie miałam, bo Magda Gessler nie zdradza swoich tajemnic, więc przepis na kapustę kiszoną zasmażaną z fasolą, którą widać na zdjęciu, była dla mnie kulinarnym wyzwaniem. Przez pewien czas głowiłam się, jak połączyć i doprawić składniki, żeby wyszło tak samo dobrze lub lepiej. Efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Udało się już za pierwszym razem osiągnąć właściwe proporcje i oczekiwany smak.


Składniki (1 porcja)
1 mała cebula pokrojona w kostkę
ok. 200 g kapusty kiszonej (prawdziwej, nie z supermarketu, nie za bardzo ukiszonej i nie za kwaśnej)
ok 50-100 g ugotowanej białej fasoli
łyżka mąki
sól i pieprz do smaku
olej ryżowy
majeranek
1 łyżka mąki

1. Podsmaż cebulę z odrobiną soli na oleju ryżowym pilnując, żeby się nie przypaliła
2. Przelej kapustę kiszoną gorącą wodą, żeby kapusta nie była zbyt kwaśna, ale zachowała swoja jędrność i smak kiszonki
3. Pokrój kapustę kiszoną, żeby potem przy jedzeniu nie przypominała nitek spaghetti
4. Dodaj opłukaną kapustę do smażone cebuli
5. Zasyp łyżką mąki i starannie wymieszaj
6. Dodaj fasolę, majeranek oraz sól i pieprz do smaku

sobota, 25 lutego 2012

Pieczone buraki na pęczaku z migdałami / Baked beets with almonds and pearled barley

Kolejny już raz nawiązuję do pieczonych buraków, o których opowiadałam Wam już jakiś czas temu. Jak widać, są dla mnie źródłem nieustających inspiracji. Tym razem słodko-kwaśne buraki występują w towarzystwie mojej ulubionej kaszy pęczak i chrupkich migdałów. To wersja wegańska i tę wersję widać na zdjęciach. W tej wersji można również dodać odrobinę białka w postaci garści ciecierzycy. Wegetarianom polecam jeszcze dodatek ostrego i słonego sera pleśniowego. Będzie jeszcze smaczniejsze, choć połączenie smaków słodkiego, kwaśnego i słonego może być dla niektórych z Was dość odważne.

Jest to całkowicie autorskie połączenie, dopracowane do perfekcji metodą prób i błędów. Jak dla mnie, jest to wręcz idealne połączenie smaków, konsystencji i kolorów, od którego jestem silnie uzależniona. Gdyby nie świadomość, że mój jadłospis powinien być jak najbardziej zróżnicowany, to mogłabym jeść pęczak z buraczkami codziennie. 

Warto pamiętać, że jeżeli już wcześniej upiekliście buraki i zapobiegawczo część z nich zamroziliście, to przygotowanie tego obiadu jest dziecinnie proste i szybkie. Trwa tyle ile rozmrożenie buraków (w mikrofali, piekarniku czy na patelni) i gotowanie kaszy pęczak. Jeżeli dodatkowo ugotujecie pęczak w garnku do gotowania ryżu, o którym też Wam już wspominałam, to obiad praktycznie zrobi się sam.


Składniki (1 porcja):
ok. 70g suchej kaszy pęczak
garść migdałów
ok. 70g buraków pieczonych (pieczonych zgodnie z tym przepisem klik)
opcjonalnie garść cieciorki (z puszku lub ugotowanej)
w wersji niewegańskiej - ok. 20 g sera lazur z niebieską lub zieloną pleśnią lub inny ser o podobnie ostro-słonym smaku.

1. Ugotuj pęczak do miękkości w dużej ilości wody. Możesz ugotować pęczak w zwykłym garnku pamiętając o ciągłym mieszaniu i kontrolowaniu stanu wody, żeby się nie przypalił i nie przywarł do dna. Możesz też użyć garnka do gotowania ryżu. Wtedy pęczak ugotuje się sam.
2. Kilka chwil przed końcem gotowania dodaj do pęczaku migdały w całości oraz jeśli używasz, ciecierzycę
3. Wyłóż pęczak z migdałami na talerz i przykryj buraczkami
4. W wersji wegetariańskiej i niewegańskiej posyp pokruszonym serem lazur.


poniedziałek, 13 lutego 2012

Rozgrzewająca płynna czekolada na walentynki / Vegan hot chocolate


To już ostatnia w tym roku walentynkowa propozycja. Nieźle jak na osobę, która nie lubi za bardzo całej tej komercji święta miłości. Ale jak już podkreślałam, moje walentynkowe propozycje są tylko z przypadku walentynkowe. Mogą był też całkowicie niewalentynkowe. 

Gorąca czekolada już u mnie na blogu wystąpiła, ale w innej, wegetariańskiej wersji. Znajdziesz ją tu. Była gęsta i niezwykle aromatyczna. Dzisiaj wersja lżejsza, wegańska, nie tak aromatyczna ale za to ostra, bo z dodatkiem odrobiny chilli dla podkręcenia atmosfery. Nadaje się nie tylko na romantyczny, walentynkowy wieczór ale także jako wspaniała ulga, kiedy zmarznięci wracamy z zimowego spaceru.  

Jeżeli nie jesteście fanami mleka sojowego i wersji wegańskiej, można tę gorącą czekoladowe odweganizować zamieniając mleko sojowe na zwykłe a gorzką czekoladę, mleczną. 


