czwartek, 28 marca 2013

Budyń marchewkowy z kardamonem / Vegan carrot pudding


Budyniu nie jadłam od lat. Kiedyś w dzieciństwie był czymś w rodzaju koła ratunkowego. Gdzieś na dnie kuchennej szuflady zawsze zalegały torebki z budyniami i czekały na te kryzysowe chwile, gdy wszystkie sklepy już były zamknięte, w domu nie było żadnego słodkiego okruszka, a jak na złość żołądek domagał się koniecznie kolejnej dawki cukru.  Brało się wtedy mleko, które zawsze było w lodówce, dosypywało się jakiś magiczny proszek z papierka, który zawierał nie wiadomo co i robiło się smakowe mleko o konsystencji gluta. Choć budyń uratował mnie wiele razy przez kompletnym zużyciem przez organizm zapasu cukru, to jednak nigdy nie byłam jego zagorzałą fanką. Budyń marchewkowy Marty z Jadłonomii  to jednak zupełnie coś innego. Ten przepis całkowicie odmienił moje zdanie o budyniach. Zajadam się już drugim i na nim na pewno nie poprzestanę, ale będę eksperymentować z innymi przyprawami. Budyń marchewkowy choć prosty w przygotowaniu, to jednak jest odrobinę czasochłonny. Warto jednak poczekać, bo efektem naszych działań będzie cudownie aksamitny, aromatyczny i pyszny marchewkowy deser. 

Dodam, że jeżeli ktoś szuka w przepisach naturalności totalnej, to może spokojnie pominąć mąkę ziemniaczaną. Budyń będzie wtedy po prostu bardziej płynny, ale pozostanie tak samo pyszny i aksamitny.


Carrot spiced with cardamon and turned into smooth and velvety pudding is a great and also easy dessert optionThe texture is marvelous, the aroma of cardamon wonderful and the taste unforgettable. This easy and cheap pudding is really worth a try :-)

wtorek, 26 marca 2013

Mazurek bakaliowy Babci Tamary / Grandma's Easter cake

Powiem Wam w sekrecie, że poza tym jednym, jedynym mazurkiem innych nie uznaję wcale. Żadna wielkanocna słodkość mu nie dorównuje, chociażby miała w sobie same bezy, mak, kruszonkę i lukier. Nawet moja ukochana pascha nie jest tak dobra jak ta bakaliowa pyszność.  Odkąd pamiętam piekła go na Wielkanoc moja babcia. Jest dość bogaty w bakalie i kalorie, ale i nieziemsko pyszny. Za każdym razem, gdy ląduje na wielkanocnym stole słychać tylko ochy i achy i głośne mlaskanie. Po prostu go uwielbiam i jestem przekonana, że zasmakuje również Wam. 

This Easter cake is one of the best Easter cakes I have eaten in my life. It's very rich and sweet and has lots of dried fruits and nuts hidden inside. The best of the best. 

niedziela, 24 marca 2013

Kanapkowa pasta fasolowa z makiem / Vegan bean spread with poppy seeds


Uwielbiam pasty kanapkowe. Kilka takich tworów mniej lub bardziej klasycznych pojawiło się już wcześniej na łasuchowym blogu, ale dzisiaj mam dla Was absolutny hit, czyli pastę z białej fasoli z dodatkiem... maku. Podpatrzyłam ten przepis u Marty z Jadłonomii i od razu wiedziałam, że trzeba będzie koniecznie go wypróbować. Pasta jest dość delikatna w smaku i na dodatek, zupełnie przypadkowo, całkowicie wegańska. Nie dodawałam do niej, poza pieprzem, żadnych charakternych składników. Skupiłam się raczej na tym, żeby mak miał szansę grać pierwsze skrzypce. Choć nie daje on żadnego smaku, to jednak przyjemnie strzela w zębach. Cudownie smakuje z chlebem na zakwasie i lekko orzechową roszponką, ale coś tak czuję, że to smarowidło będzie pyszne także z każdym innym pieczywem. Składniki podaję jak zwykle orientacyjnie. Doprawcie pastę zgodnie z Waszymi upodobaniami. Ja na przykład sypnęłam dość sporo maku, Wy być może dodacie go troszkę mniej.


I'm a big fan of all beans spreads. They are quite a regular breakfast or snack option for me, since they are delicious, healthy, and also vegan. This spread is unusual due to poppy seeds. They do not give much of taste, but they definitely do a lot in terms of popping. From now on this is my most favourite out of all bean spreads I know.

czwartek, 21 marca 2013

Degustacja najprawdziwszej włoskiej oliwy Samnium

Wspominałam Wam kilka dni temu, że dzięki uprzejmości Silvii Rosato i Ani Wyszyńskiej z Fundacji Włosko-Polskiej InteRe, zostałam zaproszona jako prelegentka na konferencję wieńczącą projekt Rsamnium. I stało się. Konferencja niestety już za nami ale ja podzielę się z Wami wrażeniami z tego wydarzenia. O swojej prelekcji opowiadać nie będę. Kto był to widział i słyszał, a kto nie był, niech żałuje;-) 

Opowiem Wam jednak o oliwie. Oliwie Samnium produkowanej przez włoską firmę Terravecchia s.r.l. Jak się okazało konferencja to nie tylko prelekcje i część oficjalna, ale także poznawanie najprawdziwszej włoskiej oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia i jej degustacja. W ramach konferencji miałam przyjemność uczestniczyć w aż dwóch takich degustacjach, podczas których nie tylko smakowałam, wąchałam i oglądałam, ale również dowiedziałam się się jak rozpoznać dobrą oliwę i jak się z nią poprawnie obchodzić. No i ta degustacja. Moje kubki smakowe były wyjątkowe szczęśliwe. Po pierwsze oliwy miały w bród. Tradycyjnej, aromatyzowanej cytryną, rozmarynem, truflami czy peperoncino. Po drugie pysznym dodatkiem i zarazem pomocą przy degustacji były bagietki i focaccie upieczone przez Biedronkę w kuchni. Zarówno w trakcie bardzo kameralnego poniedziałkowego spotkania w Klubie Wino jak i podczas degustacji podczas oficjalnej części konferencji odbywającej się w Instytucie Europejskim byłam po prostu w oliwnym niebie. I powiem Wam w sekrecie, ze chcę więcej. Oliwa Samnium była cudownie pyszna. Zwłaszcza ta aromatyzowana peperoncino skradła moje kubki smakowe.


