niedziela, 30 września 2012

Łasuch w Berlinie

W połowie września postanowiłam wybrać się do zachwalanego przez wszystkich Berlina w podróż zdecydowanie łasuchową, czyli zorientowaną kulinarnie.  

Na kulinarne opowieści z Berlina przyjdzie Wam jednak jeszcze troszkę poczekać a dzisiaj zapraszam na krótki spacer po Berlinie. Aż dziwne, że podróżując od najmłodszych lat po całej Europie skutecznie omijałam to miasto. W końcu jednak, po tylu opowieściach i po tylu zachwytach wszystkich wokół mnie, wreszcie postanowiłam zwiedzić to zachwalane miejsce i sama się zachwyciłam. Zacznijmy jednak od początku.

Na swoją podróż wybrałam późny wrzesień z dwóch powodów. Po pierwsze nie było już zbyt ciepło. Letnie temperatury w dużym mieście potrafią przyprawić o zawrót głowy zwłaszcza przy dużych dawkach zwiedzania, co bardzo dobrze pamiętam z upalnego Rzymu. Po wakacjach jest też mniej turystów, więc zwiedza się zdecydowanie wygodniej, bo nigdzie nie ma aż takich tłumów jak w lipcu czy w sierpniu. Polecam więc Wam na wizytę nie tylko w Berlinie, ale również w innych europejskich miastach, wiosnę i wczesną jesień. To zdecydowanie najlepsze pory na zwiedzanie.  

Turystom z centralnej Polski, czyli takim jak ja, najłatwiej dostać się do Berlina samolotem lub autokarem. Ja wybrałam autokar, który zarezerwowany odpowiednio wcześnie był zadziwiająco tani. PolskiBus zagwarantował mi tanią i wygodną jak na autokar podróż a bonusem było darmowe wifi, które niestety przy granicy i poza granicami Polski już nie działało. Trochę szkoda, ale przewoźnik zastrzega sobie takie sytuacje, więc mogę sobie tylko ponarzekać. 
















Odkąd dotarłam do Berlina na narzekania nie było już miejsca. Pierwsze spostrzeżenie to to, że drogowskazy na dworcu autobusowym od razu prowadzą do najbliższej linii metra. Tak jakby jakiś Berlińczyk siedział w mojej głowie turystki i domyślił się, że przyjezdny od razu po przyjeździe będzie szukał najbliższej stacji metra. Można? Okazuje się, że można, tylko trzeba chcieć! Wspaniałe! Takimi drobnymi detalami miasto pięknie wita przybywających gości. Druga miła niespodzianka to metro. Nikt mi nie każe wciąż przechodzić przez uciążliwe bramki, które co chwila sprawdzać powinny, czy aby na pewno mój bilet jest ważny. Moim zadaniem jest tylko kupić bilet i go skasować. Przez trzy dni, które spędziłam w Berlinie, nie spotkałam żadnego kontrolera. We wszechobecnej aurze podejrzliwości cieszy mnie to, że ktoś ufa, że kupię właściwy bilet i nie będę jeździć na gapę. Poza tym metro jest jednym z wygodniejszych sposobów przemieszczania się po mieście, pomijając rower. Berlin jest dosłownie upstrzony stacjami metra, a jak nie ma metra to są równie skuteczne tramwaje. Wszystko działa bez zarzutu a na wagoniki w metrze czeka się dosłownie chwilę a wieczorami dwie chwile.


środa, 26 września 2012

Bakaliowe ciasto Tu bi'Shvat / Israeli Tu bi'Shvat cake


To megabakaliowe ciasto wynalazłam na blogu mojego kulinarnego guru, czyli Davida Lebovitza. Do tej pory nie było okazji go upiec, bo albo był czas na inne, bardziej wykwintne i spektakularne wypieki, albo Łasuch przechodził fazę bezsłodyczową i bezcukrową, która teoretycznie trwa do dnia dzisiejszego (spuszczając oczywiście zasłonę milczenia na ciastka, które nie wiedzieć w jaki sposób znalazły się w łasuchowym brzuchu nie dalej jak wczoraj, omijając wszelkie blokady zbudowane z silnej woli). Pretekstem do upieczenia tego izraelskiego ciasta był krótki, kilkudniowy wypad do Berlina. Trzeba było przecież przygotować jakieś łakocie na drogę, żeby sobie umilić nudną podroż autokarem. Wybór padł właśnie na ciasto Tu bi'Shvat i to nie bez przyczyny. Nie dość, że składa się w dużej mierze prawie z samych bakali, to do tego nie jest jeszcze zbyt słodkie i świetnie się przechowuje w każdych warunkach, bo jeść dość zwarte, nie rozpada się tak łatwo i nie zawiera elementów, które mogłyby się roztopić, jak na przykład czekolada . Zapakowane w papier śniadaniowy bez problemu wytrzymało kilka dni, ale tylko dlatego, że było stosownie wydzielane. Inaczej zniknęło by od razu ;-) Ciasto to nadaje się więc nie tylko na deser do kawy, ale także jako przekąska podczas podróży czy zdrowa słodycz dla dzieciaków w szkole. Na dodatek przygotowuje się to ciasto bardzo prosto, więc nie pozostaje Wam nic innego jak brać się za pieczenie tych bakaliowych cudowności:-) 

A do opowieści o kulinarnym Berlinie jeszcze wrócę. Czytajcie w piątkowych postach :-) 


I found this recipe on David Lebovitz blog and I thought that this might be an interesting cake to bake. And of course I was right. David Lebovitz is my culinary guru and I trust his words and this time, as usual, he didn't let me down. I baked this cake to be my snack on a tedious trip to Berlin and I have to admit that it's was a real hit. Not only it is pretty dense, but it is not too sweet and has no ingredients that can melt in your hands so it's a perfect sweet snack during trips, or a dessert in a packed lunch for children to be eaten at school.  This cake has also one more advantage: it remains fresh for quite a while. It is well preserved for about a week if wrapped in paper and it's also easy to prepare, so now what are you waiting for...? :-)

And when it comes to some culinary tales about Berlin, they are to come on Fridays, so stay tuned :-) 


poniedziałek, 24 września 2012

Bakłażany faszerowane tymiankowym puree ziemniaczanym / Eggplants stuffed with thyme mashed potatoes


Nie będę ukrywać, że bakłażany nie należą do moich najbardziej ulubionych warzyw. Nie po drodze nam razem, ale w tym, autorskim wydaniu są naprawdę przepyszne, choć jest z nimi trochę roboty. Na pomysł wpadłam jeszcze jako studentka, łącząc to co zostało kiedyś w niemalże pustej lodówce, więc to taka trochę "bidapotrawa". Przygotowując tak wypchane bakłażany po raz pierwszy nie spodziewałam się, że będą mi tak smakowały i że będę je robić jeszcze wiele, wiele razy.

