wtorek, 13 listopada 2012

Wytrawne muffinki z serem bałkańskim / Savoury muffins with balkan cheese


Do tej pory jadłam wytrawne muffinki, które delikatnie rzecz ujmując mnie nie zachwyciły. Przyczyn mogło być wiele, chociażby fakt, że nie wyszły spod łasuchowej ręki;-) Postanowiłam więc, że jeżeli już upiekę swoją wersję takich babeczek, to będą pyszne. No i wyszły pyszne. Zobaczyłam je na blogu Picnic At Marina i od razu wiedziałam, że to właśnie z nimi będę eksperymentować. Trochę nagięłam oryginalny przepis Mariny i zamieniłam część mąki pszennej na mąkę kukurydzianą i amarantusową, co nadało babeczkom puszystości, której tak bardzo brakowało mi w innych muffinkach, które dane mi było jeść do tej pory. Babeczki wyszły wspaniałe. Słony ser bałkański nadał im charrrrrakternej wytrawności a oliwa z oliwek cudownego aromatu. Babeczki są świetnym dodatkiem do wszelkiego rodzaju jesiennych gulaszy i zup, jak również do mojego kolejnego dania, które pokażę Wam za parę dni :-) Dodam jeszcze tylko, że przygotowuje się je dosłownie w kilka minut i to w dodatku bez użycia miksera, więc to kolejna ich zaleta. Mam nadzieję, że ostatecznie Was do nich przekonałam. 

Whenever I tasted savoury muffins I was not thrilled at all. They were either tasteless or as hard as a stone. There could be several reasons for such imperfection, one of them being the fact that I have not baked them myself. So I promised myself that when I baked savoury muffins, they would be fluffy and delicious. And so they were. When I saw them on Marina's blog Picnic At Marina, I knew immediately that I would play with this particular recipe, although I wouldn't be myself if I hadn't changed a few things in the recipe. I replaced some part of the all-purpose flour with cornflour and amaranth flour and I believe that thanks to this experiment my muffins turned out so tender and fluffy. They are really on the savoury side due to salty balkan cheese and olive oil that gives not only taste but also wonderful flavour. Such muffins will prefectly complement any soup, goulash or stew and will be a perfect addition to my next recipe. And above of all those muffins are extremely easy to prepare, since it takes a few minutes and you do not even need a stand mixer. You can mix everything by means of spatula. So now there's no excuse. It's time to bake some delicious savoury muffins.


niedziela, 11 listopada 2012

Aszkenazyjski charoset / Ashkenazi charoset


Charoset to tradycyjny żydowski deser spożywany podczas wiosennego święta Pesach. Mnie jednak kojarzy się on dużo bardziej z jesienią i właśnie wtedy przygotowuję go najczęściej. To deser bardzo prosty, lekki i zdrowy, ale przeznaczony tylko dla dorosłych,  gdyż jest w nim odrobina alkoholu. Przygotowuję go najczęściej w weekend, gdy zostaje mi więcej niż parę kropel, ale mniej niż kieliszek wina po piątkowych czy sobotnich wieczorach spędzonych w dobrym towarzystwie. 

Charoset występuje w wielu odmianach. Żydzi przygotowują go różnie, w zależności od upodobań oraz lokalnych zwyczajów. Wersja, którą pokazuję dzisiaj to wersja aszkenazyjska.


Charoset is a traditional dessert prepared during spring  celebrations of jewish Pesach holiday. I, on the other hand, prefer to prepare charoset during the autumn, when apple are at their best. This dessert is easy, healthy and light, but since it contains traces alcohol, it is only for adults. Charoset is a perfect dessert for those of you that have some wine leftovers after evenings with friends.  

Jewish families have different ways of preparing charoset, depending on their local traditions. The one that I'm showing is the ashkenazi type. 


środa, 7 listopada 2012

Carpaccio z pieczonych buraków / Carpaccio from baked beets

Każdy powie Wam, że buraki to samo zdrowie i koniecznie trzeba je jeść w dużych ilościach. Ja dodam od siebie, że to pyszne zdrowie. Jednak większości z Was to warzywo kojarzy się raczej kiepsko i to co najwyżej z zasmażanymi burakami podawanymi do obiadu.  Często uważa się buraka za warzywo bez polotu i bez jakiegokolwiek potencjału. Ja jednak chcę Wam pokazać i udowodnić, że buraki można zaserwować elegancko i pysznie w formie carpaccio z ostrym serem pleśniowym i orzechami włoskimi.

Do buraków zaczęłam Was przekonywać już jakiś czas temu.  Pokazałam Wam najpyszniejszy sposób na ich upieczenie (klik). Warto zajrzeć do tego przepisu, bo carpaccio, które dziś pokazuję przygotowuje się właśnie z tak upieczonych buraków. Ja do carpaccio proponuję lazur złocisty, ale tylko dlatego, że te kolory bardzo ładnie się ze sobą komponują. Można oczywiście eksperymentować z innymi ostrymi serami łącznie z kozimi. Zostawiam Wam tu całkowitą dowolność, warto jednak zadbać o to, by ser był wyraziście słony. Będzie wtedy się wspaniale komponować ze słodkawymi burakami. 