Składniki (2 porcje)
400 ml mleka sojowego lub innego mleka roślinnego
tabliczka czekolady
odrobina chilli

1. W rondelku podgrzewaj na średnim ogniu mleko z czekoladą i chili, aż czekolada całkowicie się rozpuści
2. Podawaj natychmiast po przygotowaniu





sobota, 11 lutego 2012

Pomarańczowe serce na walentynki / Orange jelly


Kolejna, ale jeszcze nie ostatnia, walentynkowa propozycja. Świeża, zdrowa, dietetyczna i w dodatku całkowicie wegańska. Możecie pałaszować ją bez oglądania się na kalorie i absolutnie bez żadnego poczucia winy. To jeden z moich ulubionych, tzw. "zdrowych" deserów, który przygotowuję nie tylko na walentynki. Deser jest lekko gorzkawy no i kwaskowaty, bo nie dodaję ani grama cukru. Idealnie komponuje się więc z gęstym, słodkim sosem wiśniowym domowej roboty, który przełamuje delikatną gorycz pomarańczy.

Do pewnego momentu przygotowywałam go w wersji niewegetariańskiej z dodatkiem żelatyny, ale na pewnym etapie rozwoju żelatynę zamieniłam na agar-agar. Niełatwo mi się jednak było przestawić, bo w trakcie studiowania agar przewijał się tylko i wyłącznie jako laboratoryjna pożywka dla bakterii. Stąd też przez długi okres czasu występowała u mnie niechęć do kuchennych eksperymentów z agarem. Zupełnie niepotrzebnie, bo agar jest dużo łatwiejszy w użyciu niż żelatyna. Zastyga w wyższej temperaturze niż zwierzęca galaretka, więc jest bardziej stabilny podczas serwowania, no i zdrowszy, choć zdecydowanie droższy, ale wierzę, że to ostatnie może się zmieni. 

Składniki (1 serce jak na fotografii lub dwie małe porcje)
200-250 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
łyżeczka agaru
sos wiśniowy do dekoracji 

1. Zagotuj sok pomarańczowy
2. Do gorącego soku dodaj agar i starannie wymieszaj
3. Przelej do formy, w które galaretka ma zastygnąć
4. Schładzaj w lodówce aż galaretka pomarańczowa zastygnie 
5. Podawaj z dodatkiem słodkiego sosu wiśniowego

 













poniedziałek, 6 lutego 2012

Walentynkowe gondole z bananów / Baked bananas with chocolate

Walentynki zbliżają się wielkimi krokami i już bardzo niedługo zaleją nas wszelkiej maści serduszkami i sercami, większymi i mniejszymi, różowymi, czerwonymi i wszystkim innymi. Postanowiłam się więc i ja walentynkowo zabawić, choć to raczej dla mnie triumf konsumpcjonizmu nad zdrowym rozsądkiem niż święto. Nie traktuję walentynek zbyt poważnie, jeżeli w ogóle jakoś je traktuję i bardzo chciałbym, żebyście moje propozycje potraktowali jako propozycje deserów w ogóle, a walentynkowych tylko przy okazji. 

Gondole z bananów to jeden z moich ulubionych deserów. Przy absolutnie minimalnym wysiłku jest gotowy w 15 minut. Jest wspaniały, lekki i przepyszny, jeżeli ktoś oczywiście lubi banany. Sprawdzi się więc znakomicie podczas walentynkowej kolacji, tym bardziej, że banany i czekolada użyte w tym przepisie to w końcu afrodyzjaki.

Przyznam jednak szczerze, że do tej pory nie patrzyłam na pieczone banany z walentynkowego punktu widzenia. Olśniło mnie dopiero podczas tej sesji zdjęciowej. Wyszło mi nic innego jak pornografia na talerzu, co najlepiej chyba widać na poniższym zdjęciu:



I na tym:

Najbardziej "wstrząsające" zdjęcia wyszły niezbyt ostre, więc nie ma tu dla nich miejsca ;-)
Wszystkie moje walentynkowe propozycje są wegańskie i przede wszystkim lekkie, w myśl zasady, że nie można się obżerać, żeby mieć siłę na dalsze świętowanie ;-)

Składniki (2 porcje) scroll down for English
2 banany, średnio dojrzałe
kilka łyżek mocnego alkoholu (whisky, ciemny rum, koniak, itp)
ok. 25g startej czekolady (wegańskiej w wersji dla wegan lub mlecznej, gorzkiej lub deserowej dla wegetarian, w zależności od upodobań)
1 opakowanie sezamków (być może wystarczy do przygotowania 2 serduszek do dekoracji)

1. Delikatnie rozetnij samą skórkę banany wzdłuż  ostrym nożem
2. rozchyl skórkę i palcem poluzuj skórkę, tak, żeby oddzielić ją od miąższu banana
3. do przestrzeni między miąższem banana a skórką wlej alkohol
4. Zapiekaj w piekarniku nagrzanym do 180-200 stopni około 10-20 minut. Skórka banana podczas pieczenie stanie się ciemnobrązowa
5. Jeżeli masz cierpliwość, delikatnie wytnij z sezamków serduszka
6. Po upieczeniu natychmiast posyp miąższ banana startą czekoladą, żeby mogła się roztopić
7. Natychmiast podawaj formie bananowych gondoli.















sobota, 4 lutego 2012

wegańska radość jedzenia

Moi Drodzy, już szykuję już dla Was walentynkowe niespodzianki. Dwie, wegańskie, pyszne i przepiękne. Jedna z nich to niemal pornografia na talerzu:-)  Sami zresztą przekonacie się już wkrótce.

A w międzyczasie polecam poniższy film o weganizmie. Warto się nad tym wszystkim choć chwilę zastanowić. Co o tym sądzicie?