wtorek, 19 marca 2013

Wielkanocna babka z krówkami i ajerkoniakiem / Easter bundt cake with carmel fudges and egg liqueur


Zupełnie nie wiem jak to się stało, ale po obchodach piątych łasuchowych urodzin zostało mi sporo alkoholu w barku, w tym ajerkoniak. Oczywiście zgodnie z sugestią Agnieszki, która mnie tą alkoholową jajecznością obdarowała polewałam sobie nią lody. Ale jak wiadomo, co dobre...szybko się nudzi. Zachciało mi się czegoś więcej. Szukałam czegoś bardziej wyrafinowanego niż lody z alkoholowym dodatkiem. Poza tym zbliżają się święta, więc postanowiłam wykorzystać wspomniany ajerkoniak do upieczenia pysznej babki wg przepisu Adrianny z MniamMniam, który znalazłam na Moich Wypiekach. Babka jest bardzo prosta w przygotowaniu i do tego przepyszna. Nie za sucha, lekko wilgotna,  z delikatnym posmakiem ajerkoniaku zarówno w cieście jak i w lukrze oraz z zatopionymi cukierkami krówkami. A na dodatek chrupiące orzechy na wierzchu. Od dzisiaj to moja ulubiona babka. W sam raz na Wielkanoc :-) 


niedziela, 17 marca 2013

Koktajl jarmużowy na Dzień Świętego Patryka / Kale smoothie for St. Patrick's Day

Dzisiaj odrobina zieloności z okazji irlandzkiego święta narodowego i religijnego, czyli Dnia Świętego Patryka, który obchodzony jest, co ciekawe, nie tylko w Irlandii. W wielu miejscach na świecie podczas dzisiejszego święta serwuje się zielone potrawy, zielone piwo oraz podświetla czy farbuje znane miejsca na zielono. Ja postanowiłam pokolorować pyszny i zdrowy koktajl za pomocą natki pietruszki i jarmużu. Propozycja wbrew pozorom nie tylko dla odważnych. Wegetariański, zielony koktajl jest nie tylko super zdrowy ale i pyszny. Można go także przygotować w wersji wegańskiej zastępując maślankę mlekiem roślinnym



This is absolutely last call to celebrate St. Patrick's Day by serving something green. Green and healthy to be exact. Kale smoothie can be either vegetarian of vegan and is a delicious option for all smoothie lovers. It's not only healthy but also sooo good, so definitely it's worth a  try.

piątek, 15 marca 2013

Łasuchowy savoir vivre #8: dolewanie wina

Zgodnie z obietnicą złożoną Wam w jednym z poprzednich postów z tej serii, zdradzę Wam dzisiaj kolejną i nie ostatnią zasadę związaną z obsługą wina. Dzisiaj coś, czego bardzo nie lubię, czyli dolewanie wina do kieliszka, który jeszcze nie jest pusty. Nie, nie i jeszcze raz nie. Często się zdarza, że w trakcie trwania kolacji wina się zmieniają. Jedna butelka się kończy a zaczyna druga, a w niej wino, które niekoniecznie jest takie samo jak to w poprzedniej butelce. Pozwólmy więc gościom nacieszyć się jednym kieliszkiem, a jak będzie pusty to dopiero wtedy nalejmy więcej. W idealnym świecie powinniśmy dodatkowo zmienić kieliszki, jeżeli zmieniamy wino. Innymi słowy, nie mieszajmy naszym gościom w kieliszkach :-)


A już wkrótce na łasuchowym blogu pojawią się kolejne smakołyki oraz wielkanocne słodkości, więc bądźcie czujni :-)

środa, 13 marca 2013

Łasuch zaprasza na konferencję wieńczącą projekt Rsamnium

Chcecie posmakować włoskich win oraz jednej z najlepszych o ile nie najlepszej włoskiej oliwy? 

Chcecie się dowiedzieć jak rozpoznać czy oliwa jest dobrej jakości?

I czy wreszcie chcecie spotkać się z Łasuchem na żywo i posłuchać, co ma Łasuch do powiedzenia? 


wtorek, 12 marca 2013

Rozgrzewająca i aromatyczna zupa z dyni piżmowej / Aromatic and warming butternut squash soup


Przez wiele lat myślałam, że dynia to dynia i już. Do czasu, kiedy odkryłam, że istnieje na świecie wiele jej odmian, w tym dynia piżmowa. Ma zachwycająco dziwny jak na dynię kształt i cudowny orzechowo-maślany smak. Od pierwszego mlaśnięcia stałam się jej wierną fanką. Jak tylko spróbowałam jej po raz pierwszy, wiedziałam, że idealnie sprawdzi się w aromatycznej ostrej zupie, idealnej właśnie teraz, w trakcie przedwiośnia, kiedy najbardziej potrzebujemy nie tylko rozgrzewającej mocy ciepłej zupy i chilli, ale także koloru zapowiadającego już słoneczne i pełne światła dni, których nie mogę się doczekać. Wiosna tuż, tuż a tymczasem zapraszam Was na cudownie pyszną i aromatyczną od indyjskich przypraw wersję zupy dyniowej. Oczywiście możecie tę zupę przygotować z każdego rodzaju dyni, ale ta z odmiany piżmowej będzie bardziej maślana i aksamitna w smaku.


I am impatiently waiting for the spring to come. Tired with autumnal and wintere weather and temperatures I'm awaiting some warmth and rays of the sun. In the meantime I serve smooth butternut squash soup that is perfect for this season when winter is almost coming to an end but the spring still hasn't come. Thanks to chilli and aromatic spices it is still very  warming and the colour reminds me that  the sun is just around the corner. 

niedziela, 10 marca 2013

Francuskie tosty czyli pain perdu / Pain perdu - French toasts


Francuskie tosty czyli pain perdu a w dosłownym tłumaczeniu z francuskiego to stracony czy utracony chleb. Dla mnie to jednak bardziej chleb odzyskany niż stracony i na dodatek nieziemsko pyszny. Idealna propozycja na przygotowanie szybkiego, niedzielnego śniadania, które potem można powoli celebrować. Uwielbiam to śniadanie również za to, że idealnie nadaje się do zużycia czerstwego, lekko zestarzałego pieczywa. Ot pyszna choć nie do końca dietetyczna forma recyclingu. 