As you most probably know beets are superhealthy but I wanna show you today that they can also be superdelicious and elegantly served as a starter, appetizer or side dish. 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Dyniowo-piernikowe muffinki z karmelowym lukrem / Pumpkin and gingerbread spice muffins with carmel icing-sugar


Obiecałam Wam dwa dyniowe dania wykorzystujące mus dyniowy własnej roboty. Z jedną, pyszną propozycją czyli koktajlem z dyni już Was zapoznałam. Teraz czas na dyniowy grzech w postaci muffinek. Same w sobie są trudne do opisania w smaku. Na pierwszy plan przebija się w nich na pewno aromat piernikowy, dynia daje bardziej kolor niż smak, a w tle dość wyraźnie przebija się sól a dodałam jej i tak o połowę mniej niż w oryginalnym przepisie. W przyszłości będę więc eksperymentować z jeszcze mniejszą jej ilością. Muffinki są lekkie, puszyste i aksamitne. Pamiętajcie jednak, że ich integralną częścią powinna być gruba warstwa lukru i orzechy. Tak podane będą pyszne i bardzo słodkie, co akurat Łasuchowi w ogóle nie przeszkadza :-) Pamiętajcie więc, że zgodnie z łasuchową radą, lukier musi być.



I already showed you how can you prepare easy pumpkin puree and I gave you the recipe for healthy and delicious pumpkin and banana smoothie with cinnamon. Now the time has come for some pumpkin indulgence in the form of pumpkin and gingerbread spice muffins. They are smooth and fluffy. They taste best when decorated with a thick layer of carmel icing-sugar and some walknuts. In other words, pure indulgence.

piątek, 2 listopada 2012

Piernik staropolski idealny na Boże Narodzenie / Traditional Polish Gingerbread

Po raz pierwszy u Łasucha pojawia się coś, co nie jest jeszcze gotowe i nie będzie gotowe jeszcze przez 5-6 tygodni. Jest to przepis albo raczej pierwsza część przepisu na piernik staropolski wg przepisu Dorotki z Moich Wypieków. Od wielu lat przyglądam się blogom kulinarnym i co roku w tym  mniej więcej okresie widzę wysyp przepisów na długo leżakujący  piernik staropolski, który ma być gotowy tuż przez Bożym Narodzeniem. Zapytacie się dlaczego teraz a nie tuż przed gwiazdką. A dlatego, że ten staropolski piernik musi leżakować w chłodku przez mniej więcej półtora miesiąca. Weekend w okolicach 1-go listopada jest więc idealnym terminem na zarobienie ciasta, które piec się będzie tuż przed świętami. 

Ja w tym roku piekę ten piernik po raz pierwszy, ale jestem przekonana, że proces ten zostanie zakończony sukcesem, bo wszystkie przepisy Dorotki zawsze są sukcesem. Innymi słowy ten piernik nie może się nie udać. To co? Zarabiacie ciasto na piernik razem ze mną?

For the very first time here on this blog I present the recipe that is not fully done. And it won't be done for the next 5 or 6 weeks.  But at the very end it will be, hopefully, the most ideal and very traditional polish gingerbread. I have never prepared this cake before, but I am using Dorota's recipe from Moje Wypieki and her recipes always turn out as really delicious so it can't be different with this one. 

You may ask why I am not showing you the full recipe at the very end of baking process. The answer is simple. This cake is baked in Poland traditionally for Christmas, but the dough has to rest for 5-6 weeks in cold environment before it will be baked. So time just after 1st November is ideal, because now you can prepare the dough and baking time will be just before Christmas. So are you ready to make the dough with me?


poniedziałek, 29 października 2012

Uśmiechnięte duszki - ciasteczka na Halloween / Halloween ghost cookies

Muszę się Wam przyznać, że od dawna tak nie zaszalałam na Halloween jak w tym roku. Najpierw rzeźbiłam dynię, z którą było sporo zabawy a teraz postanowiłam upiec słodkie duszki Kacperki. Choć z ciastkami jest trochę pracy twórczej, to jednak foremka do wykrawania ciasteczek była tak urocza, że nie potrafiłam się jej oprzeć i dobrze, bo ciastka wyszły śliczne, a do tego chrupiące, maślane i pyszne. I choć te duszki są sporych rozmiarów, to znikały dość szybko, pochłaniane przez spragnionych słodyczy pogromców duchów, mimo że Halloween dopiero za parę dni. Na Halloween muszę więc przygotować kolejną porcję :-)

Instrukcję wykonania dyniowego szczerbola znajdziecie tu: klik !

I have never ever got so crazy about Halloween as this year. I already showed you how to carve pumpkin and now it's time for some cookies. Resembling more Casper, the ghost rather than any other scary creature, but still so very cute. I must admit that this cookie cutter was sooo adorable that I just couldn't resist. I had to buy it:-) The cookies turned out adorably cute, buttery and soooo delicious. They disappeared very quickly so before Halloween I will have to bake another batch.


środa, 24 października 2012

Jesienny koktajl dyniowo-bananowy / Autumnal pumpkin and banana smoothie.


Jeżeli pamiętacie jeszcze mój mus z dyni, to dzisiaj pokazuję Wam, zgodnie z obietnicą, jak w prosty sposób można z niego zrobić przepyszny koktajl lub jak kto woli smoothie. Kolor przypomina jeszcze letnie słońce, ale smak dyni w połączeniu z cynamonem jest już zdecydowanie jesienny. Przyznam się Wam szczerze, że koktajl przygotowywałam jako swego rodzaju eksperyment i wcale się nie spodziewałam, że będzie taki dobry. Wyszedł zaskakujący i pyszny i na pewno pozostanę mu wierna w ponure, jesienne poranki. 

Koktajl można przyrządzić zarówno ze świeżo przygotowanego musu jak i z tego wcześniej zamrożonego. 