I have to be frank with you and I am about to confess that eggplants are not my most favorite vegetables, but these stuffed aubergines are an exception, because they are really delicious alhtough a bit laborious in terms of preparation. I invented this recipe while I was a student in Denmark, connecting few things that I had in the otherwise empty fridge. While I prepared it for the first time I thought about it more as a stomach stuffer rather than something good so I was really surprised when these stuffed aubergines turned out sooo good that I still prepare them when aubergines are in season.


wtorek, 18 września 2012

Ślimaki na pietruszkowo - czosnkowych grzankach / Snails bruschetta


Ślimaki, to śliski temat. Można ich w ogóle nie tknąć, można ich nie lubić ale można też lubić albo nawet uwielbiać. Tym razem daleko mi do jakichkolwiek skrajności i zostaję przy lubieniu. Jadłam je drugi raz w życiu. Pierwszy raz zaserwowano mi je w mojej ulubionej restauracji Provence w Aalborgu w Danii. Były jednak trochę gumiaste, więc nie wywołały jakiegoś wielkiego megaentuzjazmu. Nie przekreśliłam ich jednak tak do końca, bo intuicja podpowiadała mi, że odpowiednio przyrządzone, mogą być naprawdę bardzo smaczne. Całkiem niedawno przekonałam się, że rzeczywiście drzemie w tych ślimacznych stworkach spory potencjał. Dzięki Tatianie Matwij zostałam posiadaczką zgrabnej i wcale niemałej puszki ślimaków w zalewie. Było mi strasznie miło, bo ślimaki przywędrowały do Łasucha z europejskich wojaży, czym Tatiana ujęła mnie jeszcze bardziej. To niezwykle miłe, że o Łasuchu się pamięta :-D Oczywiście ślimaki zostały natychmiast otwarte i spróbowane. I tu pierwsza niespodzianka, bo ślimaki same w sobie nie miały wiele smaku. Decyzja więc zapadła o konieczności ich podrasowania. I udało się, wyszło pięknie, aromatycznie, kolorowo i w sumie bardzo szybko. Idealna przystawka, która zachwyci Waszych gości, pod warunkiem, że są odważni :-)

Snails can be a questionable suject in the kitchen. Not everyone likes them and there are a lot of people that don't want to even think about the possibility of eating a snail. I definitely belong to the first group and curiosity always wins. I already had the possibility to eat snails in one of my favourite restaurants Provence in Aaalborg in Denmark. Although they turned out a bit chewy, I still had the intuition that snails can be in fact pretty delicious. Just a few days ago it turned out that my intution is quite reliable at least when it comes to snail issue. I received a souvenir from my friend Tatiana, who gave me a can of snails after her parisian trip. It was so nice of her and I really like the fact that she was thinking about my culinary passion even being far away from the country. I was more than pleased and as soon the gift was received it was also opened and tested. For me it was pretty surprising that snails turned out totally tasteless straight from the can. On the other hand it was a good idea, because the manufacturer gave me the chance to season it according to my taste. I decided to go for sth aromatic, colorful and altogether very easy to prepare. The perfect snack of appetizer that will delight your guests, if only they are brave enough to taste snails:-)


niedziela, 16 września 2012

Proste tagliatelle z kurkami / Tagliatelle with golden chanterelles mushrooms

Sezon na kurki powoli się kończy. Widziałam na wielu zaprzyjaźnionych blogach podobne wersje makaronu z tymi cudownymi grzybkami, ale moja wersja jest najprostsza z najprostszych. Kilka podstawowych składników i żadnych zbędności, bo wierzę, że kurki obronią się same. To nie jest danie udziwnione czy aspirujące do bycia wyszukanym. To szczere, proste, ale i cudownie pyszne danie makaronowe, które przygotowuje się w dosłownie kilkanaście minut. Zapraszam Was więc na ostatnie danie kurkowe w tym sezonie. 

Składniki  (2 porcje) (scroll down for English)
8 gniazdek makaronu tagliatelle 
1 mała cebulka
ok. 300 g kurek, dobrze umytych, żeby piasek i ziemia nie chrzęściły w zębach
ok. 200 ml śmietany 30 lub 36%
łyżka masła
sól i pieprz do smaku

1. Ugotuj tagliatelle zgodnie z przepisem na opakowaniu. pamiętaj, żeby nie rozgotować makaronu
2. W tym samym czasie podsmaż na maśle drobno pokrojoną w kostkę cebulę wraz z kurkami
3. Jak kurki będą już usmażone, dodaj do nich śmietanę i gotuj dopóki sos śmietanowy nie zgęstnieje
4. Dopraw solą i odrobiną pieprzu
5. Ugotowany i odcedzony makaron przełóż na patelnię, na której przygotowuje się sos i wszystko dokładnie wymieszaj.
6. Pogotuj jeszcze kilka chwil, żeby smaki się połączyły a sos dobrze przykleił to makaronu
7. Podawaj natychmiast 

wtorek, 11 września 2012

Faszerowane papryki / Stuffed yellow and red peppers

Ten całkowicie autorski farsz do papryki powstał zupełnie przypadkiem jak wiele przepisów i pomysłów w mojej kuchni. Postanowiłam troszkę zaszaleć z przyprawami i dodatkami do standardowego ryżowego farszu a efekt to pyszne i aromatyczne danie. Nie dość, że wyjątkowo jak na łasuchowe standardy w środku papryki znajdziecie boczek wędzony i kawałki kurczaka, to do tego jeszcze słodkie daktyle, aromatyczne goździki i cynamon. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi mięso na słodko, ale jeżeli ktoś nawet kurczaka lubi w odrobiną słodyczy na pewno się nie zawiedzie. Danie jest pyszne i aromatyczne zaraz po wyjęciu z piekarnika ale jeszcze pyszniejsze i jeszcze bardziej aromatyczne następnego dnia, bo wszystkie smaki mają ciut więcej czasu na przegryzienie się ze sobą i lepsze poznanie. 