Przyznaję, że pain perdu w dzisiejszym wydaniu to propozycja zdecydowanie słodka, wręcz cudownie przesłodzona. Elementami, które odrobinę przełamują wszechogarniającą słodycz tostów są dżemy własnej roboty, które niosą w sobie lekką nutę kwaśnej owocowości. 

Nie będę ukrywać, że uwielbiam takie grzesznie pyszne śniadanie. Wspaniały początek wspaniałego dnia. Po takim luksusie o poranku dzień po prostu nie może się nie udać.



In French pain perdu means literally lost bread, but for me it is rather recovered bread since the recipe usually calls for stale bread, almost a waste that is recycled into wonderfully luscious and delicious breakfast. Simply the sweet side of life. I like to prepare such french toasts on Sunday. They are relatively easy to make and are a perfect start of a beautiful day. I really like them being served with delicious homemade jams.

czwartek, 7 marca 2013

Surówka z marchewki w azjatyckim stylu / Carrot salad Asian style


Nie wiem jak Wy, ale ja marchewkę uwielbiam. To cudowne warzywo sprawdza się wszędzie. W babeczkach marchewkowych smakuje wyśmienicie, co potwierdzam nie tylko ja:-) Lubię ją też piec (klik), smażyć z dodatkiem przypraw (klik, klik), lubię ją w sałatce (klik), jako sok marchewkowy (klik) i wreszcie lubię ją tak po prostu chrupać jako zdrową i pyszną i, co niemniej ważne, tanią przekąskę. Do tego jeszcze ten cudowny kolor. Przypomina mi nawet zimą, kiedy wszystko jest bez koloru, że na świecie istnieje jeszcze coś oprócz czerni, bieli i szarości. 

Surówkę w azjatyckim stylu odkryłam już bardzo, bardzo dawno, ale na jakiś czas o niej zupełnie zapomniałam. Przypomniała mi Diana z bloga appetite for china. Jak tylko zobaczyłam u niej ten przepis, to przypomniałam sobie jak bardzo lubię marchewkę przyrządzoną właśnie w ten sposób. Po prostu ją uwielbiam. Dressing, którym jest doprawiona jest cudownie pyszny i kremowy, choć dość oryginalny w smaku, więc wiem, że nie wszystkim od razu się spodoba, zwłaszcza tradycjonalistom, którzy znają tylko surówkę z marchewki z jabłkiem. Ci z Was, którzy jednak się odważą, nie będą żałować :-) 

Muszę też wspomnieć, że dressing u Łasucha jak zwykle jest przygotowywany na oko, więc proporcje, które tu podaję, są czysto umowne. 


I adore carrots. Especially during winter their colour reminds me that not everything must be grey or black and that there is some hope for other more optimistic and vibrant colours and feelings. Carrots are delicious both raw in salads or juices but also baked, fried or as main ingredient in superdelicious carrot cupcakes and other desserts. They are so healthy, cheap and versatile that I always have at least two in my fridge.

Today I serve carrot salad with Asian style dressing that I absolutely adore. The combination of flavours is ideal but I have to warn you that the proportions of ingredeints are rather aribitrary. Always taste the dressing before mixing it with you carrots and adjust seasoning according to your preferences. In other words experiment and have fun :-)



wtorek, 5 marca 2013

Zdrowe i pyszne chipsy z jarmużu / Healthy and vegan kale chips


Wiele razy widziałam na sklepowych półkach wielkie, zielone gąbczaste coś, ale nigdy nie miałam odwagi tego czegoś spróbować. Ostatnio, dzięki Agacie Bielskiej miałam szansę w końcu posmakować tej zieloności podczas Restaurant Day i wpadłam po uszy. Jarmuż, bo o nim mowa, to miłość od pierwszego mlaśnięcia. Absolutne odkrycie i na dodatek hit sezonu. Jarmuż to jedno z niewielu warzyw, które utrzymuje się w dobrym zdrowiu przez całą zimę i na dodatek jest megazdrowe, bo naładowane witaminami i przeciutleniaczami wszelkiej maści. Świetnie zastępuje więc wszystkie sztuczne piguły, którymi karmi nas przemysł farmaceutyczny i na dodatek jest pyszne.  Odpowiednio przyrządzony i doprawiony jarmuż jest cudownie wyrazisty. Smakiem przypomina odrobinę szpinak, ale jest bardziej charakterny, niepokorny i przede wszystkim nie flaczeje tak jak delikatne szpinakowe liście. Jest tak cudowny, że nie mogę się nim najeść, więc spodziewajcie się w najbliższej przyszłości jeszcze kilku przepisów z użyciem jarmużu właśnie. Dziś na zachętę częstuję Was jarmużowymi chipsami. Banalnie proste, szybkie w przygotowaniu, chrupiące i pyszne. Zajadam się nimi ze smakiem i to na dodatek bez jakiegokolwiek poczucia winy. Mam więc przygotowaną wielką michę zdrowych chipsów przyprawionych solą i kolorowym pieprzem, mam film do obejrzenia i wieczór należy tylko do mnie :-)