Delicious and autumnal pumpkin and banana smoothie is a great and healthy way to use the pumpkin puree from my previous recipe. At the very beginning this recipe was rather an experiment but it turned out surprisingly delicious. It has a beautiful sunny colour but the tastes are already pretty autumnal. Definitely worth trying this season.


poniedziałek, 22 października 2012

Najprostszy mus z dyni / Easy pumpkin puree

Wiele jesiennych przepisów wymaga zastosowania musu z dyni, co skutecznie mnie do nich zniechęcało.  Wyobrażałam sobie, że przygotowanie musu z dyni to jakaś nieogarnialną czasowo i wysiłkowo czynność.  Teraz jednak, przy okazji przygotowywania postu o dyniach na Halloween, w pakiecie miałam dwie dynie, które po zabawie w wykrawanie musiały w końcu wylądować w garze, żeby się nie zepsuły. Najprostszą metodą na zaopiekowanie się tak dużą ilością pomarańczowego miąższu był właśnie mus, który stanie się w przyszłości podstawą do wielu smacznych dyniowych smakołyków. A na razie czeka grzecznie na swoją kolej poporcjowany i zamrożony. Przygotowanie musu wcale nie jest takie trudne a zyskujecie bazę do wielu słodkich i słonych pyszności. 

Pierwsze dwa dyniowe smakołyki przygotowane na bazie poniższego musu już wkrótce :-) 

I have done pumpkin carving  a bit earlier this year, not just before Halloween, so that I could show you the results on the blog. I didn't want it to get rotten so I decided to make pumpkin puree to use up all the jack-O'-lanterns. I have never prepared such puree before since I thought that is quite a troublesome activity. It turned out to be simple and almost effortless. I will use the puree for some sweet and savoury dishes that I plan to prepare very soon. All the remaining puree was freezed, so that I can use it a bit later.


piątek, 19 października 2012

Łasuchowe porady - jak wykroić dynię na Halloween / Halloween pumpkin carving

Dynia od zawsze będzie mi się kojarzyć z moją przyjaciółką Karoliną. Kiedyś mieszkałyśmy bardzo blisko siebie i raz w Halloween Karolina pomachała do mnie dynią z okna w swoim mieszkaniu. Śmiechu było przy tym co niemiara a wspomnienie zostanie na zawsze. Od tej pory patrzę na dynie wszelakie w ogromnym sentymentem, tym bardziej,  że obecnie dzieli mnie i Karolinę jakieś 1500 kilometrów. Po wielu latach mogę więc jej wreszcie odmachać moim wyrzeźbionym w dyni stworkiem.

Te dwie dynie, które widzicie na zdjęciu, to moje pierwsze halloweenowe dzieła w  życiu. Wcześniej polegałam na nieekologicznej ceramicznej dyni, ale nie ma ona tego uroku, co własnoręcznie stworzone pomarańczowe lampiony. Kilka dni temu zamieniłam się więc w duże dziecko i ochoczo zabrałam się do roboty. Okazało się to łatwiejsze niż myślałam a efekt jest rewelacyjny, mimo że Łasuch znany jest z posiadania dwóch lewych rąk i ani jednej prawej. Polecam każdemu, bo to chwila dla siebie, dla rodziny i moment na zapomnienie o całym świecie. Warto jednak pamiętać, że ze względu na zabawę z ostrymi narzędziami wykrawanie dyni to raczej zabawa dla dorosłych niż dla dzieci. 



I don't know hot about you but I find pumpkin carving vey funny and very relaxing activity. I had so much fun so I will definitely carve more pumpkins before Halloween. Gimme me pumpkins and noone gets hurt ;-)

środa, 17 października 2012

Orzeźwiające stir-fry z marchewki, pora i grejpfruta / Refreshing stir-fry with carrot, leeks and grapefruit



Wiemy już jakiego woka warto mieć (klik), warto teraz się dowiedzieć, co można w nim upichcić. Dobrze wiem, że wiele osób rzadko przygotowuje potrawy z woka, bo lista składników potrzebnych do przygotowania przepisu jest strasznie długa i niezbyt swojsko brzmiąca. Często jest też tak, że do przepisu używamy małych ilości, a kupić najczęściej musimy całą butlę lub słoik jakiegoś mazidła czy sosu, więc w ostatecznym rozrachunku te potrawy są dość drogie. Potem stoi nam to wszystko nieużywane w lodówce i zajmuje miejsce, dopóki się nie zepsuje i nada się tylko do wyrzucenia. Tym razem jednak przepis jest zdecydowanie zeuropeizowany i wymaga użycia składników, które najczęściej znajdą się bez problemu w większości kuchni czy spiżarni. Dlatego też tak często to stir-fry pojawia się i u mnie w menu. 

Ostatnio Magda Gessler w swoim cotygodniowym felietonie w Newsweeku napisała, że Polacy nie lubią i nie akceptują gorzkiego smaku. Może jest w tym ziarenko prawdy, ale z moich obserwacji wynika, że coraz częściej otwieramy się również i na ten smak i dobrze, bo w odpowiednim zestawieniu nutka delikatnej goryczki potrafi nieźle podkręcić całość potrawy. Tak jest w tym stir-fry. Delikatnie gorzki grejpfrut idealnie komponuje się z kwaśnym, słodkim, słonym i umami. Wychodzi pyszne, jesienne, ale i lekko orzeźwiające warzywne danie, które najlepiej smakuje serwowane z ryżem jaśminowym. 