Składniki (2 porcje) (scroll down for English)
4 papryki
1 pierś kurczaka pokrojona w kostkę
ok. 200 g boczku wędzonego pokrojonego w kostkę
ok. 200 g ryżu basmati
8 - 12 daktyli 
4 całe goździki
pół łyżeczki cynamonu
cebula pokrojona w kostkę
garść ziaren słonecznika
ok. 50-75 g tartego sera (np. cheddara) 
sól i pieprz

1. Ugotuj ryż wraz z ziarnami słonecznika (ja używam garnka do gotowania ryżu)
2. W tym samym czasie odetnij czapeczki z papryk i oczyść wnętrza z gniazd nasiennych
3. Jeżeli tak jak ja lubisz miękką paprykę obgotuj każdą paprykę przez ok. 8 - 10 minut w garnku z wrzącą wodą. Jeżeli nie przeszkadza Ci, że papryka będzie twardawa, możesz pominąć tę czynność
4. Na patelni podsmaż boczek, z której powinien wytopić się tłuszcz. 
5. Do smażącego się boczku dodaj kurczaka pokrojonego w kostkę i cebulę
6. Dodaj daktyle pokrojone na drobne kawałeczki oraz cynamon i goździki. Podsmażaj jeszcze przez chwilę, żeby dać szansę wszystkim aromatom dobrze się połączyć
7. Na patelnię, na której smażą się kurczak i boczek z przyprawami dodaj ugotowany ryż i wszystko starannie wymieszaj
8. Nafaszeruj farszem papryki
9. Posyp z wierzchu farsz startym serem cheddar i przykryj paprykowymi czapeczkami
10. Zapiekaj w piekarniku nastawionym na 180 stopni przez ok. 20 minut. Na ostatnie chwile prze końcem pieczenia zdejmij czapeczki paprykowe i ustaw piekarnik na opcję grilla, żeby zrumienić ser.


wtorek, 4 września 2012

Grzanki z serem pleśniowym i karmelizowanymi figami / Bruschetta with blue cheese and roasted figs

Ci z Was, którzy odwiedzają mnie już od dawna, wiedzą jak bardzo kocham figi. Te świeże, nigdy suszone, są dla mnie czymś, na co z utęsknieniem czekam przez cały rok, aż do września. W tym roku jest ich dużo, są duże, dojrzałe i piękne. Szkoda tylko, że w Polsce sprzedawane są na sztuki a nie na kilogramy a co za tym idzie ich cena jest strasznie wysoka jak na takie małe coś. Wyobrażacie sobie iść na rynek i kupić kilogram fig, podobnie jak teraz kupujecie kilo śliwek czy jabłek? To jest właśnie moje marzenie aby znaleźć się w miejscu, gdzie figi sprzedaje się na kilogramy.

Skąd pomysł na dzisiejsze grzanki? Wędrując po necie i zachwycając się jak zwykle jednym z moich ulubionych blogów Bliss, natrafiłam na ten figowy przepis i od razu wiedziałam, że pojawi się i na moim talerzu. Mając w pamięci te piękne zdjęcia i te boskie grzanki doznałam amoku jak tylko zobaczyłam świeże figi na bazarku. Nie pozostało mi więc nic innego niż zakasać rękawy i zabrać się do pieczenia. Grzanki wyszły boskie. Te malutkie, chrupkie cuda zniknęły dużo szybciej niż trwał proces ich przygotowywania. Jeżeli lubicie połączenie słodkich owoców z ostrymi, słonymi serami, u Was te grzanki też znikną z talerzy bardzo, bardzo szybko.

Tych z Was, którym nie chce się czytać, zapraszam do obejrzenia instrukcji obrazkowej pod przepisem

Składniki (2 porcje) scroll down for English
powtarzam z drobnymi zmianami za Bliss blog
4 figi
200 g sera z zieloną lub niebieską pleśnią (ja użyłam sera Lazur)
6 kromek chleba
łyżeczka oliwy z oliwek
łyżeczka octu winnego lub balsamicznego
2 łyżeczki miodu

1. Pokrój figi na półksiężyce
2. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni 
3. wymieszaj glazurę z miodu, octu i oliwy z oliwek
4. Ułóż figi na papierze do pieczenia i posmaruj miodową glazurą
5. Zapiekaj figi przez 10 -12 minut
6. Podczas pieczenia zaopiekuj się chlebem. Na każdej kromce połóż cienkie plastry sera 
7. Na kromkach z serem ułóż podpieczone figi 
8. Ustaw piekarnik na grill i zapiekaj dosłownie kilka chwil aż ser się rozpuści pilnując jednak, żeby ani grzanki ani figi się nie przypaliły 
9. Podawaj natychmiast


 Podpowiedzcie Łasuchowi, czy podobają Wam się instrukcje obrazkowe i czy to dobry pomysł.

niedziela, 2 września 2012

The Sartorialist Dinner we Florencji

Źródło/ The source: The Sartorialist
Dzisiaj odpoczywam, choć mam dla Was w zanadrzu masę nowych przepisów, pomysłów i inspiracji. Wszystko już wkrótce właśnie tu, u Łasucha, więc bądźcie czujni. A przy okazji leniwej niedzieli dzielę się z Wami, czymś co jest, przynajmniej dla mnie, megainspirujące. The Sartorialist, najsławniejszy blogger fotografujący modnie ubranych ludzi na całym świecie zorganizował The Sartorialist Dinner. Modnie, z klasą i na pewno pysznie. Moda i dobre jedzenie to naprawdę inspirujące połączenie. Mogę ten filmik oglądać raz za razem, choć jak dla mnie zdecydowanie za mało tam kobiet;-) Modnego i pysznego oglądania :-)


piątek, 31 sierpnia 2012

Fasolka szparagowa smażona z pomidorami, papryką i migdałami / Green beans stir-fried with tomatoes, red pepper and almonds