Kale is an absolute discovery of this season. As soon as I tried it for the first time I absolutely and imemdiately fell in love with this vegetable. Not only it is healthy, but also delicious and quite versatile. Perfect during winter months when there are almost no seasonal vegetables left on the market. Today I prepared completely vegan kale chips that are sooooo delicious that they pretty successfully replace my usual big bowl of popcorn during my movie night. So I have a big bowl of this delicious, spongy green stuff, I have a movie to watch and the evening belongs to me :-)
jarmużowe chipsy przed upieczeniem

niedziela, 3 marca 2013

Pieczone warzywa z tahini / Baked root vegetables with tahini

Przyzwyczajeni do tego, że pietruszka korzeniowa, seler i marchewka najczęściej zostają ugotowane na śmierć w rosołach i wywarach, zapominamy jak pyszne mogą być te warzywa. Najczęściej nam nie smakują, są mdłe, niesmaczne i mają dziwny posmak. Ale czy na pewno? Jeżeli są źle przygotowane, przegotowane, to są zaiste niesmaczne. Te same warzywa upieczone w piekarniku zyskują jednak zupełnie inne oblicze. Są lekko chrupkie, mają ciekawy smak a pietruszka i marchewka są na dodatek przepysznie słodkie, co przełamuję odrobiną goryczy ukrytej w sezamowej paście tahini. Takie pieczone warzywa korzeniowe to wspaniała propozycja na koniec zimy, kiedy jesienne warzywa się już dawno skończyły a wiosenne jeszcze nie wyrosły. Ja je uwielbiam, choć odkryłam je dość niedawno, kiedy będą na diecie wegańskiej poszukiwałam nowych smaków i od tej pory temu połączeniu smaków jestem wierna.



Some of you might not like root vegetables at all since they are pretty often overcooked in all sorts of broths and stews and simply not tasty at all. Some of you even don't treat some of them as eatable and you're discarding roots as soon as the fresh, green part is gone. What a mistake. These vegetables can be delicious if only treated properly. When baked they are deliciously crispy. Their surprising sweetness is very well balanced by tahini that is slightly on the bitter side. A perfect, simple and healthy side dish.

czwartek, 28 lutego 2013

Po zimowym obżarstwie czas na bieganie - Parkrun

Fot. Adam Kozłowski
Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Powoli zaczynam odzyskiwać nadzieję, że niedługo dane nam będzie ujrzeć choć kilka promyków słońca. To cudowny stan, kiedy po zimowym letargu wszystko, łącznie ze mną, powoli budzi się do życia. Przedwiośnie to czas, kiedy trzeba sobie przypomnieć o tych wszystkich kilogramach, które nagromadziły się podczas zimowych miesięcy i świąt. Skoro więc idzie wiosna i czas na zdrowe i rozsądne odchudzanie, to chcę Was namówić na bieganie. To wspaniała opcja dla tych, którzy chcą zgubić zbędny tłuszczyk jak również polepszyć swoją kondycję.

wtorek, 26 lutego 2013

Kajmakowy fondant czyli babeczki z płynnym kajmakiem / Molten dulche de leche lava cakes

W lutowej edycji Weekendowej Cukierni nie mogło mnie zabraknąć. Kocham kajmak miłością absolutną a poza tym  do wzięcia udziału w akcji podpuściła i na babeczkowy pojedynek wezwała mnie Anna Maria z Kucharni. Nie miałam więc wyboru innego niż podnieść rzuconą rękawicę kuchenną i zabrać się ochoczo za wypiek tych przesłodkich cudowności. Powiem Wam w sekrecie, że swojej decyzji ani chwili nie żałowałam. Babeczki są dość proste w przygotowaniu a efekt końcowy przyćmił wszelkie moje oczekiwania. Gorąca babeczka po przekrojeniu wybucha jak wulkan gorącą i megasłodką kajmakową lawą. Do tego zimne, słodkie, waniliowe lody i jest się w niebie. 

Babeczki mają tylko jedną wadę. Masa kajmakowa bardzo szybko tężeje, więc trzeba je serwować natychmiast po upieczeniu, bo inaczej środek zacznie powoli zastygać i przemieniać się w ciasto. Ja się załapałam na gorącą lawę wypływającą ze środka, ale mój aparat fotograficzny miał już z tym problemy. Po prostu nie zdążył ;-)  

Acha i jakby ktoś miał wątpliwości, to tak, przyznaję się, że niewiele się zastanawiając wszystkie cztery babeczki natychmiast zjadłam, jedna po drugiej. Były tak pyszne, że już się zastanawiam kiedy je ponownie upiec i kogo nimi poczęstować :-) 


As soon as I saw these molten dulche de leche lava cakes on Kucharnia blog, I fell in love with them. Thruth to be told, they are absolutely divine. The cakes are extremely hot and as soon as you cut them, sweeet, molten dulche de leche bursts out like hot lava from a volcano. Together with cold vanilla ice-cream it's simply a seventh heaven.

These cakes are relatively easy to prepare but you have to remember that you have to serve them immediately after baking, since after a couple of minutes dulche de leche lava has tendency to get firm, so it is definitely not recommended to prepare these cakes in advance. 


poniedziałek, 25 lutego 2013

Łasuchowy savoir vivre #7: czysty kieliszek

Zgodnie z wcześniejszą obietnicą dziś czas na ważny temat związany z winem, czyli kwestia utrzymania czystości kieliszków podczas biesiadowania. Hasłem przewodnim tej zasady jest serwetka, serwetka i jeszcze raz serwetka. Przed każdym nawet najmniejszym łykiem wina czy innego płynu przecieramy delikatnie usta serwetką właśnie, żeby nie zostawiać żadnych śladów na szkle czy porcelanie. Proste, ale dzięki tej czynności Wasze kieliszki będą zawsze czyste, ładne i błyszczące a nie obsmarowane całym jadłospisem, co zdarzało mi się już wiele razy  obserwować u niektórych. Naprawdę żaden kieliszek nie powinien swoim wyglądem przypominać współtowarzyszom posiłku o tym, co uprzednio konsumowaliśmy:-)

Życzę Wam więc wszystkim czystych kieliszków i już dzisiaj zapraszam na kolejny post dotyczący wina. 


środa, 20 lutego 2013

Domowe masło migdałowe / Homemade almond butter


Był taki dzień, kiedy zaczytana w zdrowych przepisach całym swoim jestestwem zapragnęłam po raz pierwszy w życiu spróbować masła migdałowego, które jawiło mi się jako nieziemsko migdałowa pyszność. Pobiegłam czym prędzej do sklepu, żeby takie masło nabyć drogą kupna i ... nie kupiłam. Było. Stało. Uśmiechało się do mnie. Cena była jednak zaporowa. Około 40 złoty za mały słoiczek, który najpewniej zniknąłby w dwa dni było dla mnie ceną zdecydowanie zaporową. Opuściłam sklep ze smutną miną i z silnym postanowieniem, że ja im jeszcze pokażę i masło migdałowe zrobię sama w domu. I zrobiłam. Pod warunkiem, że ma się dobry malakser, robi się je bardzo prosto i szybko a wychodzi coś cudownie przepysznego i do tego dużo, naprawdę dużo tańszego. Plusem domowego masła jest jeszcze to, że są w nim same migdały i nie znajdę tam niczego, czego znaleźć bym nie chciała. Takie orzechowe smarowidło można dosmaczać różnymi dodatkami. Ja je lubię sautee, ale można dodać trochę soli lub miodu. Po prostu można eksperymentować, do czego jak zwykle Was gorąco zachęcam i namawiam. 