From my last post you already know, which wok you should buy (click), so now it's time for a delicious recipe for stir-fry that can be prepared in your wok. I know that a lot of typically chinese or thai recipes call for lots of sophisticated ingredients. Many of them are used in small quantities, while you can buy them only in bulk. As a result of that a lot of oriental wok dishes turn out a bit pricey. This recipe is different. It calls for easy ingredients that can be easily found in any kitchen or pantry and are cheap too, so this is a great option even if you are on the budget. And it's vegan too:-)


poniedziałek, 15 października 2012

Jaki wok jest najlepszy? / Which wok should you buy?

Wiele chińskich i tajskich przepisów wymaga użycia tradycyjnego woka. W mojej opinii to jedno z najlepszych narzędzi do gotowania, które kiedykolwiek powstało. Na woku gotujemy albo raczej smażymy szybko i energooszczędnie, a posiłki na nim przygotowanie są zdrowe i bardzo smaczne.

Tak sobie myślę, że wielu z Was chciałoby spróbować własnoręcznie przygotowanych potraw z woka. Ale czy wiecie, który wok warto kupić i który jest najlepszy?
Pewnie wiele razy zadawaliście sobie to pytanie. Jeżeli ciągle jeszcze nie wiecie, to Łasuch po to jest, żeby Wam doradzić. Nie będę polecać konkretnej marki, czy produktu, ale wytłumaczę jakie są różnice pomiędzy wokami dostępnymi na polskim rynku.

Istnieją trzy rodzaje woków: najbardziej tradycyjny, ze stali węglowej i posiadający zaokrąglone dno, żeliwny z płaskim dnem i aluminiowy/metalowy z powłoką nieprzywierającą i płaskim dnem. Pojawiają się one w różnych rozmiarach i formach, tak żeby można je było dostosować do potrzeb i do wielkości rodziny. Ja testowałem wszystkie trzy rodzaje i opiszę każdy z nich 

piątek, 12 października 2012

Łasuch stołuje się na mieście: Fleury, Berlin

Zgodnie z obietnicą dziś czas na ostatnią część opowieści kulinarnych o Berlinie. Ostatnia, ale jak dla mnie najgodniejsza zapamiętania. Coś jak wisienka na torcie. Piękna, pyszna i cudnie wyglądająca, czyli Fleury.

Jak już pisałam w pierwszym wpisie o Berlinie, najbardziej lubię zwiedzać szwendając się bez celu i bez przyczyny. W ten właśnie sposób postanowiłyśmy z łasuchową mamą znaleźć w Berlinie miejsce na śniadanie. Oczywiście mogłyśmy zjeść śniadanie w hotelu, ale celowo zrezygnowałyśmy z tej opcji. Hotelowy, szwedzki stół oczywiście jest wygodnym rozwiązaniem, bo można się najeść za trzech i na pewno starczy do późnego obiadu, ale nam nie o to chodziło. Hotelowe śniadania w moim mniemaniu to opcja zwłaszcza dla biznesmenów, którzy dostają je niejako w pakiecie. Jeżeli jednak rezerwując pokój w hotelu mam opcję rezerwacji bez śniadania, to z niej korzystam, bo chcę zjeść to, co jedzą lokalsi, a nie zunifikowane propozycje, które standardowo lądują na każdym hotelowym stole śniadaniowym. Poza tym akurat w Berlinie śniadanie na mieście może kosztować ułamek (mniejszy lub większy) sumy, której żądają w hotelu, więc oprócz doznań smakowych i chęci poznawania zwyczajów żywieniowych mieszkańców miasta, można jeszcze sporo przy okazji zaoszczędzić.


środa, 10 października 2012

Tagliatelle ze szpinakiem / Simple tagliatelle with creamy spinach sauce

Jeżeli lubicie szpinak tak jak ja, to zapraszam Was dzisiaj na proste i szybkie tagliatelle z sosem śmietanowo-szpinakowym z mocnym czosnkowym akcentem. 
Kluczem do sukcesu są zamrożone, całe liście szpinaku. Pamiętajcie, by przy kupowaniu się nie pomylić i nie kupić szpinaku rozdrobnionego, bo to jest właśnie ta zielona papka, której tak nienawidziliście w przedszkolu. Liście szpinaku zamrożone z brykietach to jednak zupełnie coś innego. Mają smak i konsystencję prawdziwego szpinaku, więc to zdecydowanie mój faworyt w lodówce z mrożonkami, tym bardziej, że w efekcie wychodzi prościej i taniej niż kupowanie świeżego szpinaku na bazarku. Odchodzi Wam dokładne czyszczenie liści z piachu a przy okazji zaoszczędzicie trochę wody, która przy myciu szpinaku strasznie się marnuje.

If you like spinach I would like to invite you today for a simple and quick tagliatelle with creamy spinach sauce. It's delicious easy to prepare and has a strong garlic aroma, since I believe that garlic is a perfect compliment for spinach. It will be best served immediately after preparation with a glass of chilled white wine. 


niedziela, 7 października 2012

Odchudzone placki ziemniaczane / Potato latkes

Najpyszniejsze na świecie placki ziemniaczane zawsze smażył mój dziadziuś. Nikt inny nie przygotowywał tak pysznej wersji. Były gorące, chrupiące i tłuste od oleju, na którym były smażone, bo w tamtych czasach jeszcze nikt nie myślał o tym, żeby cokolwiek z czegokolwiek odsączać. Placki za każdym razem były pyszne, a ja ich smak pamiętam do dziś. I jak tu konkurować z plackiem idealnym? Trzeba przygotować swoją wersję. Ja postanowiłam skorzystać z mojej patelni ceramicznej, o której już kiedyś Wam wspominałam i usmażyłam cieniutkie placki bez grama tłuszczu. Wyszły zupełnie inne niż dziadziusiowe, ale mnie bardzo smakowały no i były odchudzone o cały ten tłuszcz,  którym nasiąkają tradycyjne placki smażone na oleju. Podawane prosto z patelni, posypane cukrem były pyszne. 