Łasuch ostatnio zmierza w kierunku bałaganów różnej maści. Był boski, deserowo słodki eton mess ze znanymi już w dość dobrze w moim mieście bezikami a teraz jest fasolkowy bałagan a konkretniej idealne połączenie smaków. Fasolka jest tłem, na którym pierwszoplanowe role odgrywają słodka papryka i lekko kwaśne pomidorki, które dodają całości sporo świeżości. Bez żadnych przypraw, poza solą, bez dodatkowych sztucznych aromatów. Dobrze połączone warzywa bronią się same. I to pysznie się bronią pod warunkiem, że użyjemy najlepszych, sezonowych składników, w których zaklęty jest smak i aromat.

Do fasolkowego bałaganu świetnie pasuje pure ziemniaczane, kawałek chleba czy bułki choć mnie najbardziej smakuje z kaszą pęczak dość mocno podkręconą solą 

Składniki (2 porcje) (scroll down for English)
ok. 300g fasolki, pokrojonej na 2cm kawałki
1 duża czerwona papryka (ewentualnie dla koloru można dodać pół czerwonej i pół żółtej) pokrojona w kostkę
200g pomidorków cherry lub innych małych pomidorków, pokrojonych na ćwiartki
garść migdałów
1 duża cebula, pokrojona w cienkie plastry
olej ryżowy
sól 

1. Podsmaż cebulę na oleju ryżowym z odrobiną soli
2. Dodaj fasolkę zieloną i paprykę.
3. Podsmażaj jeszcze przez chwilę 
4. Przykryj garnek/patelnię pokrywką i duś przez kilka minut nie dopuszczając do przypalenia. Można też dodać dosłownie kilka kropel wody
5.Jak fasolka będzie już prawie miękka, dodaj migdały i pomidorki
6.Wymieszaj wszystko delikatnie, żeby z pomidorów nie zrobiła się paćka i duś jeszcze kilka chwil, żeby smaki się połączyły

środa, 29 sierpnia 2012

Jak pozbyć się muszek owocowych / How to get rid of fruit flies

A u Łasucha jatka, bo wszystkie, absolutnie wszystkie muszki owocowe kaput:-D 

Latem, zwłaszcza późnym, kiedy przerabia się w kuchni masę owoców pojawiają się muszki owocowe. Nie jedna, nie dwie, tylko całe masy wstrętnych i natrętnych malutkich potworków, które niby nic nikomu nie robią, ale irytują ponad miarę.  Każdego roku walczyłam z nimi na różne sposoby. Kupowałam różne, często drogie specyfiki, które działały lub nie a na dodatek zawierały sporo chemii, co nie do końca mi się podobało. Wreszcie znalazłam na nie tani i bardzo skuteczny sposób. Teraz nie mam ani jednej muszki  i cieszę się odzyskaną kuchnią. Hip hip hurra :-) Jedynym efektem ubocznym jest aromat octu, który unosi się w kuchni, ale mnie to przeszkadza, zwłaszcza jeżeli wiem, że dzięki temu muszki owocowe zostały wyeksmitowane z mieszkania.
Co będziesz potrzebować do przygotowania pułapki (scroll down for English)
małą szklankę, musztardówkę, małą miseczkę lub półmisek
ok. 10 ml octu winnego lub jabłkowego
2 chlusty płynu do zmywania naczyń

1. Na podstawek wlej ocet winny wymieszany z płynem do zmywania naczyń i pozostaw na blacie w kuchni i czekaj
2. Muszki owocowe zlatują się do octu, ale dzięki użyciu płynu do zmywania muszki nie potrafią się utrzymać na powierzchni i się topią. 

Źródło: Niezawodny About.com

wtorek, 28 sierpnia 2012

Versatile Blogger Award


Olesia z bloga Na gazie strasznie mnie zaskoczyła przyznając mi nagrodę Versatile Blogger Award. Co za wspaniałe wyróżnienie i cieszę się, że nie tylko Olesia o mnie wspomniała, ale także z tego, że znalazłam się na pierwszym miejscu i to do tego nazwa mojego bloga została pięknie wykrzyczana drukowanymi literami. Strasznie dużo pozytywnych informacji na mnie spłynęło i cieszę się niezmiernie, że to moje stukanie w klawisze komuś się podoba :-)  Ale jak jest nagroda to są i zasady. A więc Łasuch musi: 


sobota, 25 sierpnia 2012

Eton mess czyli etoński bałagan / Eton mess

Dzisiaj będzie krótko i na temat. Mój słodki bałagan zebrał całą masę pochwał wszelakich. Tych zwykłych i tych naprawdę nadzwyczajnie miłych i zapadających w pamięć. Słychać było wyraźnie ochy i achy, mlaskania i mruczenia. Sekretem tego bałaganu są boskie bezy domowej roboty, o których pisałam już bardzo dawno temu: klik. Warto włożyć w eton mess trochę wysiłku, bo efekt jest naprawdę powalający :-D

Składniki (7 porcji) (scroll down for English version)
0,5 kg owoców (maliny, jeżyny, truskawki lub najlepsze do tego porzeczki)
0,5 L śmietany 30%
3 łyżki cukru pudru - możesz też zmielić cukier trzcinowy - będzie jeszcze lepsze 
odrobina soli
małe bezy z 3-4 białek (przepis na bezy znajdziecie tu: klik (można ostatecznie nabyć sklepowe bezy, ale to już nie będzie ten sam eton mess) 

1. Ubij śmietanę z odrobiną soli na sztywno
2. Przed końcem ubijania dodaj cukier puder, pilnując żeby nie ubijać śmietany zbyt długo, bo uzyskamy masło a nie bitą śmietanę
2. Do pucharków nakładaj warstwami owoce, bezy i bitą śmietaną 
3. Podawaj natychmiast po przygotowaniu