I heard about almond butter so many times and I imagined that it will be not only very healthy but also delicious. I finally decided to give it a try, so I rushed to the nearest store to purchase it. To my surprise almond butter was quite an expensive treat, so I left the store empty-handed and challenged myself to create delicious version cheaply at home. And guess what. I succeeded. Surprisingly it is more than simple to prepare if only you have food processor, tastes delicious, smells great and is much cheaper than the store-bought version. And it's homemade so I know exactly what's inside and that there are no artificial ingredients or flavours added.


środa, 13 lutego 2013

Wyznanie na bananie ;-) / Love message on a banana

Po ilości czerwonych serduszek, które są absolutnie wszędzie i na wszystkim, nawet bez kontaktu z kalendarzem stwierdzić można z łatwością, że Walentynki tuż tuż. Jak już wspominałam w poprzednim poście niezbyt lubię to komercyjnie wypromowane święto, ale z drugiej strony Walentynki są okazją do powtórki z wszelkich możliwych romantycznych zachowań. Ja lubię zwłaszcza wyznania na skórce od banana. Może to być miłosne wyznanie w stylu "kocham cię" czy po prostu życzenia miłego dnia, czy coś śmiesznego. Treść wiadomości zależy od Was i od Waszej kreatywności. Uśmiech na twarzy osoby, która dostała na drugie śniadanie banana z Waszym spersonalizowanym przesłaniem macie gwarantowany:-) 

Trik polega na tym, że napis jest dobrze widoczny na skórce od banana dopiero jakiś czas po napisaniu wiadomości za pomocą wykałaczki, czyli mniej więcej po kwadransie, więc pakujecie do torebki śniadaniowej banana z prawie niewidocznym napisem, który z każdym kwadransem coraz bardziej rzuca się w oczy. Podoba mi się ten pomysł, bo nic nie kosztuje a dzięki temu ktoś się uśmiechnie :-)





Na koniec życzę Wam Wszystkim udanych Walentynek :-)


poniedziałek, 11 lutego 2013

Gruszki w sosie winno-miodowym z bitą śmietaną / Pears in red wine and honey sauce and with whipped cream


Wielkimi krokami zbliżają się Walentynki. Przyznam się Wam szczerze, że nie jestem fanką tego komercyjnie rozdmuchanego i napompowanego święta. Jeżeli się kogoś kocha, to kocha się go codziennie a nie tylko raz w roku podczas Walentynek. Jeżeli ktoś jest dla nas ważny, to powinniśmy mu to okazywać każdego dnia a nie tylko w lutym. Życie potrafi być ulotne i nietrwałe jak mydlana bańka, więc warto dbać o dobre relacje z najbliższymi cały czas a nie tylko od święta. Dlatego nie będzie dzisiaj serduszek, czerwonych wstążeczek i słodkich buziaków, ale będzie za to deser, który jest pyszny zarówno w Walentynki jak i każdego innego dnia.

I have to confess that I'm not a big fan of St. Valentines Day. I do believe that if you love someone you should show your love and affection every single day, not only once a year, during this special day. If someone is important for you, you should express it all the time, not only in February. Life is so unpredictable and can end up so unexpectedly that good relations with your loved ones should be a priority all the time not only during special days or occasions. That is why you won't see here any hearts, any red ribbons whatsoever. In return I want to share with you delicious dessert recipe that can be enjoyed with your loved ones on St. Valentines day and on any other day.


sobota, 9 lutego 2013

Pizza z dynią, gorgonzolą i czerwoną cebulą / Pizza with pumpkin, gorgonzola and red onion

Uwielbiam pizzę, ale nie każdą. Te obce, konsumowane w pizzeriach, choć smaczne, najczęściej przyprawiają mnie o ból brzucha. Najbardziej lubię więc pizzę domową, na cieniutkim jak pergamin cieście i z niebanalnymi składnikami i taką wersją będę dziś świętować Międzynarodowy Dzień Pizzy. Już jakiś czas temu popełniłam przepyszną pizzę z botwinką (klik) a całkiem niedawno uproszczoną wersję pizzy, do której zamiast ciasta drożdżowego użyłam placków tortilli (klik), co było, nie chwaląc się, genialnym pomysłem. Obie pyszne, ale ta dzisiejsza jest jeszcze pyszniejsza. Jak zwykle niebanalna, cudnie kolorowa, słodko słona no i sezonowa. Zajadam  się nią z wielkim smakiem. Do ostatniego okruszka :-)

Do wyrabiania ciasta na pizzę używam specjalnego programu w swojej maszynie do pieczenia chleba. Jeżeli nie posiadasz takowej, zawsze możesz zrobić ciasto bez jej użycia, albo wykorzystać surowe ciasto na pizzę, które można nabyć w większości supermarketów. 

International Pizza Day can't be a day without pizza. I decided to celebrate this fantastic occasion with quite an original pizza version that is savoury and sweet in the same time, very colourful and delicious.