The world's most delicious potato latkes were always prepared by my grandpa. They were hot, crispy and greasy from the oil in which they were fried, because at that time no one has ever thought about daining any excess oil. Every time those latkes were simply delicious and so I remember their taste so well up to this day. And how can I compete with perfect latkes? I can't. I can only prepare my very own version. I decided to use my ceramic pan and fry very thin pancakes without a gram of fat. They came out very different than the ones my grandpa used to prepare but  they were delicious and less greasy that the traditional version fried in oil. Those latkes served straight from the pan, sprinkled with sugar were simply delicious and comforting. 


piątek, 5 października 2012

Kulinarne opowieści o Berlinie

Tak jak obiecałam kilka dni temu, po zwiedzaniu Berlina, czas na kulinarne o nim opowieści. 

Pierwsza rzecz jaką widać po przyjeździe to to, że Berlin jedzeniem stoi. Na każdym rogu, na każdej ulicy, na każdej przecznicy zawsze znajdzie się coś do zjedzenia. Od możliwości aż w głowie się kręci. Nie wiadomo gdzie iść, co wybrać i co zjeść. Stąd też pomysł na to, żeby opowiedzieć Wam o tym, co jadłam i gdzie jadłam. Być może przyda się Wam to podczas Waszych spacerów po tym cudownym mieście. 


wtorek, 2 października 2012

Kalafior pod beszamelową kołderką / Cauliflower covered with bechamel

Powoli nadchodzi jesień. Robi się coraz zimniej, liście na drzewach powoli zmieniają kolor i opadają z drzew a babcie i mamy zgarbione szukają wszędzie kasztanów, które posłużą później dzieciakom jako materiał budulcowy przy konstruowaniu zwierzątek i ludzików. To też czas na zmiany w menu. Odchodzą w niepamięć letnie warzywa i czas zrobić miejsce tym jesiennym. Już pora więc na bakłażany, brokuły, brukselkę, buraki, kalafiory i dynie. Tym razem serwuję kalafiora. Z racji coraz zimniejszych dni postanowiłam go otulić beszamelową kołderką. Żeby danie było bardziej pożywne dodałam jeszcze makaron, żeby była to samowystarczalna zapiekanka. Wyszło prosto i pysznie. Nie jest to wyrafinowana propozycja a raczej taka swojska prostotka. W sam raz na pierwsze chłody. 

Slowly autumn is coming to town. It's getting colder, the leaves on trees slowly change color and fall down while grandmothers and mothers are looking everywhere for chestnuts, that will be used later by kids as a building material during playtime. It is also time for a menu change. We slowly forget about summer vegetables and make room for the autumnal ones. So it's time to enjoy eggplant, broccoli, brussels sprouts, beets, cauliflower and pumpkin. This time, I serve cauliflower. Because it's getting colder, I decided to wrap my cauliflower in bechamel. To make it more fillin, I added  some pasta at the bottom. It turned out simple and delicious. This is not a sophisticated dish but rather a homely, comforting dinner. Just in time for the first cold days.


niedziela, 30 września 2012

Łasuch w Berlinie

W połowie września postanowiłam wybrać się do zachwalanego przez wszystkich Berlina w podróż zdecydowanie łasuchową, czyli zorientowaną kulinarnie.  

Na kulinarne opowieści z Berlina przyjdzie Wam jednak jeszcze troszkę poczekać a dzisiaj zapraszam na krótki spacer po Berlinie. Aż dziwne, że podróżując od najmłodszych lat po całej Europie skutecznie omijałam to miasto. W końcu jednak, po tylu opowieściach i po tylu zachwytach wszystkich wokół mnie, wreszcie postanowiłam zwiedzić to zachwalane miejsce i sama się zachwyciłam. Zacznijmy jednak od początku.

Na swoją podróż wybrałam późny wrzesień z dwóch powodów. Po pierwsze nie było już zbyt ciepło. Letnie temperatury w dużym mieście potrafią przyprawić o zawrót głowy zwłaszcza przy dużych dawkach zwiedzania, co bardzo dobrze pamiętam z upalnego Rzymu. Po wakacjach jest też mniej turystów, więc zwiedza się zdecydowanie wygodniej, bo nigdzie nie ma aż takich tłumów jak w lipcu czy w sierpniu. Polecam więc Wam na wizytę nie tylko w Berlinie, ale również w innych europejskich miastach, wiosnę i wczesną jesień. To zdecydowanie najlepsze pory na zwiedzanie.  

Turystom z centralnej Polski, czyli takim jak ja, najłatwiej dostać się do Berlina samolotem lub autokarem. Ja wybrałam autokar, który zarezerwowany odpowiednio wcześnie był zadziwiająco tani. PolskiBus zagwarantował mi tanią i wygodną jak na autokar podróż a bonusem było darmowe wifi, które niestety przy granicy i poza granicami Polski już nie działało. Trochę szkoda, ale przewoźnik zastrzega sobie takie sytuacje, więc mogę sobie tylko ponarzekać. 
