środa, 22 sierpnia 2012

Pyszna i prosta kawa mrożona / Easy iced coffee



To już najpewniej ostatnie takie upalne dni w tym roku. Postanowiłam się więc ochłodzić mrożoną kawą. Tak sobie pomyślałam, że tę kawę warto by było przełamać czymś mlecznym i czymś słodkim. Wybór padł na słodkie, skondensowane mleko. Ostatnio na półce w sklepie wypatrzyłam te mleczne cudowności w tubce i w puszce. Przypomniały mi się stare dobry czasy mojego megasłodkiego dzieciństwa. Po kilku tubkach pochłoniętych jedna za drugą postanowiłam pozostałą puszkę mlecznych słodkości wykorzystać właśnie do kawy mrożonej, podobnie jak w Lawendowym Domu. Kawa wychodzi rewelacyjna. Można ją dopasować do swoich upodobań. Może być bardziej lub mniej słodka w zależności od ilości dodanego do szklanki mlecznego ulepka. Ja zrobiłam sobie tę kawę z kawy zbożowej, bo gdybym wypiła takie ilości kawy zwykłej to w nocy zamiast spać chodziłabym po ścianach. Ta wersja będzie też dobra dla dzieciaków. Ale jeżeli Wy nie macie problemów z bezsennością to polecam również mocną czarną kawę. 

Slowly summer is coming to an end and soon we will forget about high summer temperatures so it's the last chance for refreshing iced coffee. It is easy to prepare and calls either for regular coffee or instant coffee substitute. The latter version being the perfect option both for children and those of you that have some sorts of sleeping disorders.

Składniki (6 porcji) / Ingredients (6 servings)
przepis zainspirowany przepisem Beaty Lipov z Lawendowego Domu / recipe inspired by a Beaty Lipov's recipe from Lawendowy Dom blog
puszka skondensowanego słodzonego mleka  /
can of sweetened condensed milk
ok. 750 ml zaparzonej, mocnej kawy (może być prawdziwa kawa lub kawa zbożowa instant) / approximately 750 ml of strong coffee brew (can be a regular coffee or instant coffee substitute)
foremki do kostek lodu / ice cubes moulds

1. ok. 600 ml kawy schładzać w lodówce przez około 4-5 godzin / Cool approximately 600 ml of  brewed coffee in a refrigerator for about 4-5 hours
2.  Resztę kawy zamrozić w foremkach do kostek lodu / Freeze the rest of the brewed coffee in ice cubes moulds
3. Przed podaniem do szklanek wlać ok. 2-4 łyżek mleka kondensowanego / Before serving pour appr 2-4 tablespoons of condensed milk in each glass
4. Dopełnić zimną kawą i wrzucić jeszcze kawowe kostki lodu / Fill up with refrigerated coffe and a few coffe ice cubes
5. Podawać natychmiast / Serve immediately

piątek, 17 sierpnia 2012

Łosoś z porzeczkowo-miodowym sosem / Salmon in honey and red-currant sauce

Dziś udało mi się znaleźć na rynku ostatnie porzeczki w tym sezonie. Kupiłam wszystko, co się dało, aż do ostatniej najmniejszej porzeczki. Bawię się więc teraz w kopciuszka, myję, odrywam od szypułek i zamrażam w pojemniczkach na ciężkie, zimowe czasy, kiedy taka odrobina pysznej i czerwonej witaminy C z łatwością poprawi mi humor. Będzie też świetna do porzeczkowego tiramisu albo do eton mess. Zostało jeszcze trochę a mając w pamięci ogromny sukces jakim był łosoś w śmietanowo agrestowym sosie, zamarzyło mi się pójście o krok dalej i spróbowanie wersji porzeczkowej. Podobnie jak w wersji agrestowej od razu się w niej zakochałam. Zaczynam na serio żałować, że lato powoli się kończy i że moja zamrażarka nie jest z gumy, bo nie jest w stanie pomieścić wszystkich owoców, które bym zmieścić tam chciała. Oczywiście łosoś z porzeczkowo - miodowym sosie to nie jest propozycja dla wszystkich, ale zapewniam, że Ci którzy spróbują nie będą żałować :-)

Składniki (2 porcje) (scroll down for English)
ok. 300 g łososia (ja użyłam filetu, skórę zdjęłam przed gotowaniem) 
ok. 200 - 300 g czerwonych porzeczek
2 łyżki miodu
opcjonalnie - 1 łyżeczka  skrobi ziemniaczanej
sól pieprz
200 g ziemniaków, obranych
łyżeczka masła 
łyżeczka kwaśnej śmietany
200 g fasolki szparagowej
1. Fasolkę ugotuj na parze. (ok. 6-10 minut - będzie al dente)
2. W garnku zagotuj osoloną wodę i wrzuć ziemniaki - gotuj aż będą miękkie
3. Dopraw łososia solą, pieprze
4. Łososia albo gotuj na parze przez 12 minut (ja tak zrobiłam) albo upiecz w piekarniku w rękawie do pieczenia
5. W garnku podgrzej porzeczki z odrobiną wody i miodem
6. Gotuj do momentu kiedy porzeczki będą miękkie
7. Zmiksuj porzeczkowy kompot
8.  Na tym etapie możesz opcjonalnie przetrzeć masę porzeczkową przez sitko, żeby pozbyć się pestek. Ja tego nie zrobiłam, co widać na zdjęciach.  Mój sos jest więc piegowaty
9. Jak ziemniaki się ugotują, odcedź i zrób z nich puree z dodatkiem masła i kwaśnej śmietany
10. Możesz zagęścić sos porzeczkowy gotując aż do momentu kiedy stanie się gęsty. Możesz go również opcjonalnie zagęścić skrobią ziemniaczaną wymieszaną z odrobiną zimnej wody
11. Wyłóż na talerz pure, na pure umieść fasolkę a na fasolce ugotowanego lub upieczonego łososia. udekoruj porzeczkowo-miodowym sosem 


środa, 15 sierpnia 2012

Kremowa polenta z kurkami smażonymi na maśle / Creamy polenta with golden chanterelles mushrooms

Pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie. Słońce zakryte za chmurami, deszcz pada a na dodatek liście na drzewach zmieniają zieleń na jesienne żółcie, pomarańcze i czerwienie. Aby nie poddać się przygnębieniu, serwuję dziś pięknie słoneczną polentę ze złocistymi kurkami smażonymi na maśle. Przyznaję, że nie jest to dietetyczne danie, ale za to pyszne i poprawiające humor. Przygotujcie się też na odrobinę wysiłku fizycznego, bo polentę, czyli kaszkę kukurydzianą trzeba intensywnie mieszać podczas gotowania, żeby się nie przypaliła. Finalny smak wynagrodzi Wam jednak wszelkie trudy. Kurki można zastąpić innymi grzybami. Nie tylko ja mogę potwierdzić, że tak przygotowana, kremowa polenta jest pyszna nawet z poczciwymi i zwykłymi pieczarkami.