As for the pizza dough, I admit that I took advantage of my breadmaking machine during dough preparations. Fell free to use your dough recipe, mine, or use the ready-made dough, according to your likings.


piątek, 8 lutego 2013

Łosoś z musztardą francuską i pieczonymi warzywami / Baked salmon with vegetables


Już kilka razy wspominałam, że wielką fanką ryb nie jestem. Stopniowo i baaaaardzo powoli się jednak do nich przekonuję, bo wiem, że są zdrowe i warto je spożywać przynajmniej raz w tygodniu. Przekonywanie idzie mi na razie całkiem nieźle, choć na razie robię jednak wszystko, żeby dodatkami zatuszować smak ryby, co skutecznie udało mi się już za pomocą swoich całkowicie autorskich pomysłów, czyli sosu agrestowego (klik) czy porzeczkowo-miodowego (klik), które były absolutnymi hitami lata. Dzisiaj coś zupełnie w innym charakterze. Propozycja zdecydowanie wytrawna i pikantna. Wymaga trochę czasu, bo warzywa muszą mieć chwilę na upieczenie, ale ten obiad praktycznie robi się sam i to, oprócz smaku, lubię w nim najbardziej.



I'm not a big fan of fish in general but lately I'm trying to figure out how to make fish eatable. I did some very successful experiments with gooseberry (click) or honey and red-currant sauces (click), that were a huge hit last summer. This time salmon appears in a totally different version. Savoury and a little bit spicy. 

czwartek, 7 lutego 2013

Łasuchowy savoir vivre #6: wino w kieliszku

Po ogólnych zasadach dotyczących sposobu nakrywania do stołu, obsługi sztućców oraz pieczywa serwowanego do posiłków, nadszedł czas na wino.  To pierwszy post z alkoholowej serii, która będzie, jak na razie, kontynuowana przez kolejne dwa tygodnie. 

Wino nalewamy do dwóch trzecich objętości kieliszka a nie, jak to często ma się w zwyczaju, aż po sam brzeg. Oczywiście podobnie jak inne zasady ma to swoje logiczne wytłumaczenie. Wino powinno mieć w kieliszku odrobinę miejsca na tak zwany oddech czyli na rozwinięcie winnego bukietu a prościej rzecz ujmując, zapachu. 


Podczas przygotowania tego wpisu korzystałam w książki "Protokół Dyplomatyczny Ceremoniał i Etykieta" Tomasza Orłowskiego

wtorek, 5 lutego 2013

Devil's Food Cake i piąte urodziny Łasucha w kuchni / 5th anniversary of "Łasuch w kuchni" and Devil's Food Cake.

"Łasuch w kuchni" ma już pięć lat!!! Hip hip hurra, hurra, hurra :-D

Korzystając z okazji dziękuję Wam Wszystkim za to, że odwiedzacie mnie już tyle lat. Gdyby nie Wy, to Łasuch najpewniej by nie istniał. To właśnie dla Was bezustannie się rozwijam, szukam nowych przepisów i pomysłów, uczę się nowych rzeczy i przygotowuję od czasu do czasu niespodzianki. A jeśli mowa o niespodziankach, to kolejna już wkrótce, więc standardowo, bądźcie czujni, bo Łasuch już bardzo niedługo Was zaskoczy:-) 

Łasuch uznał, że okrągłe, piąte urodziny zobowiązują. Stąd też megaaaaaasłodkie ucztowanie i świętowanie rozpoczęło się już w sobotę. Za cudowny wieczór dziękuję w pierwszej kolejności Agnieszce, założycielce Łasuchowego fanklubu i Tomkowi czyli Specjalnemu Łasuchowemu Wysłannikowi. Na łasuchowych urodzinach nie mogło zabraknąć łódzkich blogerek i blogerów kulinarnych, czyli Asi (Biedronka w kuchni), Asi (Smaki i smaczki), Agnieszki (Gazeta Wyborcza ;-) ) i Damiana (Żyć aby jeść). Do zacnego grona dołączyli też inni smakosze czyli Agnieszka, Ida, Ita, Justyna, Kaja, Ola, Adam oraz Kamil. Dziękuję Wam Kochani za cudownie spędzony czas i za cudowne prezenty. 

Łasuch uwielbia karmić innych, więc na urodzinach nie mogło zabraknąć kilku smakołyków, między innymi znaku firmowego łasucha czyli kolorowych brigadeiro, pysznych i znanych już prawie w całej Łodzi bezików czy babeczek marchewkowych. Były też wytrawne akcenty, czyli śliwki wędzone w boczku, hummus i spolszczony hummus. To przepisy, które dobrze znacie, jeżeli odwiedzacie Łasucha regularnie. Niespodzianką natomiast, również dla samego Łasucha, był urodzinowy tort, który powstał po raz pierwszy i specjalnie na tę okazję. Mocno czekoladowy Devil's Food Cake z nutką pomarańczy i orzechów wg przepisu mojego guru, Davida Lebovitza, to tort idealny dla fanów gorzkiej czekolady. Dla mnie ten tort był odrobinę zbyt czekoladowo czekoladowy, więc gdyby nie kleks z kwaśnej śmietany i truskawkowego coulis, byłby dla mnie zbyt ciężki do ogarnięcia. Byli jednak tacy, którzy wychwalali tę jego czekoladowość absolutną pod niebiosy. Tort jest łatwy do upieczenia i poskładania nawet dla zupełnych laików, więc można się spokojnie za niego zabierać.


Well, apparently my blog have just turned five. I have to admit that I am soooo proud that I made it until now and that over the years this blog not only grew bigger and improved considerably but also is getting more and more visitors month after month. That means a lot to me and I would like to thank every single reader of this blog for support, comments and frequent visits. I am a food blogger for you and because of you so once again so many thanks to all of you :-)

And no anniversary celebrations is complete  without a birthday cake. For this special ocassion I have chosen to bake David Lebovitz's version of Devil's Food Cake. Since I'm not that big fan of dark chocolate this cake for me was a bit tooooo chocolately so I served it with a big dollop of creme fraiche and strawberry coulis, but for dark chocolate lovers this cake is simply divine. It's also very easy to bake and attach so even if you are a complete novice you can safely give this cake a try :-)





piątek, 1 lutego 2013

Sałatka z brukselki / Brussel sprouts salad


Obiecuję, że w tym roku to już ostatni przepis z brukselką w roli głównej, odkryty tylko i wyłączenie dzięki Kaczodajni. Przez ostatnie miesiące próbowałam Was przekonać na wiele sposobów, że brukselkę da się lubić. Mam nadzieję, że choć parę osób udało mi się przekonać. Dzisiaj, na zakończenie sezonu przedstawiam Wam absolutny hit, czyli sałatkę z ... surowej brukselki. Nie będę ukrywać, że zawsze podczas przygotowywania tego cudownego warzywa do obróbki termicznej podjadałam niektóre egzemplarze upajając się ciekawym, lekko słodkawym i troszkę tylko kapuścianym smakiem, bez cienia goryczy. Nie spodziewałam się jednak, że ten proceder pałaszowania brukselki na surowo można przeistoczyć z pomocą kilku dodatków w bardzo smaczną sałatkę. Brukselka na surowo absolutnie nie przypomina tej obrzydliwie gorzkiej i rozgotowanej brukselki z dzieciństwa, więc naprawdę warto dać jej szansę. To idealna propozycja na lekki lunch, kolację lub jako dodatek do dania głównego. 