Odkąd dotarłam do Berlina na narzekania nie było już miejsca. Pierwsze spostrzeżenie to to, że drogowskazy na dworcu autobusowym od razu prowadzą do najbliższej linii metra. Tak jakby jakiś Berlińczyk siedział w mojej głowie turystki i domyślił się, że przyjezdny od razu po przyjeździe będzie szukał najbliższej stacji metra. Można? Okazuje się, że można, tylko trzeba chcieć! Wspaniałe! Takimi drobnymi detalami miasto pięknie wita przybywających gości. Druga miła niespodzianka to metro. Nikt mi nie każe wciąż przechodzić przez uciążliwe bramki, które co chwila sprawdzać powinny, czy aby na pewno mój bilet jest ważny. Moim zadaniem jest tylko kupić bilet i go skasować. Przez trzy dni, które spędziłam w Berlinie, nie spotkałam żadnego kontrolera. We wszechobecnej aurze podejrzliwości cieszy mnie to, że ktoś ufa, że kupię właściwy bilet i nie będę jeździć na gapę. Poza tym metro jest jednym z wygodniejszych sposobów przemieszczania się po mieście, pomijając rower. Berlin jest dosłownie upstrzony stacjami metra, a jak nie ma metra to są równie skuteczne tramwaje. Wszystko działa bez zarzutu a na wagoniki w metrze czeka się dosłownie chwilę a wieczorami dwie chwile.


środa, 26 września 2012

Bakaliowe ciasto Tu bi'Shvat / Israeli Tu bi'Shvat cake


To megabakaliowe ciasto wynalazłam na blogu mojego kulinarnego guru, czyli Davida Lebovitza. Do tej pory nie było okazji go upiec, bo albo był czas na inne, bardziej wykwintne i spektakularne wypieki, albo Łasuch przechodził fazę bezsłodyczową i bezcukrową, która teoretycznie trwa do dnia dzisiejszego (spuszczając oczywiście zasłonę milczenia na ciastka, które nie wiedzieć w jaki sposób znalazły się w łasuchowym brzuchu nie dalej jak wczoraj, omijając wszelkie blokady zbudowane z silnej woli). Pretekstem do upieczenia tego izraelskiego ciasta był krótki, kilkudniowy wypad do Berlina. Trzeba było przecież przygotować jakieś łakocie na drogę, żeby sobie umilić nudną podroż autokarem. Wybór padł właśnie na ciasto Tu bi'Shvat i to nie bez przyczyny. Nie dość, że składa się w dużej mierze prawie z samych bakali, to do tego nie jest jeszcze zbyt słodkie i świetnie się przechowuje w każdych warunkach, bo jeść dość zwarte, nie rozpada się tak łatwo i nie zawiera elementów, które mogłyby się roztopić, jak na przykład czekolada . Zapakowane w papier śniadaniowy bez problemu wytrzymało kilka dni, ale tylko dlatego, że było stosownie wydzielane. Inaczej zniknęło by od razu ;-) Ciasto to nadaje się więc nie tylko na deser do kawy, ale także jako przekąska podczas podróży czy zdrowa słodycz dla dzieciaków w szkole. Na dodatek przygotowuje się to ciasto bardzo prosto, więc nie pozostaje Wam nic innego jak brać się za pieczenie tych bakaliowych cudowności:-) 

A do opowieści o kulinarnym Berlinie jeszcze wrócę. Czytajcie w piątkowych postach :-) 


I found this recipe on David Lebovitz blog and I thought that this might be an interesting cake to bake. And of course I was right. David Lebovitz is my culinary guru and I trust his words and this time, as usual, he didn't let me down. I baked this cake to be my snack on a tedious trip to Berlin and I have to admit that it's was a real hit. Not only it is pretty dense, but it is not too sweet and has no ingredients that can melt in your hands so it's a perfect sweet snack during trips, or a dessert in a packed lunch for children to be eaten at school.  This cake has also one more advantage: it remains fresh for quite a while. It is well preserved for about a week if wrapped in paper and it's also easy to prepare, so now what are you waiting for...? :-)

And when it comes to some culinary tales about Berlin, they are to come on Fridays, so stay tuned :-) 


poniedziałek, 24 września 2012

Bakłażany faszerowane tymiankowym puree ziemniaczanym / Eggplants stuffed with thyme mashed potatoes


Nie będę ukrywać, że bakłażany nie należą do moich najbardziej ulubionych warzyw. Nie po drodze nam razem, ale w tym, autorskim wydaniu są naprawdę przepyszne, choć jest z nimi trochę roboty. Na pomysł wpadłam jeszcze jako studentka, łącząc to co zostało kiedyś w niemalże pustej lodówce, więc to taka trochę "bidapotrawa". Przygotowując tak wypchane bakłażany po raz pierwszy nie spodziewałam się, że będą mi tak smakowały i że będę je robić jeszcze wiele, wiele razy.