Składniki (2 porcje) (scroll down for English)
ok. 0,5 k kurek dobrze umytych, żeby kawałki ziemi ani piasku nie chrzęściły między zębami. Kurki można zastąpić innymi grzybami, np. borowikami, prawdziwkami lub najzwyklejszymi pieczarkami
2 łyżki masła
4 - 6  łyżek śmietany - najlepsza będzie na tłusta 30 lub 36% lub serka mascarpone
ok. 0,5 łyżeczki kurkumy
ok. 150 g polenty kaszki kukurydzianej
pieprz i sól do smaku

1. Do garnka wsyp polentę i kurkumę i wlej trzy razy tyle wrzątku co polenty. 
2. Gotuj polentę na wolnym ogniu około 20 minut cały czas mieszając i dodając wody od czasu do czasu, żeby polenta nie była zbyt gęsta
3. Kilka minut przed końcem gotowania polenty dodaj połowę masła, śmietanę i dopraw solą i pieprzem do smaku
4.W tym samym czasie, kiedy przygotowujesz polentę, na patelni rozgrzej dobrze masło, które pozostało
5. Na rozgrzane masło wrzuć kurki i podsmażaj
6. Jak polenta będzie gotowa przełóż ją na talerze, na wierzchu udekoruj kurkami i podawaj

środa, 8 sierpnia 2012

Lody mango lassi / Mango lassi popsicles

Lato w pełni, więc ciągle trzeba myśleć o różnych sposobach na ochłodę. Dla mnie najlepsze są lody. Jak pewnie zauważyliście preferuję jednak lody szybkie, na patyku, składające się z dużej ilości owoców i niewielu dodatków. Nie po drodze mi z lodami ciężkimi, słodkimi, na bazie śmietany i jajek. Przygotowuje się je zwykle zbyt długo, procedura jest skomplikowana, wiec stworzenie własnych lodów waniliowych odkładam zawsze na później. Wybieram najczęściej te sklepowe. W domu wygrywają lody proste, szybkie, przygotowywane niemal bez żadnego wysiłku i do tego jeszcze dużo zdrowsze bo prawie w całości owocowe, z niewielkim tylko dodatkiem grzesznego cukru. Mam więc pewność, że lody są pyszne ale nie pójdą mi w boczki. Eksperymentuję z nowymi lodowymi smakami i tym razem padło na smak mango lassi, które uwielbiam w tradycyjnej formie napoju. Świetnie chłodzi w upalne dni jak również łagodzi ostre, aromatyczne i często aż za dobrze przyprawione indyjskie potrawy. Skoro więc uwielbiam lassi, czemu by więc nie poprawić jego chłodzących właściwości przerabiając go na lody. To nic trudnego. Przekonajcie się a nie będziecie żałować. W przypadku lodów zmieniam jednak proporcje jogurtu i owoców, na korzyść owoców właśnie. 

We have summer in the city, so I have to constantly search for new cooling ideas. Ice-cream is the best solution, popsicles to be exact. They are quick and easy to prepare and above all they are much healthier option than heavy, creamy vanilla ice cream for example. I am constantly searching for new ice-pops ideas. This time I experimented with mango lassi, which I love in a traditional form of indian beverage. I decided to improve its cooling effect by freezing it in ice-pops moulds. That was brilliant idea. Mango lassi ice-pops are delicious, brightly yellow and twice as cooling as a regular mango lassi. Definitely worth a try. 

Składniki (4-6 lodów na patyku w zależności od wielkości mango i rozmiaru foremek do lodów) / Ingredients (4-6 ice pops depending on size of mangos and ice-pops moulds)
Kubek jogurtu naturalnego (ok 120 ml  / 1 cup of plain yogurt (about 120 ml)
2 dojrzałe mango / 2 ripe mangos
opcjonalnie cukier do smaku /
optionally - sugar to taste
foremki do lodów na patyku (moje zostały nabyte drogą kupna w Ikei) / ice-pops moulds  
1. Zmiksuj składniki blenderem na aksamitną masę / blend all ingredients in blender unitl silky and serve immediately
2.  Przelej do foremek do lodów i zamrażaj przynajmniej 4 godziny przed serwowaniem / pour mango lassi into ice-pops moulds and freeze

czwartek, 2 sierpnia 2012

Łosoś w sosie agrestowym / Salmon in gooseberry sauce

Łosoś w agrestowym sosie to nie jest odkrycie sezonu ani nawet nie roku tylko odkrycie dekady!!! I piszę to z pełną świadomością swoich słów. 