Brussel sprouts' season is slowly coming to an end and so this recipe is the way to say goodbye, only to welcome this wonderful vegetable again next autumn. I have to admit that I usually fry brussel sprouts but this recipe is exceptional, because it calls for raw version. It's really worth giving a try, since it's healthy and delicious version.  And it can be prepared in minutes. 


wtorek, 29 stycznia 2013

Pysznie spolszczony hummus / Polish version of hummus


Jestem  wielką fanką hummusu, choć przepis nań pojawił się na łasuchowym blogu, nie wiedzieć czemu, całkiem niedawno (klik). Wprost uwielbiam tę wegańską pastę. Jest pyszna, zdrowa i świetnie sprawdza się zarówno jako dip do warzyw jak i smarowidło na kanapki. Dzisiaj czas na spolszczoną wersję hummusu, która jest dużo bardziej charrrrrrakterna i wyrazista w smaku a na dodatek jeszcze zdrowsza niż oryginał. Poza tym przygotowuję tę wersję z lokalnych, ogólnodostępnych produktów, przez co jest to też wersja odrobinę tańsza, co też ma dla wielu z Was znaczenie.

Znacie mnie dobrze, więc już wiecie, że swoją pastę przygotowuję z gotowanej własnoręcznie fasoli a na dodatek, żeby zaoszczędzić sobie czasu, przygotowuję od razu cały kociołek, który potem porcjuję i zamrażam na później. Zarówno tradycyjny jak i spolszczony hummus świetnie się mrozi, więc jeżeli tylko nie zapomnę wyjąć z zamrażarki porcji odpowiednio wcześnie, to w każdej chwili mogę się cieszyć kanapką z pysznym hummusem.



I absolutely adore hummus in its original version but this dish is so versatile that it can be easily transformed into something totally new yet equally delicious and equally vegan. How about this version? I can assure you, it's really worth a try.

piątek, 25 stycznia 2013

Beijinho - brazylijskie słodycze / Beijinho - brasilian sweets


Były już sławne na całym świecie brazylijskie brigadeiro a teraz czas na mniej znane, choć niemniej wspaniałe beijinho. Po wielu wytrawnych przepisach postanowiłam wreszcie poczęstować Was słodkościami. Są cudownie pyszne, słodkie jak ulepek i baaaaaardzo kokosowe. Moje dodatkowo być ciut za twarde, gdyż zapewne odrobinę za długo je gotowałam, ale to drobiazg, który absolutnie w niczym mi nie przeszkadzał. Dużym plusem beijinho, w porównaniu do brigadeiro, jest to, że robi się je zdecydowanie łatwiej. Masa kokosowa, choć tłusta nie klei się tak niemiłosiernie do wszystkiego, więc ostatecznie, choć oba przepisy są bardzo podobne, beijinho przygotowuje się znacznie szybciej.  

Some time ago I showed you how to prepare very well know brasilian brigadeiros. No it's time for some less known but equally delicious beijinho. Although the procedure for both brigadeiro and beijinho seems to be quite similar, I have to admit that beijinho are much easier to prepare and soooooo sweeeeeet and sooooo delicious.


wtorek, 22 stycznia 2013

Modra kapusta z goździkami i jabłkami / Red cabbage with apple puree and cloves

Aromatyczna, słodko-kwaśna i gorąca. Taką modrą kapustę właśnie lubię. Do jej przygotowania używam aromatycznego cynamonowo - goździkowego musu z kwaskowych papierówek, których smak zamykam w słoiczkach każdego lata. Jeżeli ktoś jednak nie był zapobiegliwy tak jak ja, może też wykorzystać zimowe jabłka i będzie równie pysznie. Modra kapusta w moim wydaniu to danie wegetariańskie a nawet i wegańskie a do tego bardzo zdrowe no i oczywiście przepyszniaste. Warto się więc skusić, bo to wspaniały dodatek chociażby do kotlecików warzywnych.



This dish is a perfect winter dish. Sweet & sour, colourfull, aromatic, warm and healthy in the same time. To prepare this dish I use puree from pearmain apples that I saute and put in jars in season ie. in August. But you can choose any apples and prepare puree from them and the dish will be equally delicious. Such red cabbage is not only vegetarian but also vegan and will be a great compliment to any vegetable cutlets. 

niedziela, 20 stycznia 2013

Łasuchowy savoir vivre #5: sztućce

Czas na kolejną porcję rad o tym, jak zachowywać się przy stole. Dzisiaj kilka dodatkowych informacji o sztućcach i ich obsłudze w trakcie posiłku:

Często podczas większych przyjęć zastajemy już zastawiony stół z dwoma lub trzema talerzami i dwoma lub trzema parami sztućców, gdzie jeden talerz, ten większy, na spodzie, najpewniej będzie przeznaczony do dania głównego, a mniejszy/mniejsze do przystawki ciepłej i/lub zimnej. Sytuacja staje się kryzysowa, bo w przeciwieństwie do talerzy, dwie lub trzy pary sztućców spoczywających przy talerzach niczym się od siebie nie różnią. Które noże i które widelce są  więc przeznaczone do dania głównego, a które do przystawek? Do pierwszej przystawki wykorzystujemy te, które leżą najbardziej na zewnątrz od talerza. Potem do kolejnych dań wykorzystujemy następne sztućce, leżące coraz bliżej talerzy. To zasada bardzo łatwa do zapamiętania, bo podyktowana wygodą. Biorąc najbardziej zewnętrzne sztućce "odchudzamy" sobie niejako przestrzeń bo bokach talerza i mamy więcej miejsca dla siebie.