I have to be frank with you and I am about to confess that eggplants are not my most favorite vegetables, but these stuffed aubergines are an exception, because they are really delicious alhtough a bit laborious in terms of preparation. I invented this recipe while I was a student in Denmark, connecting few things that I had in the otherwise empty fridge. While I prepared it for the first time I thought about it more as a stomach stuffer rather than something good so I was really surprised when these stuffed aubergines turned out sooo good that I still prepare them when aubergines are in season.


wtorek, 18 września 2012

Ślimaki na pietruszkowo - czosnkowych grzankach / Snails bruschetta


Ślimaki, to śliski temat. Można ich w ogóle nie tknąć, można ich nie lubić ale można też lubić albo nawet uwielbiać. Tym razem daleko mi do jakichkolwiek skrajności i zostaję przy lubieniu. Jadłam je drugi raz w życiu. Pierwszy raz zaserwowano mi je w mojej ulubionej restauracji Provence w Aalborgu w Danii. Były jednak trochę gumiaste, więc nie wywołały jakiegoś wielkiego megaentuzjazmu. Nie przekreśliłam ich jednak tak do końca, bo intuicja podpowiadała mi, że odpowiednio przyrządzone, mogą być naprawdę bardzo smaczne. Całkiem niedawno przekonałam się, że rzeczywiście drzemie w tych ślimacznych stworkach spory potencjał. Dzięki Tatianie Matwij zostałam posiadaczką zgrabnej i wcale niemałej puszki ślimaków w zalewie. Było mi strasznie miło, bo ślimaki przywędrowały do Łasucha z europejskich wojaży, czym Tatiana ujęła mnie jeszcze bardziej. To niezwykle miłe, że o Łasuchu się pamięta :-D Oczywiście ślimaki zostały natychmiast otwarte i spróbowane. I tu pierwsza niespodzianka, bo ślimaki same w sobie nie miały wiele smaku. Decyzja więc zapadła o konieczności ich podrasowania. I udało się, wyszło pięknie, aromatycznie, kolorowo i w sumie bardzo szybko. Idealna przystawka, która zachwyci Waszych gości, pod warunkiem, że są odważni :-)

Snails can be a questionable suject in the kitchen. Not everyone likes them and there are a lot of people that don't want to even think about the possibility of eating a snail. I definitely belong to the first group and curiosity always wins. I already had the possibility to eat snails in one of my favourite restaurants Provence in Aaalborg in Denmark. Although they turned out a bit chewy, I still had the intuition that snails can be in fact pretty delicious. Just a few days ago it turned out that my intution is quite reliable at least when it comes to snail issue. I received a souvenir from my friend Tatiana, who gave me a can of snails after her parisian trip. It was so nice of her and I really like the fact that she was thinking about my culinary passion even being far away from the country. I was more than pleased and as soon the gift was received it was also opened and tested. For me it was pretty surprising that snails turned out totally tasteless straight from the can. On the other hand it was a good idea, because the manufacturer gave me the chance to season it according to my taste. I decided to go for sth aromatic, colorful and altogether very easy to prepare. The perfect snack of appetizer that will delight your guests, if only they are brave enough to taste snails:-)


niedziela, 16 września 2012

Proste tagliatelle z kurkami / Tagliatelle with golden chanterelles mushrooms

Sezon na kurki powoli się kończy. Widziałam na wielu zaprzyjaźnionych blogach podobne wersje makaronu z tymi cudownymi grzybkami, ale moja wersja jest najprostsza z najprostszych. Kilka podstawowych składników i żadnych zbędności, bo wierzę, że kurki obronią się same. To nie jest danie udziwnione czy aspirujące do bycia wyszukanym. To szczere, proste, ale i cudownie pyszne danie makaronowe, które przygotowuje się w dosłownie kilkanaście minut. Zapraszam Was więc na ostatnie danie kurkowe w tym sezonie. 

Składniki  (2 porcje) (scroll down for English)
8 gniazdek makaronu tagliatelle 
1 mała cebulka
ok. 300 g kurek, dobrze umytych, żeby piasek i ziemia nie chrzęściły w zębach
ok. 200 ml śmietany 30 lub 36%
łyżka masła
sól i pieprz do smaku

1. Ugotuj tagliatelle zgodnie z przepisem na opakowaniu. pamiętaj, żeby nie rozgotować makaronu
2. W tym samym czasie podsmaż na maśle drobno pokrojoną w kostkę cebulę wraz z kurkami
3. Jak kurki będą już usmażone, dodaj do nich śmietanę i gotuj dopóki sos śmietanowy nie zgęstnieje
4. Dopraw solą i odrobiną pieprzu
5. Ugotowany i odcedzony makaron przełóż na patelnię, na której przygotowuje się sos i wszystko dokładnie wymieszaj.
6. Pogotuj jeszcze kilka chwil, żeby smaki się połączyły a sos dobrze przykleił to makaronu
7. Podawaj natychmiast 

wtorek, 11 września 2012

Faszerowane papryki / Stuffed yellow and red peppers

Ten całkowicie autorski farsz do papryki powstał zupełnie przypadkiem jak wiele przepisów i pomysłów w mojej kuchni. Postanowiłam troszkę zaszaleć z przyprawami i dodatkami do standardowego ryżowego farszu a efekt to pyszne i aromatyczne danie. Nie dość, że wyjątkowo jak na łasuchowe standardy w środku papryki znajdziecie boczek wędzony i kawałki kurczaka, to do tego jeszcze słodkie daktyle, aromatyczne goździki i cynamon. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi mięso na słodko, ale jeżeli ktoś nawet kurczaka lubi w odrobiną słodyczy na pewno się nie zawiedzie. Danie jest pyszne i aromatyczne zaraz po wyjęciu z piekarnika ale jeszcze pyszniejsze i jeszcze bardziej aromatyczne następnego dnia, bo wszystkie smaki mają ciut więcej czasu na przegryzienie się ze sobą i lepsze poznanie. 