Jak pewnie zauważyliście na łasuchowym blogu mięso pojawia się bardzo rzadko ale ryba wystąpiła chyba tylko w jednym z wszystkich 150 postów. Oczywistym jest więc, że za rybą nie przepadam. Najbardziej przerażają mnie w  rybie ości i to one są w dużej mierze odpowiedzialne za moją niechęć, ale smak też nie do końca mnie zachęca. Nie ważne jak ryba jest przyrządzona, ja i tak zawsze wydziwiam i na samym końcu mi nie smakuje. Dlatego właśnie ten łosoś jest takim cudownym odkryciem. A skąd się wziął ten całkowicie autorski przepis? Całkiem niedawno Łasuch otrzymał nie lada wyzwanie. Miał odkryć agrest na nowo. Pierwsza myśl skierowała mnie w kierunku deserów, efektem czego powstał pyszny sorbet agrestowy, ale Łasuchowi było mało. Chciał ożenić agrest z czymś, co deserem nie jest. Wybór padł na łososia właśnie. Wybrałam ogonek, bo tam (prawie wcale) nie ma ości i zabrałam się do roboty. Do samego końca nie wiedziałam co chcę zrobić, ale intuicja podpowiedziała mi, który kierunek jest właściwy. Efektem tego wyszedł absolutnie rewelacyjny łosoś delikatnie podkreślony lekkim, słodko-kwaśnym, agrestowym sosem. Podany na fasolce szparagowej ugotowanej na parze był przepyszny.  Zresztą fasolka szparagowa z samym sosem agrestowym też była pyszna.

Nie muszę chyba wspominać o tym, że od razu pobiegłam zamrozić cały agrest, który mi został, żebym mogła się cieszyć tym daniem jeszcze długo po zakończeniu agrestowego sezonu.

Składniki (2 porcje) (scroll down for English)
ok. 300 g łososia (ja użyłam filetu ze skórą)
ok. 200 - 300 g agrestu
2 łyżki kwaśnej śmietany 18%
2-3 łyżki cukru
sól pieprz
odrobina soku z cytryny
200 g fasolki szparagowej

1. Fasolkę ugotuj na parze. (ok. 6-10 minut - będzie al dente)
2. Dopraw łososia solą, pieprzem o sokiem z cytryny
3. Łososia albo ugotuj na parze (ja tak zrobiłam) albo upiecz w piekarniku w rękawie do pieczenia
4. W garnku podgrzej agrest z odrobiną wody i cukrem
5. Gotuj do momentu kiedy agrest będzie miękki
6. Zmiksuj agrestowy kompot
7. Na tym etapie możesz opcjonalnie przetrzeć masę agrestową przez sitko, żeby pozbyć się pestek. Ja tego nie zrobiła, co widać na zdjęciach.  Mój sos jest więc piegowaty
8. Zahartuj śmietanę dodając do niej gorący agrest
9. Zahartowaną śmietanę wlej do agrestu i gotuj aż do uzyskania pożądanej przez Ciebie konsystencji sosu. 
10. Wyłóż na talerz fasolkę, na fasolce ułóż łososia i wszystko polej sosem agrestowym.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Boskie tiramisu z porzeczkami i jagodami / Redcurrant and blueberries tiramisu

Owocowe tiramisu jest przykładem na to, że ten typowo włoski deser wcale nie musi być kawowy. Nauczył mnie tego Jamie Oliver w jednym ze swoich licznych programów kulinarnych, które pasjami oglądam. Mój przepis jest prawie w całości zainspirowany jego malinowym tiramisu, choć ja zamieniłam maliny na kwaśniejsze porzeczki, które nadają temu deserowi prawdziwy charakter.Właśnie dzięki tym cudownym owocom tiramisu nie jest mdłe, o co w tym deserze nietrudno. Balans słodyczy i kwaskowatości jest tutaj po prostu idealny. Tiramisu testowałam też z nektarynkami. Wychodzi pyszne, ale jednak porzeczkowo - jagodowa wersja nie ma sobie równych.

Nie muszę Wam chyba wspominać, ze tiramisu wychodzi absolutnie boskie. Nieskromnie przyznam, że pokochało je wiele osób z Łasuchem na czele.

Składniki (6 porcji) (scroll down for English)
powtarzam za Jamie Oliverem
dwa opakowania biszkoptów włoskich do tiramisu
1 opakowanie serka mascarpone (250g)
ok. 300 g porzeczek
ok. 100 g jagód 
sok i opcjonalnie skórka z jednej soczystej pomarańczy
kilka chlustów białego wina lub likieru pomarańczowego
ok. 150 ml mleka lub tłustej 30% słodkiej śmietany
ok. 100 g cukru pudru

1. Potrzebna Ci będzie forma do tiramisu. Możesz wykorzystać, tak jak ja, specjalną tiramisową foremkę lub podłużną foremkę do pieczenia ciast czy wąskie i długie naczynie żaroodporne.
2. Na dno wyłóż biszkopty z pierwszej paczki, przycinając ciasteczka jeżeli trzeba je dopasować do posiadanej formy
3. Wymieszaj alkohol z sokiem z pomarańczy
4. Polej biszkopty połową soku wymieszanego z alkoholem - biszkopty nie mogą być za mokre, ale suche też nie, bo potem będzie się tiramisu niewygodnie jadło
5. Wymieszaj mascarpone z cukrem pudrem, mlekiem lub śmietaną i ze skórką pomarańczową, jeżeli jej używasz
6. Wyłóż połowę masy z mascarpone na namoczone biszkopty
7. Posyp połową czerwonych porzeczek
8. Na warstwę porzeczek ułóż drugą warstwę biszkoptów dociskając warstwy do siebie, żeby ułatwić im połączenie i "przegryzienie" smaków
9. Drugą warstwę biszkoptów polej pozostałym alkoholem wymieszanym z pomarańczowym sokiem
10. Wyłóż pozostałą masę z serkiem mascarpone i posyp porzeczkami oraz jagodami
11. Schładzaj w lodówce przynajmniej godzinę, żeby smaki się dobrze ze sobą połączyły.


poniedziałek, 23 lipca 2012

Tort czekoladowo czekoladowy z wiśniami / Chocolate cake with sour cherries

Tym razem pokazuję Wam coś, czego wyjątkowo nie upiekłam ani nie zrobiłam własnoręcznie, choć uczestniczyłam w poszukiwaniach odpowiedniego przepisu no i oczywiście w pochłanianiu z wielkim smakiem tych cudowności. Mistrzowski tort wyszedł spod ręki Łasuchowej Mamy. Okazja była nie byle jaka bo 80-te urodziny Łasuchowej Babci. Tort nie mógł być więc takim zwykłym tortem, bo takie urodziny trzeba świętować hucznie. Tort wyszedł boski. Absolutnie boski, mocno czekoladowy no i dość ciężki gatunkowo, bo i ciasto czekoladowe i krem czekoladowy i polewa czekoladowa sprawiają, że czekolady jest w nim naprawdę sporo. Dlatego świetny dodatkiem są tu wiśnie, które ten czekoladowy tort troszkę orzeźwiają. Atutem tego cuda jest to, że jest całkowicie bezpieczny. Krem, którym przełożone jest czekoladowe ciasto jest na bazie masła i serka śmietankowego. Nie ma w nim surowych jajek, więc bez stresu można go przygotować nawet podczas upałów. Nie będziemy musieli się martwić zagrożeniem salmonellą. 