  A teraz jeszcze kilka słów o trzymaniu sztućców podczas posiłku:

Nóż i widelec trzymamy za trzonek, wszystkimi palcami.














Palców nie trzymamy na sztućcach zbyt blisko ostrza lub główek no i nie odginamy też małego palca, podobnie jak nie robimy tego podczas trzymania filiżanki z kawą czy herbatą.


Zachęcam Was do zapoznania się z wcześniejszymi wpisami z tej serii (patrz: spis treści na górze strony)

Podczas przygotowania tego wpisu korzystałam w książki "Protokół Dyplomatyczny Ceremoniał i Etykieta" Tomasza Orłowskiego

środa, 16 stycznia 2013

Najpyszniejsza odsłona cebuli / Braised onions

Duszoną cebulę kocham miłością absolutną już od dzieciństwa za jej charakterystyczny smak pełen naturalnej słodyczy, delikatnie przełamanej odrobiną soli. To jedna z potraw, którą można mnie bardzo łatwo uszczęśliwić:-) Niestety nie jem jej tak często jakbym chciała, między innymi ze względu na fakt, że nie jest to danie do końca łaskawe dla przewodu pokarmowego. Poza tym taka cebula najlepiej smakuje z tradycyjnym polskim chlebem na zakwasie, którego pochłania się przy tej okazji chyba z tonę. Nie zmienia to faktu, że jest to jedna z moich ulubionych opcji kolacyjnych. Na zdjęciach widać wersję najprostszą, bez dodatków. Można jednak do duszonej cebuli dodać jajko. Wyjdzie równie pysznie, choć wygląd będzie mniej zachwycający. Można też dodać smażoną wątróbkę, ale mnie ona przeszkadza w konsumpcji, bardziej niż pomaga, więc często ją pomijam. Przepis podam Wam jednak w trzech wersjach.

This is one of my favourite dishes since early childhood. Although it's not the most  healthy option I like to cook it from time to time, because it's soooooo delicious. A typical comfort food. This dish is rather on the sweet side, thanks to natural sweetness of braised onions with just a tiny hint of salty taste. I'll present you three versions, all three of them equally delicious, although I prefer the most basic version with no additional additives


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Aksamitna zupa pieczarkowa / Creamy champignon soup


Ostatnia zupa pojawiła się na blogu już jakiś czas temu. Mimo że byłam i nadal jestem wielką fanką zup, to jednak musiałam odpocząć od tej formy poskramiania głodu. Powoli jednak zaczęłam tęsknić za zupami, tym bardziej, że zima to najlepszy moment, żeby się nimi posilać. Dobra zupa jest zdrowa, rozgrzewająca i idealna na zimne dni. Kiedy na blogu Tessy, Feral kitchen  zobaczyłam ten przepis, wiedziałam od razu, że to będzie pierwsza zupa po przerwie. Już po zdjęciach widziałam, że będzie aksamitna i cudownie pyszna. Nie pomyliłam się. Użyłam co prawda innych grzybów niż Tessa, ale moja pieczarkowa wyszła zapewnie równie pyszna i równie aksamitna. 

This soup is marvelous. Creamy and velvety and also very warming so it's perfect during winter months. Definitely worth giving a try. 


środa, 9 stycznia 2013

Tymiankowa brukselka / Brussels sprouts spiced with thyme


Mam misję, żeby przekonać wszystkich do brukselki. Jeżeli nie uda mi się Was przekonać słowem ani obrazem, to pozostaje jeszcze ilość wpisów dotyczących tego cudownego i zdrowego warzywa. Dzisiaj brukselka, choć zdrowa, występuje w troszkę mniej zdrowej odsłonie, bo postanowiłam ją polać chrupiącą, zrumienioną na maśle, bułką tartą z dodatkiem siemia lnianego, ziaren słonecznika i sporej szczypty suszonego tymianku . Już tak mam, że jak coś jest zdrowe, to ja łączę to coś najczęściej z czym, co jest mniej zdrowe lub bardziej kaloryczne, żeby była równowaga w przyrodzie. Taka brukselka pyszna i szybka w przygotowaniu, więc warto ją sobie przyrządzić.

Delicious brussels sprouts with crispy breadcrumps and sunflower seeds is a great option for those of you who search for delicious side dish or vegetable snack. Need I write more?


niedziela, 6 stycznia 2013

Łasuchowy savoir vivre #4: pieczywo

Z moich obserwacji wynika, że przydałoby się kilka słów o pieczywie i metodzie obchodzenia się z nim podczas posiłku. Na bardzo uroczystych i oficjalnych przyjęciach pojawia się ono w towarzystwie masła, najczęściej na osobnym talerzyku ułożonym po lewej stronie talerze, mniej więcej na godzinie 11-tej (klik). Przy okazji mniej uroczystych i nieoficjalnych przyjęć czy posiłków talerzyk na pieczywo jest często pomijany, ale ten węglowodanowy dodatek najczęściej ląduje na talerzu głównym wraz z zimnymi lub ciepłymi przekąskami. 

Jak się z serwowanym pieczywem obchodzić? 

Odrywamy palcami jeden, jedyny kawałek, który zmieści nam się w ustach, smarujemy go masłem, jeżeli mamy na to ochotę i pochłaniamy ze smakiem. Serwowane jako przystawki przekąski czyli wędliny i sery jemy nożem i widelcem, zagryzając takimi oderwanymi kawałkami pieczywa.



Nie smarujemy całego pieczywa masłem i nie gryziemy jak kanapki na śniadanie. 


Pamiętajcie również o tym, żeby nie dzielić od razu całego pieczywa na małe kawałki i nie smarować ich od razu wszystkich masłem. Takie zabiegi stosujemy tylko podczas karmienia niejadków w wieku przedszkolnym ;-).



Poprzednie posty z tej serii:
nakrycie stołu
ułożenie noża i widelca
zasady dialogu z kelnerem

Podczas przygotowania tego wpisu korzystałam w książki "Protokół Dyplomatyczny Ceremoniał i Etykieta" Tomasza Orłowskiego