Składniki (2 porcje) (scroll down for English)
4 papryki
1 pierś kurczaka pokrojona w kostkę
ok. 200 g boczku wędzonego pokrojonego w kostkę
ok. 200 g ryżu basmati
8 - 12 daktyli 
4 całe goździki
pół łyżeczki cynamonu
cebula pokrojona w kostkę
garść ziaren słonecznika
ok. 50-75 g tartego sera (np. cheddara) 
sól i pieprz

1. Ugotuj ryż wraz z ziarnami słonecznika (ja używam garnka do gotowania ryżu)
2. W tym samym czasie odetnij czapeczki z papryk i oczyść wnętrza z gniazd nasiennych
3. Jeżeli tak jak ja lubisz miękką paprykę obgotuj każdą paprykę przez ok. 8 - 10 minut w garnku z wrzącą wodą. Jeżeli nie przeszkadza Ci, że papryka będzie twardawa, możesz pominąć tę czynność
4. Na patelni podsmaż boczek, z której powinien wytopić się tłuszcz. 
5. Do smażącego się boczku dodaj kurczaka pokrojonego w kostkę i cebulę
6. Dodaj daktyle pokrojone na drobne kawałeczki oraz cynamon i goździki. Podsmażaj jeszcze przez chwilę, żeby dać szansę wszystkim aromatom dobrze się połączyć
7. Na patelnię, na której smażą się kurczak i boczek z przyprawami dodaj ugotowany ryż i wszystko starannie wymieszaj
8. Nafaszeruj farszem papryki
9. Posyp z wierzchu farsz startym serem cheddar i przykryj paprykowymi czapeczkami
10. Zapiekaj w piekarniku nastawionym na 180 stopni przez ok. 20 minut. Na ostatnie chwile prze końcem pieczenia zdejmij czapeczki paprykowe i ustaw piekarnik na opcję grilla, żeby zrumienić ser.


wtorek, 4 września 2012

Grzanki z serem pleśniowym i karmelizowanymi figami / Bruschetta with blue cheese and roasted figs

Ci z Was, którzy odwiedzają mnie już od dawna, wiedzą jak bardzo kocham figi. Te świeże, nigdy suszone, są dla mnie czymś, na co z utęsknieniem czekam przez cały rok, aż do września. W tym roku jest ich dużo, są duże, dojrzałe i piękne. Szkoda tylko, że w Polsce sprzedawane są na sztuki a nie na kilogramy a co za tym idzie ich cena jest strasznie wysoka jak na takie małe coś. Wyobrażacie sobie iść na rynek i kupić kilogram fig, podobnie jak teraz kupujecie kilo śliwek czy jabłek? To jest właśnie moje marzenie aby znaleźć się w miejscu, gdzie figi sprzedaje się na kilogramy.

Skąd pomysł na dzisiejsze grzanki? Wędrując po necie i zachwycając się jak zwykle jednym z moich ulubionych blogów Bliss, natrafiłam na ten figowy przepis i od razu wiedziałam, że pojawi się i na moim talerzu. Mając w pamięci te piękne zdjęcia i te boskie grzanki doznałam amoku jak tylko zobaczyłam świeże figi na bazarku. Nie pozostało mi więc nic innego niż zakasać rękawy i zabrać się do pieczenia. Grzanki wyszły boskie. Te malutkie, chrupkie cuda zniknęły dużo szybciej niż trwał proces ich przygotowywania. Jeżeli lubicie połączenie słodkich owoców z ostrymi, słonymi serami, u Was te grzanki też znikną z talerzy bardzo, bardzo szybko.

Tych z Was, którym nie chce się czytać, zapraszam do obejrzenia instrukcji obrazkowej pod przepisem

Składniki (2 porcje) scroll down for English
powtarzam z drobnymi zmianami za Bliss blog
4 figi
200 g sera z zieloną lub niebieską pleśnią (ja użyłam sera Lazur)
6 kromek chleba
łyżeczka oliwy z oliwek
łyżeczka octu winnego lub balsamicznego
2 łyżeczki miodu

1. Pokrój figi na półksiężyce
2. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni 
3. wymieszaj glazurę z miodu, octu i oliwy z oliwek
4. Ułóż figi na papierze do pieczenia i posmaruj miodową glazurą
5. Zapiekaj figi przez 10 -12 minut
6. Podczas pieczenia zaopiekuj się chlebem. Na każdej kromce połóż cienkie plastry sera 
7. Na kromkach z serem ułóż podpieczone figi 
8. Ustaw piekarnik na grill i zapiekaj dosłownie kilka chwil aż ser się rozpuści pilnując jednak, żeby ani grzanki ani figi się nie przypaliły 
9. Podawaj natychmiast


 Podpowiedzcie Łasuchowi, czy podobają Wam się instrukcje obrazkowe i czy to dobry pomysł.

niedziela, 2 września 2012

The Sartorialist Dinner we Florencji

Źródło/ The source: The Sartorialist
Dzisiaj odpoczywam, choć mam dla Was w zanadrzu masę nowych przepisów, pomysłów i inspiracji. Wszystko już wkrótce właśnie tu, u Łasucha, więc bądźcie czujni. A przy okazji leniwej niedzieli dzielę się z Wami, czymś co jest, przynajmniej dla mnie, megainspirujące. The Sartorialist, najsławniejszy blogger fotografujący modnie ubranych ludzi na całym świecie zorganizował The Sartorialist Dinner. Modnie, z klasą i na pewno pysznie. Moda i dobre jedzenie to naprawdę inspirujące połączenie. Mogę ten filmik oglądać raz za razem, choć jak dla mnie zdecydowanie za mało tam kobiet;-) Modnego i pysznego oglądania :-)