Przepis znalazłam na stronie słynnej Donny Hay i delikatnie go zmodyfikowałam oraz dodałam polewę czekoladową znalezioną u Dorotki. W oryginale ciasto jest dużo wyższe niż to na zdjęciu ze względu na fakt, że Donna używa foremek do ciasta o średnicy 12 cm a ten tort czekoladowy był pieczony w foremce o średnicy 24 cm. 

Składniki na ciasto czekoladowe (scroll down for English)
powtarzam z drobną modyfikacją  za Donną Hay
125ml wody
60g masła, posiekanego
2 łyżki kakao, przesianego 
150g przesianej mąki
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia 
220g cukru pudru
1 jajko
60ml maślanki

Składniki na krem (scroll down for English)
powtarzam za Donną Hay 
100g miękkiego masła
500g serka śmietankowego philadelphia 
320g cukru pudru, przesianego 
0,5 kubka kakao, przesianego

Składniki na wiśnie do kremu
powtarzam za mamą Łasucha ;-)
ok. 300 - 400 g mrożonych lub świeżym wiśnie, drylowanych oczywiście
kilka łyżek cukru
chlust albo dwa alkoholu. My użyłyśmy słodkiej wiśniówki domowej roboty.  

Składniki na polewę: 
Powtarzam za Moimi wypiekami
100 g gorzkiej czekolady
40 g masła
  
1. Nagrzej piekarnik do 150 °C 
2. Umieść wodę, masło i kakao w rondelku i podgrzewaj na średnim ogniu dopóki masło się nie rozpuści
3. Umieść mąkę, sodę i cukier w misce, dodaj miksturę wody, masła i kakao i mieszaj do połączenia.
4. Dodaj jajko, maślankę i mieszaj do połączenia.
5. Podziel masę na dwie foremki wysmarowane tłuszczem i wyłożone papierem do pieczenia
6. Piecz 40-45 minut albo do suchego patyczka. 
7. Po upieczeniu ostudź
8. W trakcie pieczenia przygotuj krem
9. Umieść masło z serkiem w misce i ubijaj mikserem,
10. Dodaj cukier i kakao i ubijaj aż do uzyskania lekkiej i puszystej konsystencji.
11. W rondelku umieść wiśnie z cukrem i alkoholem. 
12. Gotuj przez kilka minut, tak żeby wiśnie nabrały aromatu alkoholu i słodyczy z cukru
13. Odcedź i schłodź w lodówce
14. Ostudzone ciasta przekrój na pół, żeby powstały cztery warstwy, i przekładaj każdą warstwę kremem oraz wiśniami. Zostaw trochę wiśni do dekoracji
15. Składniki na polewę rozpuść w kąpieli wodnej
16. Rozprowadź polewę czekoladową na górze tortu i udekoruj pozostałymi wiśniami.

piątek, 20 lipca 2012

Agrestowe lody sorbetowe / Gooseberry homemade popsicles

Całkiem do niedawna agrest kojarzył mi się raczej mgliście z niezbyt dobrym kompotem z dzieciństwa. Nawet łasuchowa mama powtarza od zawsze, że z niewdzięcznego agrestu niewiele można zrobić. Jednak kilka dni temu podczas rozważań różnej treści przy winie i dobrym jedzeniu pojawił się on, zapomniany agrest o złej sławie i stał się wyzwaniem dla Łasucha. Okazało się, ze nie tylko łasuchowa rodzina uważa agrest za owoc, o którym spokojnie można zapomnieć, zwłaszcza, że przegrywa on z kretesem w pojedynku z malinami, jagodami, śliwkami, porzeczkami i masą innych letnich, sezonowych owoców. No ale jak Łasuch dostaje do rozpracowania temat, to będzie drążył, aż odkryje agrest na nowo. Pomysły różne na agrest chodzą więc za mną od niedzieli. Pierwszy, najprostszy i najzdrowszy to agrestowe lody sorbetowe. Proste, zdrowe i jak się okazało pyszne. A jednak agrest da się lubić a Łasuch ma jeszcze kilka agrestowych asów w rękawie, nie tylko deserowych.

Gooseberry until recently was not a big hit in my family. It was rather a forgotten fruit that noone ever used or talked about. Somehow it became a kind of challenge for me to find out some great and innovative ways to use this fruit. It was not an easy task since gooseberries always loose in competition with raspberries, blueberries, currants and plums that are also in season. 
I have already some ideas in mind, one of them beinf a great summer refreshment, that is gooseberry ice-pops. Easy, delicious and healthy option for both children and adults. Some other gooseberry recipes are on the way, so stay tuned:-)
agrest

Składniki (6 lodów na patyku) / Ingredients (6 ice-pops)
ok. 0,5 kilograma dojrzałego agrestu / around 0.5 kg of ripe gooseberries
cukier do smaku (ja dodałam ok. 4 łyżek) /
sugar to taste (I added around 4 tbsp)
foremki do lodów na patyku (moje są z Ikei) /
moulds for ice pops (mine are from Ikea)

1. Obierz agrest z ogonków / remove husks if you purchase unpeeled fruits and remove them from their stems
2. Zmiksuj agrest wraz z cukrem / Blend until smooth together with sugar
3. Jeżeli przeszkadzają Ci pestki, przetrzyj masę przez sitko / If you don't like the pips, mash the blended gooseberry through fine sieve to remove them
4. Zmiskowane owoce z cukrem przelej do foremek na lody i zamrażaj / Pour blended fruits into ice-pops moulds and freeze